Ona i on
opowiadania >



że dziewczyny szukają kogoś nierealnego. Albo sponsora na kolejnego drinka, albo kogoś, kto wypełni im pustkę w życiu. A on chciałby kogoś jak siostra. Zrównoważoną, ładną, mądrą, pewną siebie kobietę. Taką, która będzie partnerem na każdy dzień. Nie powojem, jak większość żon jego kolegów, ale też nie furiatką, jak zazdrosna żona kolegi od stojących w przedpokoju szpilek. Choć on do siostry jeździ coraz rzadziej, to gdzieś tam w środku czuje, że taką właśnie rodzinę mógłby mieć. Wie, że dla tej wybranki będzie niczym skała, że będzie mogła się mogła na nim oprzeć i dla niej zrezygnuje z pustego życia, jakie teraz prowadzi. Bez żalu. Wie też, że nie będzie miał na mieście mety, w której obok jego butów stałyby zmieniające kolor i rozmiar szpilki.


Ona i on oficjalnie poznali się dziś w pracy.


Jej firma zleci jego scentralizowanie baz danych. Bo przejęli konkurencję i teraz robią jeden rejon, Europy Środkowo-Wschodniej. I ona przedstawia jemu ich oczekiwania. Ona jest po kolejnym spotkaniu z potencjalnym zleceniobiorcą i nie chce się jej kolejny raz powtarzać tego samego. Dziś jest inaczej. Zamiast zespołu introwertyków posługujących się niezrozumiałym dla większości ludzi informatycznym slangiem jest trzech przystojnych facetów. Jeden z obrączką - odpada, dwóch bez. Z tych dwóch jeden brunet (ona zawsze wolała brunetów), a drugi niewiadomo czy bardziej szatyn czy ciemny blondyn. Za to z ujmującym uśmiechem. Wybór firmy jest w zasadzie przesądzony. Centrala z Wiednia rekomendowała ich firmę jako wykonawcę scentralizowanego projektu, a to oznacza, że dzisiejsze spotkanie służy tylko grze pozorów. Kolejny raz przedstawia wymagania i nakreśla zakres oczekiwań. Trudo jednak jest się jej skupić, bowiem szatyno-blondyn roztacza wokół zapach Ambercrombie (to jej ulubiony). Uśmiecha się przy tym tak, jakby przyszedł tu prywatnie, nie służbowo. Ona wie jednak, że w pracy trzeba być profesjonalistą więc pomimo, że najchętniej umówiłaby się z nim na kawę, spotkanie kończy podziękowaniem i uściskiem ręki. No, może przy pożegnaniu zatrzymuje na nim wzrok odrobinę dłużej niż nakazywałaby biznesowa etykieta.


Ona: Kolejny raz wychodzi z przyjaciółkami do klubu, kolejny raz do tego samego. Bo ten klub uwielbia jej koleżanka, która u niej pomieszkuje. Tej drugiej obojętne, bo w domu niezmiennie czeka Josh. Ona czasem rozgląda się po klubie i zdarzy jej się zatrzymać dłużej na kimś wzrok. Ale nigdy nie inicjuje kontaktu, przyzwyczajona, że jej aparycja i tak jest wystarczającym magnesem. I jest. Tylko, że magnes działa nie na tych, których ona chciałaby widzieć przy swoim boku. Albo przywiązują zbyt dużą wagę do pieniędzy i wszystkich gadżetów, albo nie szanują kobiet albo mają coś do powiedzenia tylko wtedy, gdy muzyka skutecznie zagłusza ich słowa. Ona spotkała się kilka razy z mężczyznami z klubu, ale poza stratą czasu i zniechęceniem nie wyniosła z tych spotkań nic. Ona dziś tańczy, radosne uniesienie towarzyszy jej od momentu dzisiejszego spotkania. Z parkietu spogląda w kierunku baru. Czy to możliwe? Czy tam, przy barze stoi on? Otoczony grupką znajomych, jeden rzut oka i ona już wie, że czterech chłopaków zna się od dawna, jedna dziewczyna z nimi też, pozostałe dwie przy barze są nowe i nie znają się dobrze z pozostałymi.


On: Jak na ogół w piątek ze starymi znajomymi trafia do klubu. Spuszczony ze smyczy kolega jak zazwyczaj pierwszy nawiązuje znajomości. On sączy whisky, rozgląda się wokół. Można być prawie pewnym, że właścicielka kolejnych szpilek, ani jej koleżanka nie są w kręgu jego zainteresowania. On szuka perły pośród kamieni. Czy ten dzisiejszy, przedłużony podczas pożegnania, uśmiech coś znaczy? Czy też tylko on widział w tym geście więcej niż się wydarzyło? Czarne, spływające na ramiona włosy. Mądra, to widać. Dobrze sobie radzi z ludźmi. Wtedy, kiedy weszła na chwilę asystentka poradziła sobie świetnie: kulturalnie, asertywnie, rzeczowo. Od razu pomyślał, że jest w niej jakiś dziwny szacunek do innego człowieka. Teraz sączy whisky, ależ ma omam! Pośrodku parkietu tańczy ona! Nie, niemożliwe, zamroczył go alkohol i pracuje mu wyobraźnia. Nie, to jednak jest ona. Co on sobie pomyślał, że w garniturze przyjdzie do klubu? I że będzie miała zaczesane do tyłu włosy. Kolejna szklanka i on już nie wie czy to jego fascynacja ubiera tańczącą dziewczynę w jej obraz czy też ona rzeczywiście tam tańczy.


Ona: Zauważa, że on ma wiele pytań. Dziwne, sprawia wrażenie mądrego i takiego, który zna się na tym, co robi. Zawsze jednak pytania kieruje do niej. I spotyka się z nią tak często, jak to możliwe. Już sam robi sobie kawę z ekspresu w ich korytarzowej kuchni. Ale i ona poświęca mu więcej czasu niż powinna. Plan przewidywał, że ona oddeleguje osobę do wsparcia dla tych od nowej bazy danych. Tymczasem większość spotkań odbywa osobiście, w zasadzie wszystkie, które wymagają spotkania z nim. Czuje od niego jakieś pozytywne emocje, nie potrafi tego nazwać, choć nadzwyczaj dobrze czuje się w jego towarzystwie. I ten uśmiech. Mógłby się tak do niej uśmiechać całe życie. Ona wie, że za chwilę skończy się projekt. Pół roku przeplatane uśmiechami i lekkim krokiem w drodze do firmy. Dlaczego on nie zaprosi jej na kawę poza pracą?


On: Jest drobiazgowy i skrupulatny, jak nigdy przedtem. Staje się obiektem drobnych żartów, albowiem koledzy twierdzą, że przedstawicielka nowego zleceniodawcy szczególnie wpadła mu w oko. Tak, trzeba przyznać, że spływające po ramionach czarne włosy absorbują jego myśli nie tylko podczas biznesowych spotkań. On nie przeoczył żadnej okazji do spotkania z nią, wszystko ustala osobiście. Ona ma poczucie humoru i jest niezwykle pogodna. I tylko dla niego chyba pozostawia na twarzy uśmiech dłużej niż zwykle. Nigdy w życiu tak nie pragnął zamiany biznesowych spotkań na prywatne. On też szuka, ma nawet założone konto na jednym z internetowych portali i od czasu do czasu spotyka się z kimś nowym. Jednak odkąd prowadzą ten nowy projekt inne spotkania są rzadsze, a kolejne kandydatki wypadają blado na jej tle. Tylko ona jest tak mądra, tak dowcipna, tylko ona ma śliczne czarne włosy spływające po ramionach, ona jedna tak się do niego uśmiecha. Czy to możliwe, żeby ona była sama? Czy to jest prawdopodobne, żeby perłę pośród kamieni spotkać w pracy?


Ona: Znów tańczy w klubie, zamawia kolejne mojito i szuka go w tłumie. Znów ta sama grupka, zmieniły się dziewczyny.

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów