Życie lubi zaskakiwać część 1 - 12 sierpnia c.d.
opowiadania >




Było jeszcze jasno, więc Iwona poszła do lasu. Przez dziesięć minut szła tylko, wręcz prawie biegła. Musiała ochłonąć. Przeanalizować, co działo się przez te kilka dni. Szczerze mówiąc, nie takich wakacji się spodziewała. Gdy się zmęczyła marszo-biegiem, zwolniła kroku i rozpoczęła analizę.


Dobra, od początku. Pierwszego dnia omal nie spadła z konia. Wytrzęsło ją, że rzygała, jakby miała grypę. Eric ją przeprosił. Dał jakieś zielsko.


Drugiego dnia została pomalowana przez dziewczyny. Iwona mimowolnie uśmiechnęła się na to wspomnienie. Zaspała, ale nie zrezygnowała tego dnia z nauki. Po południu robiła zdjęcia Oli. I wrzuciła Erica do wody. Ale go nie przeprosiła.


Trzeciego dnia pokłóciła się z Eric’iem o papierosa. Potem lekcje i charówka. Po południu szaleństwa do muzyki nad stawem. „4Ridersi” patrzyli na to i bili im brawa. Wpadła na pomysł, żeby wymyślić choreografię do „Somethin big” i zaśpiewać. Teraz już nie jest pewna, czy chce jej się to dalej robić.


Czwartego dnia Eric nagrał ten nieszczęsny film i wrzucił na fanpage’a. Czemu była z tego tak zadowolona? Sama nie wie... Teraz nie jest jej już do śmiechu. Najchętniej palnęłaby go w łeb. Tego dnia jeszcze zrobiły z dziewczynami sobie wstęp do rozrywki na dzień wczorajszy.


Wczoraj, czyli dnia piątego, w czwartek, spała z dziewczynami do późna, ćwiczyły układ w lesie... Zaraz, Eric mógł tam być? Nie, przecież nagrywali teledysk. Potem pojechały do miasta. Jak wróciły, była taka dumna, że dojechała bez żadnych rys na samochodzie. Chwilę gadali z Thomem i Eric’iem.


A dzisiaj? Ostatnie ćwiczenia jazdy konnej i nagrywanie układu na polanie. I wkręt, jakiego nigdy w życiu nie doświadczyła... Co miała jeszcze dziś zrobić? Nagrać śpiew. Yh... Wypadałoby się też odezwać do rodziców, że żyje.


Po tej suchej analizie, Iwona myślała dalej. Za co on jej tak nie lubił? Że go wrzuciła do wody? Bez kitu. Jak by jej nie lubił, to unikałby ją szerokim łukiem. Każdy chłopak, który jej zalazł za skórę, tak robił. On nie. Czy tu faktycznie chodzi tylko o głupie przeprosiny? Czasami miała wrażenie, że ją podrywał. Zawsze to on zagadywał, albo prowokował rozmowę. Mimo, że starała się go omijać, on zawsze był gdzieś w pobliżu.


Na przykład wczoraj wieczorem, gdy wróciły. Po jakie licho szedł o tak późnej porze nad staw z Thomem? Nie wie, bo powiedziała wtedy żart i szybko wpadła na kolejny pomysł. O pytaniu wszyscy zapomnieli.


A skąd dzisiejszy wilk? Chciał się zemścić? Przecież nic mu nie robiła od tego wrzucenia do wody. W jakim celu więc to dzisiaj zrobił? Iwonie nasnuł się tylko jeden wniosek: Eric chciał zwrócić na siebie jej uwagę. Może i zarządał przeprosin, ale nie tylko.


Nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać. Dziś została nieźle wkręcona. A ile nerwów kosztowały ją ostatnie pięćdziesiąt minut odkąd się o tym dowiedziała! A chodzi tylko o dziecięcy podryw. Dorosłym go na pewno nie nazwie. No i o te przeprosiny. Może. Ale w mniejszym stopniu.


Przepraszać go na pewno nie będzie. Niech się tego nawet nie spodziewa. W kwestii podrywu musi jeszcze pomyśleć. Jest tylko pewna, że się nie da. Celebryci zmieniają partnerów jak rękawiczki. Nie będzie jedną z nich.


Iwona całkowicie uspokojona i nawet z lekkim uśmiechem na twarzy postanowiła wrócić do dziewczyn i jednak nagrać tę piosenkę. Zrobi to dla siebie. I dla nich. Skoro je w to wkręciła, to niech i one coś z tego mają.


Robiło się już ciemno. Iwona postanowiła wrócić tą samą ścieżką, którą teraz szła. Obróciła się i zrobiła dwa kroki. Tylko dwa, bo po nich zamarła. Dwa metry od niej pełzał wąż. Zygzakowaty. Żmija.



Nogi Iwony zrobiły się jak z waty. „Dlaczego nie zaskroniec?” pomyślała. Z podstawówki wiedziała, że nie powinna się ruszać, ale w tej chwili było to trudne do wykonania. Musiała się o coś oprzeć, inaczej zemdleje. Najbliższe drzewo rosło półtora metra od niej. Za daleko! Jak tylko się ruszy, żmija natychmiast się zorientuje i zaatakuje. Musiała zebrać w sobie wszystkie siły i czekać. Ale szybko pojawiły się mroczki przed oczyma. Nie da rady. Zemdleje, żmija wyczuje i śmierć na miejscu. Zaczęła opadać na ziemię.


W tym momencie ktoś ją chwycił. W półświadomości wymamrotała „Poszła sobie?”. Jakby z dalekiej otchłani usłyszała „Sorry, I don’t understand”. Iwona nie miała siły, żeby myśleć po angielsku. Poczuła jak ten ktoś ją klepie po policzku. Nie miała sił, żeby zapewnić, że jest świadoma. Dobra, półświadoma, ale jednak. Musiała dojść do siebie. Musiała wrócić jej pełna władza umysłu.


Jej bohater oparł ją o drzewo. Po dwóch minutach była już w stanie otworzyć oczy.


-O matko- natychmiast je zamknęła.




- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów