Nowy Tekst palcem po szybie pisany
opowiadania >



schroniska.

I ciekawe co z ojcem. Oboje się dawno nie kontaktowali. Nie uśmiecha się do tej myśli, ale chyba czas przełamać lody.

Śniadanie je w miarę lekkie. Bułka z masłem, szynką, serem, ketchupem i majonezem nie jest ciężka. Jest w sam raz, by ją podnieść.

Niechętnie, ale zmywa po sobie.

I przypomina sobie o praniu. Idzie do łazienki i zagląda do pralki. Ubrania grzecznie czekają; nie zgniły. Wlewa płyn do odpowiedniej przegródki, zamyka pokrywę i nastawia. Żadna filozofia. Ma teraz dwie godziny.

Wzdycha. No dobra, przechodzi jej przez głowę, zmierz się ze swoimi koszmarami.


PO POŁUDNIE (godzina 13.04).

Jedzie samochodem przez puste miasto. Co się dziwić, wszyscy wyjechali gdzieś na wakacje. Tylko ona siedzi w mieście. Ale lubi je, więc nie narzeka. W radiu leci jakiś kawałek, bodajże happysad. Kończy się, zaczyna inny. Teraz to na pewno AC/DC. T.N.T. pozna wszędzie. Ale zaraz będzie musiała wyłączyć. Zbliża się do pracy.

Koniec podróży. Prosimy po sobie posprzątać. Linie nielotnicze firmy toyota yaris zapraszając ponownie.

Wchodzi do budynku; teraz musi się uśmiechać. Nie chce, by ktoś wziął ją za ponuraka.

- Hej, Skarbie! - Podnosi rękę na powitanie ze zmienniczką. Idzie na zaplecze.

Spogląda w lustro. Postanawia zmienić kolor włosów.

- Cześć, Olka. Co jest?

- Dobry. A wie pani, jadę do schroniska jutro. Chciałam zawieźć trochę karmy, kocy i innych pierdół. Jakbyście miały coś z dziewczynami, co wam niepotrzebne to mówcie, bo będę tam raz na miesiąc jeździła.

Szefowa drapie się po głowie.

- Poszukam. - Zapewnia.

- Przydałoby mi się trochę kasy. Da się coś wybulić?

- Jasne. Miałam ci wypłatę jutro dać, ale mogę dzisiaj; bez różnicy.

Lekki uśmiech.

- Dzięki, szefowa. Jesteś zajebista.

Śmiech.

Siedzi jeszcze trochę z nimi. Nie chce, by ta wizyta była przez nie odebrana, taką jaką była naprawdę. Ale powoli ucieka. Tłumaczy się wizytą u rodziców. I nie kłamie. Choć ten pomysł wcale jej się nie podoba. Ale jedzie.

Po drodze zatrzymuje się tylko na światłach. Ot, cholerny przymus.

Rozmowa z rodzicami idzie ciężko. Mama chce je uwierzyć, że się zmieniła, ale ojciec twierdzi, że skoro nie wraca do nich do mieszkania, to nie będzie jej płacił rachunków. Dlatego też dziewczyna wspomina o szkole. Matka się cieszy; ojciec zelżał, jednak za chwilę twierdzi, że długo w niej nie wytrzyma i stawia warunek: jeśli pierwszy semestr będzie zaliczony przynajmniej na cztery, zgodzi się opłacać mieszkanie, nawet, jeśli będzie pracowała w trakcie nauki. Stwierdził również, iż to niemożliwe. Dziewczyna podejmuje się wyzwania. Wie, że nie będzie łatwo. Ale nie będzie sama. Odzyskała swoje życie. I rodzinę. Bo chociaż ojciec nadal podchodził do tego sceptycznie, wiedziała, iż w głębi serca bardzo się cieszy.

Noc postanawia spędzić u rodziców. Może im dzięki temu opowiedzieć swoje plany na życie. Najpierw zaczęła od tego, że była u siostry. Następnie wspomniała o kocie. I pyta, czy nie dadzą jej czegoś do schroniska. Ojciec, oczywiście, warczy, że lepiej, gdyby dla siebie wzięła jakiś koc, a nie dla obcych wypłoszy. Obie kobiety przewracają oczami. Kochany tatuś.

Dziewczyna czuje się tak dobrze, że aż ma wyrzuty sumienia. Ale czasem chyba trzeba zejść na złą drogę, by obudzić się i wrócić na tę dobrą. No cóż. Naprawdę no cóż.


DZIEŃ SZÓSTY


RANO (godzina 10.05).

Wstaje, pełna energii. Zjada szybkie śniadanie; nie może się doczekać. Chce zabrać koc oraz kilka ręczników i jechać do pracy. Matka nie chce jej puścić, ale trochę po jedenastej godzinie spasuje.

Dziewczyna całuje ją w policzek i prawie wybiega przez drzwi. Wskakuje do samochodu. Z trudem utrzymuje dozwoloną prędkość.

Rozmowa z szefową trwa chwilę. Bierze co trzeba i wychodzi.

Zatrzymuje samochód przed schroniskiem. Miejsce jest w miarę zadbane. Ale nie na to zwraca uwagę. zabiera potrzebne rzeczy ze sobą. Podchodzi do recepcji.

- Przyjechałam po kotka - informuje.

- Tak, tak, pamiętam - miła starsza pani prowadzi ją do klatek. Większość jest pusta; jeśli jest w niej jednak zwierzę - stoi otwarta. Ta polityka wydaje się słuszna. Jest jedno ogrodzenie, przypominające budę bez wyjścia i dachu, jest puste. Po chwili dostrzega dziurę w ścianie. Prawdopodobnie wyjście na tyły, na podwórze.

- Kotki są tutaj. - Miła, starsza pani pokazuje miejsce, koło klatek, gdzie na kocu leży jeden kotek.

Dziewczynie pęka serce, łzy lecą, choć nie mają powodu.

- Dlaczego on... dlaczego jest sam? - Szepcze.

- To przykra historia. Dwa dni temu pies sąsiadów wpadł tu przez ogrodzenie - kobieta pokazuje zagrodę za psów - i zagryzł dwa kociątka. To jedno akurat było karmione przez matkę. Ta broniła ich dzielnie, ale sama również zginęła.

Dziewczyna otwiera usta, klęka przy kotku. Gładzi palcem jego łebek. Ociera łzy.

- Jesteś taki sam, jak ja. - Szepcze. - Wezmę go.

- Proszę.

Bierze go na ręce. Czuje ciepło bijące z futerka. Współczuje mu z całego serca. Ale i cieszy się, że może choć tę jedną rzecz dla niego zrobić.

Ale kociątko się rozmiaukuje. I do zagrody wpadła całkiem młoda suka rasy owczarek niemiecki. Warczy na dziewczynę. A kociątko przestaje miauczeć.

Wtedy dziewczyna rozumie, że kotek nie do końca jest sam. Ale ona go chce. Postanawia więc i sukę wziąć do siebie. Może uda jej się przekonać ojca. Ba, musi jej się udać, do cholery.

Podchodzi do suki. Wyciąga dłoń w jej kierunku.

Przestaje warczeć; wącha; liże kociątko.

- Wezmę i ją - oznajmia.

- Naprawdę?

- Tak. Nie lubię rozdzielać przyjaciół - uśmiecha się.

Po kilku chwilach ma już papiery obu zwierząt i kilka złoty mniej w portfelu. Ale nie jest źle.

Wprowadza sukę, która gwoli ścisłości idzie grzecznie, na tylne siedzenie samochodu, kotka kładzie jej między łapami.

Przed ruszeniem wysyła SMSa do Marka, siostry i rodziców - nikogo innego nie ma - z powiadomieniem, iż urządza dzisiaj domówkę tylko dla nich. Chce uczcić powrót do życia.

Zapina
- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
martatrzasi Linia koment
Dodany:2012-02-01 16:27:33, Ocena: 5.0
Czekałam, aż ktoś skomentuje Twoje opowiadanie, bo sama byłam ciekawa jak będzie ono odebrane. Pomysł by historię dziewczyny przedstawic w taki sposób bardzo mi się spodobał. Opowiadanie momentami ciężko się czyta, ale to może wynika z tematów poruszanych przez Ciebie.Jednakże sądzę, że idziesz w dobrym kierunku, trzymam kciuki za kolejne odsłony.Pozdrawiam
Shatti Linia koment
Dodany:2012-02-03 01:54:08, Ocena: 5.0
Dziękuję. Przyznam, że czasami nie wiedziałam, jak coś napisać. Nie znam się na tego typu ludziach. Napisałam to chyba tylko dlatego, żeby móc innym udowodnić (a przynajmniej samej sobie, gdy zanika to we mnie), że wiara w człowieka to nic trudnego i czasem wystarczy wyciągnąć do nich pomocną dłoń, nawet jeśli zawodzą nas. Pozdrawiam.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów