Fallout - Rozdział 4: Najeźdźcy, cz. 1
opowiadania >



był nawet całkiem niezły. Mocno przypominał mongolskie hordy Czyngis-Chana i sam w sobie był chyba inspirowany jego wizerunkiem. Była to uwypuklona w metalu łysa, szara czaszka z długimi, cienkimi, opadającymi w dół wąsami suma, jarzącymi się śmiertelną i piekielną czerwienią oczami oraz jakąś groteskową ozdobą choinkową przypominającą nieco srebrzystą kitę arktycznego lisa. Wszystko na starym, przeżartym przez rdzę i czas kawałku blachy, gdzie ostały się jeszcze fragmenty niebieskiej i bordowej farby. Na dole zaś łyskał pomarańczowy napis „Chanowie”.


Tym samym jakiekolwiek murowane ogrodzenie nie było potrzebne. Blaine starał się sobie przypomnieć, czy mieszkańcy Cienistych Piasków dysponowali jakimkolwiek wzbudzającym respekt symbolem. Niestety, najpewniej nie mieli żadnego. Aradesh i Seth zdawali się zupełnie nieświadomi kwestii wizerunkowych, za co płacili teraz okrutną cenę.


Mur nie był potrzebny z jeszcze jednego prostego powodu. Po obozie kręciło się pełno pustynnych ludzi. Ci w niczym nie przypominali prostych, nieudolnych wieśniaków z oddalonej o półtora dnia drogi osady. Wszyscy byli zaprawionymi w bojach zbójami. Nosili ciężkie zielono-brązowe skóry, wykonane chyba z jakiegoś gatunku gigantycznej jaszczurki, której Blaine jeszcze w swoich przygodach nie napotkał. Ponadto mieli spiczaste, okryte rdzą dzidy i broń palną. Blaine rozpoznał kilka coltów 6520, być może jedną lub dwie MP9-tki i niezliczoną wręcz ilość przepełnionych nienawiścią spojrzeń, z których większość zdawała się na swój sposób znudzona i oczekująca najmniejszego nawet pretekstu do draki. Pustyni ludzie byli również brudni i wyglądali na wrednych z natury.


Blaine i Ian ruszyli w stronę osamotnionego na środku pustyni domostwa. Nim zdążyli jeszcze zbliżyć się do wyznaczonego przez namioty kręgu, zostali otoczeni przez kłębiącą się wokół nich ciżbę najeźdźców.


Bandziory spoglądały na nich wyzywającym wzrokiem. Niektórzy szturchali samych siebie wskazując na coś, a następnie wybuchali gromkim śmiechem. Raz czy dwa Blaine i Ian dostali lekko z łokcia czy z bara. Nikt jednak nie próbował się do nich odezwać i nikt nie próbował ich zatrzymać. Minąwszy namioty nie mieli już żadnej drogi odwrotu. Gdyby w tym momencie uznali, że czas na zmianę planów, ceną tej decyzji byłaby beznadziejna jatka z kilkunastoma blokującymi ich awanturnikami.


Blaine nie miał wątpliwości, że po tym wszystkim jego czaszka znalazłaby się na jednym z terytorialnych totemów Chanów.


Główny budynek zbudowany z czerwonej cegły był właściwie tylko samym parterem. Górne piętro zostało zniszczone. Gdzieniegdzie dało się zauważyć stalowe zbrojenia i resztki dawnych ścian. Okna – najpewniej ze względów bezpieczeństwa taktycznego – zabito deskami bądź kawałkami blachy. Drzwi, przy których stał naprężony, wyprostowany, dzierżący w ręce dzidę strażnik, były zamknięte.


- Czego chcesz? – portier-wykidajło zmierzył Blaine’a pełnym wzgardy wzrokiem. Było już wiadomo, że jakiekolwiek negocjacje będą miały miejsce pod prowadzącymi do wnętrza pieczary Garla drzwiami, Ian nie będzie mógł zrobić nic by wpłynąć na ich końcowy rezultat.


Wszystko zależało od Blaine’a. Świetnie, pomyślał niespełna trzydziestoletni, odziany w czarną, zawadiacką i na swój sposób wzbudzającą respekt skórę. Wszystko według planu.


- Szukam kobiety o imieniu Tandi. Widziałeś ją?


Okalające ich postacie pustynnych rozbójników wybuchły gromkim śmiechem. Mężczyźni i nieliczne kobiety ryli jakimiś zezwierzęconymi, gardłowymi głosami jakby usłyszeli właśnie najśmieszniejszą rzecz w ich podłym życiu, albo, co gorsza, największą głupotę.


Jednak pilnujący drzwi strażnik ani drgnął. No może poza kącikiem ust, który przez moment podskakiwał mu bezwolnie jakby jego właściciel gdzieś w głębi siebie z trudem tłumił poskramiającą jego pobratymców falę śmiechu.


- Cisza! – warknął równie gardłowo, co śmiała się reszta. Ku zdziwieniu Blaine’a, zebrani ludzi uspokoili się w mgnieniu oka. Tym lepiej, pomyślał. Najwyraźniej ten tutaj jest kimś ważnym.


- Nie widziałem nikogo takiego – kontynuował bandzior. – Dlaczego pytasz?


- Cóż – westchnął Blaine nieco sentencjonalnie, jak gdyby zamierzał wygłosić powszechnie wiadomą prawdę – jest za nią nagroda. Ktokolwiek zwróci ją jej ojcu, dostanie trochę forsy.


Na jeden krótki moment czarne niczym smoła źrenice portiera-wykidajły zwęziły się pod wpływem przejmującej nad nim kontrolę chciwości. Blaine dostrzegł, że facet ewidentnie zredukował swoje napięcie, a trzymana przez niego na sztorc dzida delikatnie, nieznacznie przechyliła się na bok.


- Nagroda? Naprawdę? Jak ona wygląda?


Przez chwilę panowała martwa cisza. Nikt, absolutnie nikt nie ważył się odezwać. Dla obu stron było oczywiste, że negocjacje wkraczają w kluczową fazę. Bandziory świetnie zdawały sobie sprawę, że od tego, co zostanie teraz powiedziane, zależy draka lub jej brak. Draka była z reguły fajna. Najeźdźcy bowiem nudzili się przez większość czasu jak mopsy. Pili, gwałcili, upadlali i tłukli niewolnice. Czasami szli postrzelać do okolicznych jaszczurek, ale w gruncie rzeczy poważne napady i rozróby, w których stanowili stronę dominującą, zdarzały się na swój sposób dość rzadko. Ponadto były jeszcze Żmije i Szakale. Zadzieranie z tymi zawsze kosztowało ich trochę własnego mięsa. Co innego napadać na bezbronnych wieśniaków czy bezmyślnych, nieprzystosowanych do niczego kupców, ale walka z bezwzględnymi, równie krwiożerczymi i zdegenerowanymi odpadkami ludzkości, co oni sami, to już zupełnie inna sprawa.


Można było nieopatrznie umrzeć. A mimo, że Chanowie uwielbiali siać śmierć na prawo i lewo, nikt nie lubił stawać się jej obiektem żniw.



Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów