Pielgrzym: Część I - Pielgrzym wyrusza na północ
opowiadania >



go.


Oirin poklepał go po plecach i rzekł.


— Okazałeś się być prawdziwym synem swojego ojca, Meriku. Laska z Otulenu należy teraz do ciebie. Korzystaj z niej mądrze.


Kiedy pierwsza fala radości dobiegła końca Oirin kontynuował.


— Meriku podejdź tu.


Słowa wydobywające się z jego ust znowu brzmiały poważnie.


— Tak?


Merik zajął miejsce obok starca. Za nimi ustawiła się jego matka. Mistrz wskazał palcem wskazującym na znajdującymi się przed nimi posąg. Młody użytkownik magii widział już po swoim mentorze wielkie zmęczenie, ale słuchał go uważnie.


— Meriku — Oirin teraz uważnie dobierał słowa. — Ten posąg przedstawia Otulena. Jednego z pierwszych znanych magów w naszej historii i założyciela miasta oraz twojego dalekiego przodka. Wierzył on, że świat nie może żyć bez magii, a magia, jako tajemnicza energia dana tylko nielicznym z nas służy do naprawiania ludzkich krzywd. To za jej pomocą wznosiliśmy pierwsze osiedla, leczyliśmy chorych i wygrywaliśmy wojny, jeśli tego wymagała sytuacja. Otulen założył jeden z najpotężniejszych magicznych rodów, jakich poznała Landria. Magów z Otulenu. Przez wieki twoi przodkowie zasiadali w najwyższej radzie króla, zajmowali się dyplomacją, prowadzili kampanie wojenne i zapobiegali zarazom nawiedzającym kontynent. Jednak z czasem zło nabrało na sile i coraz trudniej było nam strzec naszych granic. Magia to nie tylko czysta moc Meriku. By potrafić się nią posługiwać nie wystarczy sam talent.


— A co takiego? — zapytał się go uczeń.


— Potrzeba dużej siły woli, odpowiedniego charakteru oraz wyznawać wartości, dzięki którym magia stanie się narzędziem dobra, a nie zniszczenia. I ty to wszystko spełniasz Meriku.


Merik zamrugał rzęsami.


— Ja?


— Tak, ty.


Tym razem głos zabrała Isleen.


— Widzisz. Twój ojciec był jednym z ostatnich najpotężniejszych magów. A laska, którą dzierżył w swoich dłoniach siała strach i lęk wśród rozbójników, morderców i kłamców, pragnących jednego.


— Czego matko? — zainteresował się dziedzic Otulenu.


— Upadku całej Landrii oraz jego siedmiu królestw.


Merik westchnął.


— Więc tego chcieli. Tak?


— Niestety nie.


Chłopak przeniósł oczy z matki na swojego mistrza.


— Nie?


— Nie — odpowiedział zwięźle Oirin.


— Jak to?


— Myliliśmy się. Straciliśmy wszyscy czujność. Wielka Wojna podzieliła Landrię na walczące ze sobą nawzajem frakcje. Jedna stolica upadała po drugiej. Jedne państwo zyskiwało przewagę nad drugą by po chwili zaraz ją stracić. Nikt nie mógł zyskać wystarczającej przewagi na tyle, by odnieść ostateczne zwycięstwo. Była to największa wojna w dziejach kontynentu a jej końca nie było widać. Konflikt przeciągał się w nieskończoność a na polach bitew polegało coraz więcej użytkowników magii. Twój ojciec a mój przyjaciel postanowił ostatecznie przerwać to szaleństwo. Zebrał ostatnich magów w jedną armię i ruszył przeciwko wszystkim. Kiedy odniósł pierwsze zwycięstwo, przyłączyły się do niego południowe królestwa. Dzięki ich pomocy kolejne kampanie na zachodzie, północy i wschodzie zakończyły się sukcesem i Altair z Otulenu mógł ogłosić się zwycięzcą.


„Altair z Otulenu” – dawno już Merik nie słyszał imienia swojego ojca. Zapamiętał go dość słabo. Miał siedem lat, gdy zginął. Miał łagodne oblicze, ale jak to mawiała mu matka, Altair był ostatnim obrońcą pokoju w Landrii. Zawsze był gdzieś daleko. Zajętymi poważnymi sprawami nigdy go nie było w domu. Kiedy miał sześć lat król Erik postanowił go wziąć na swój dwór w podzięce za zakończenie wojny. Tam syn Altaira mógł szkolić się w tamtejszej Głównej Akademii Magii.


Nauka szła mu świetnie. Wykazywał się bystrością umysłu i niezwykłym talentem. Wszyscy porównywali jego umiejętności do jego ojca i wróżyli mu równie wielką przyszłość. Niestety coś zdarzyło się złego na północy. Na niebie pojawił się ognisty znak i Altaira, jako bohatera wojennego poproszono o pomoc w zbadaniu sprawy. Ojciec Merika zebrał ponownie ostatnich z najlepszych magów i na ich czele wyruszył na północ. Podczas jego nieobecności coś się zmieniło na dworze króla Erika. Pewnej letniej nocy wojska władcy przeprowadziły bez ostrzeżenia szturm na akademię. Wielka Wojna zabrała ze sobą wielu mistrzów i uczniów. A ci, którzy pozostali w szkole nie byli wstanie sprostać przeważającym siłom króla. Akademia upadła, a jednocześnie grupa Altaira sprowadzona w pułapkę na północy uległa rozbiciu. Ponoć Altair walczył dzielnie, ale i on ostatecznie poległ. Sam Merik zaś przeżył tylko dzięki pomocy Oirina, który jako jedyny znał sekretne wyjście z akademii. I tak ogłoszono świat wolnym od magii.


We wszystkich częściach Landrii nowo mianowani władcy królestw szli za śladem Erika i ogłaszali Czystkę. Magowie śledzeni i tropieni przez królów, których obiecali chronić padała ofiarą prowokacji, egzekucji i zdrad. Nikt nie był bezpieczny. Magowie zrobili tylko jedną rzecz, jaką mogli. Zeszli do podziemia. Zrzucili płaszcze i kaptury i wtopili się w społeczeństwo. Zwykli ludzie mawiali, że ocalała ich tylko garstka i czekają w przyczajeniu na odpowiedni moment, by przywrócić stary ład i porządek.


Z rozmyśleń wyrwał go głos Oirina.


— Meriku?


Chłopak otrząsnął się.


— Tak?


— Wszystko w porządku?


Merik zmrużył oczy i chrząknął głośno.


— Tak. Kontynuujmy.


Mistrz ponownie przemówił do niego i Isleen.


— To wszystko wydarzyło się, bo odeszliśmy od naszych legend. Czystka była wcześniej przez kogoś przygotowana i podejrzewałem od samego początku razem z twoim ojcem, że sama wojna została sprowokowana celowo.


— Przez króla Erika?


— Nie wiem. Sam służyłem na jego dworze Meriku, jako jego doradca. Ale wszystko jest możliwe.


— A co ja mam z tym wszystkim wspólnego? — zapytał w końcu syn Altaira.


— Wszystko mój synu.


To była Isleen. Przepchnęła się między nim a Oirinem i sięgnęła do drugiej gabloty. Wyciągnęła z niej starą księgę. Merik spostrzegł z miejsca, że nie była ona cała, a jej okładka była przypalona.


— Księga?


— To nie jest zwykła księga Meriku — odpowiedziała matka. — To „Księga Pielgrzyma”. A dokładniej jej część, którą udało się nam uratować. Została ona spisana przez twojego pradziadka dawno temu.


Prawnuk dawno już zmarłego autora zrobił zdziwioną minę.


— No i?


— Twój pradziadek również doznawał wizji mój synu.

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów