Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18) C.D
opowiadania >



piwo – wyjąkał praktycznie uciekając.

Upokarzający, bo przyjemny śmiech jego nowego przyjaciela spłynął mu w raz z dreszczem po plecach.


***


Donatello stłumił uśmiech na widok wracającego ze zdeterminowaną miną Matta. Facet musiał w kuchni ochłonąć, bo mierzył go teraz spokojnym, opanowanym spojrzeniem, podając mu oszronioną butelkę jego ulubionego belgijskiego piwa.


– Za twoją przeprowadzkę! – Zaproponował spontanicznie toast, wyciągając butelkę w stronę stojącego obok niego mężczyzny.


Matt przyjrzał mu się podejrzliwie, ale stuknął lekko szkłem o szkło.


– Dzięki – odmruknął, jakby szukając co jeszcze dodać i nic nie przychodziło mu do głowy. W końcu odchylił głowę do tyłu i pociągnął długi łyk chłodnego piwa. Skroplony szron z butelki przepłynął między jego długimi palcami i jedna samotna kropelka spłynęła w dół po jego wyraźnie zarysowanym podbródku i długiej szyi.


Donatello tylko jakimś nieludzkim wysiłkiem powstrzymał się przed wylizaniem drogi jaką sobie znalazła na lekko zarośniętej piersi. Sam musiał wziąć kilka orzeźwiających łyków, aby uspokoić swój gwałtownie przyśpieszający puls.


Gdyby Matt wiedział, podejrzewał choćby jakie pomysły, jakie pragnienia wykiełkowały w głowie Dona to wiałby gdzie pieprz rośnie. Sama świadomość, że byli razem sprawiała, że przez cały czas chodził w pół wzwodzie. Teraz też niezbyt dyskretnie poprawił swój niereformowalny organ w luźnych spodenkach. Matt spuścił wzrok śledząc ruch jego ręki, równie szybko jednak go poderwał i odwracając się na pięcie wpadł na stojący za nim karton.


Działając na czystym instynkcie Don oplótł wąski pas Matta wolnym ramieniem i przyciągnął klnącego mężczyznę do piersi. Był wielki, był muskularny, a i tak pasował w jego ramionach idealnie. Matt spiął się łapiąc równowagę. Donatello praktycznie mógł wyczuć jak bicie jego szaleńczo walącego serce odbija się w jego brzuchu. Skorzystał z okazji i przybliżając usta do ucha swojego ukochanego szepnął.


– Spokojnie… jeśli się połamiesz, będę musiał sam rozpakować wszystkie twoje rzeczy. – Musnął ustami zbyt delikatnie jego zgrabne ucho. – A wtedy chciałbym nagrodę…


Matt jak oparzony odskoczył od niego praktycznie przeskakując karton, o który się wcześniej potknął.


– Nic się nie martw. Nic mi nie grozi – rzucił cierpko, patrząc na niego jak na wroga publicznego numer jeden. Don roześmiał się. Szybko opadająca klatka piersiowa Matta i gorące rumieńce widoczne nawet pod jego opalenizną mówiły całkiem inną historię niż jego ponętne usta.


– Jak uważasz – wzruszył ramieniem. Nie chcąc drażnić bardziej poddenerwowanego przyjaciela schylił się i podniósł sprawcę całego zamieszania. – Widzisz, na znak dobrej woli rozpakuję tego zawalidrogę.


Matt parsknął pod nosem coś niecenzuralnego i zabrał się za chowanie swoich ubrań. Nie miał ich wcale tak wiele, jak mu się wydawało, kiedy je w pośpiechu pakował poprzedniego dnia z rana. Przecież powiedział Bryanowi, że już się spakował. Nie chciał, aby się wydało jego niewinne kłamstewko. Skończył szybko i niechętnie musiał przejść na drugą stronę pokoju, aby pomóc rozpakowującemu jego książki, płyty i inne klamoty Donowi. Nie uśmiechało mu się to, ale nie miał wyboru.


Don jak zwykle nie mógł powstrzymać cisnącego się na jego usta uśmiechu ilekroć Matt znajdował się od niego na wyciągnięcie ręki. Ten facet po prostu wyzwalał w nim wszystkie najlepsze instynkty. Chciał się o niego troszczyć, budzić przy jego boku i sprawiać mu przyjemność.


Miał też zamiar przekonać tego uparciucha, że to naprawdę był dobry pomysł. Jak w tańcu zaczęli poruszać się przy wielkiej do sufitu półce. Matt starał trzymać się jak najdalej od niego, Don starał się wykorzystać każdą sposobność, żeby się o niego otrzeć czy dotknąć.


Wściekle pulsująca żyłka na jego pokrytym niewielkim zarostem podbródku świadczyła o tym, że jeszcze trochę i jego mężczyzna wybuchnie. Red bardzo przyjemnie wspominał poprzedni wybuch. To z zimnym, opanowanym Mattem miał problem.


Nie spodziewał się jednak tego, że zirytowany brunet podejdzie do niego niespodziewanie i pchnie go z całych sił.


– Don, wiem co robisz! – krzyknął Matt zaskakując go jeszcze bardziej. Jak bóg zemsty stanął przed nim i dłońmi opartymi na biodrach wbił w niego spojrzenie brązowych oczu tak ostre, że śmiało mogło rywalizować z samurajską kataną. – Przestań! Nie rozumiesz, że ja tego nie chcę?!


Don wyprostował się, pokonując swoje pierwsze zaskoczenia.


– To nie prawda! Chcesz i dlatego jesteś taki wściekły – stwierdził spokojnie, choć nie czuł go ani trochę. Czuł za to, że to była bardzo ważna, może i decydująca rozmowa.


– Nic nie rozumiesz! Ja nie chcę CHCIEĆ! – wydarł się. Donatello zdębiał parząc na niego z niedowierzaniem. Matt jednym ruchem zdarł z siebie ciasną koszulkę i wytarł nią zaczerwienioną twarz. Nie pozwolił pozbierać myśli swojemu przyjacielowi. – Nie rozumiesz, że jeśli pójdę z tobą do łóżka, to zrobię to z wyrachowania? Z czystej ciekawości? Kiedy pojmiesz, że ja chcę normalnego domu i rodziny. To między nami skończy się tylko źle!


Garett po raz pierwszy w życiu czuł jak złość i rozpacz dławią go jednocześnie. Sam pchnął w szeroką pierś postawnego mężczyzny obiema rękami, aż ten potknął się robiąc krok do tyłu.


– Czemu do jasnej cholery myślisz, że ja nadaję się tylko do seksu? – zapytał z goryczą, praktycznie stając nos w nos z Mattem. – Dlaczego nie przyszło ci do głowy, że możesz kiedyś założyć rodzinę z kimś takim jak ja! – wskazał na siebie kciukiem. – W czym do cholery jestem gorszy? – dodał ze zgorzknieniem.


Matt zbladł, w jego oczach odbiło się całe mnóstwo emocji. Jego usta otwierały się i zamykały zanim udało mu się sformułować jakieś zdanie. W końcu ogarnął się patrząc na Dona jakby widział go po raz pierwszy w życiu.


– Nigdy nie myślałem, że jest realne założenie prawdziwej rodziny między dwoma mężczyznami – przyznał, krzywiąc się na własne słowa.


Don pokręcił głową ze smutkiem.


– No właśnie… nie myślałeś… – szepnął głosem przepełnionym bólem. Odwrócił się na pięcie chcąc jak najszybciej odejść, zanim zrobi lub powie coś jeszcze bardziej upokarzającego.


Tym razem to Matt jednak zatrzymał go, mocno chwytając za przedramię i siłą przytrzymując w miejscu. Wszystkie mięśnie napięły się w ich spoconych ciałach. Przez pełną napięcia chwilę patrzyli na siebie jakby rozważając między bójką, a namiętnym seksem. W końcu Matt opuścił powieki przysłaniając swoje pociemniałe, może z emocji, może z pragnienia oczy.


– Myślałem i to bardzie wiele – powiedział twardo. – Nic innego nie robiłem jak tylko myślałem od momentu, kiedy cię spotkałem. I dlatego wiem, że między nami się to

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów