Para rękawiczek (zmieniony tytuł) część 1 - 13 sierpnia c.d.
opowiadania >




Iwona już nie wiedziała, co ma myśleć. Szczerze mówiąc, jak sobie nie dogryzali, to rozmawiało się całkiem spoko. Wczoraj przy oknie na przykład. I dzisiaj na przejażdżce. Słyszła jak Eric szeptał jeszcze do kamerki. Po obiedzie jak głupia przeglądała wszystkie komentarze pod ostatnimi filmami „4Ridersów”. Ale nie mogła znaleźć nic o wyciu wilków w lesie. Doszła do wniosku, że sam to wymyślił. Cwany jest. Nigdy w życiu sama by na coś tak głupiego nie wpadła. Teraz nawet się z tego śmiała.


Mogłaby się z nim zakumplować. Lubiła wariatów. Dziewczyną? Nigdy! Nawet jakby miał jej podarować milion dolarów.


Heh, kurczę. Tak to myślą tylko dzieci. Nigdy nie istniała tylko przyjaźń między kobietą a mężczyzną. Może uda jej się to zmienić? Z takim to będzie łatwo. W sumie to nie musi być nawet przyjaźń. Wystarczy kolega. Jeden więcej czy mniej nie robi różnicy.


Ah...


Iwona zaczynała powoli dostawać świra. Co się z nią dzieje? Nigdy nie myślała w ten sposób. Nigdy... Chociaż, jakby się tak zastanowić? Nie, no! Musi skończyć o tym myśleć. Już wie. Zrobi wszystko od nowa. Wykasuje z pamięci dotychczasową znajomość z Eric’iem i zacznie na nowo. Tak, jakby nie było tego motoru, rzygania, stawu i wilków. Po prostu poznała nowego kolegę na wakacjach. Tyle.


Ludzie, jeden facet, a tyle myśli i problemów! Nigdy nie wyjdzie za mąż. Za żadnego! Choćby kładli jej brylanty u stóp. Będzie wolna i niezależna. Tak.


Żeby łatwiej było zakończyć ten mętlik w głowie, Iwona wyciągnęła karty do Ligretto zakopane gdzieś w walizce i wyszła na taras. Nie było tam nikogo. Położyła karty na stole i usiadła. Oparła głowę na rękach. Pierwszy raz od tygodnia jej sięnaprawdę nudzi. Wszyscy gdzieś poszli. Znowu ma wyciągnąć telefon i w nim grzebać? To już był nałóg. Iwona nie chciała być uzależniona. Zabębniła palcami o stół. Co tu robić? Iść po książkę? Zostało jej do końca pięćdziesiąt stron. Niewiele. A chce mieć co czytać w samolocie. Yh... Iść po kartki i coś narysować? Tak, tylko co? Nie wie, najwyżej będzie siedzieć z ołówkiem w ręku i szukać weny. Poszła po kartki i kredki. Kiedy wróciła, usiadła na poprzednim miejscu i znów oparła głowę o ręce. Zawsze malowała z głowy to, co wymyśliła. Taraz miała w niej pustkę. Chwyciła brązową kredkę do ręki. Może to ją natchnie? Nie, jednak nie. Zrezygnowana położyła się na ławce i wpatrzyła w dach nad tarasem.


-Może by namalować dach?- zastanowiła się głośno.


Nie, to kiepski pomysł. Ale może namalować coś innego, coś rzeczywistego, a nie samą abstrakcję. Usiadła i popatrzyła na to, co znajdowało się dookoła.


„Kurczę” pomyślała jak natchniona, „szkoda, że nie wzięłam ze sobą pasteli. Mógłby wyjść świetny pejzaż. No nic, muszę zadowlić się kredkami”.


Najpierw spróbowała zrobić szkic ołówkiem. Długo jej to szło, bo nie miała wprawy. Odkąd skończyła gimnazjum, rzadko malowała. Nie miała na to czasu. Najpierw technikum, egzaminy, matura, a potem praca. Zapomniała, jaka to frajda. Co chwila uważnie się przypatrując, na kartce naszkocowała całą stadninę koni z każdym drzewem obok włącznie, aż zabrakło jej miejsca na kartce, by uchwycić więcej przestrzeni. Przypatrzyła się uważnie swojemu rysunkowi. Jak na nią to chyba całkiem ładnie się prezentuje. Idealny nie jest, ale zawsze coś, czym można się pochwalić. Może by tak podarować go mamie? Zastanowi się. Podniosła kartkę w górę i porównała rysunek z rzeczywistością.


„Dobra, może być” pomyślała szybko, żeby czasem nie dostrzeć rażących różnic. Położyła go z powrotem na blacie stołu i zabrała się do kolorowania. To było o wiele łatwiejsze i ciekwsze zajęcie. Po półtorej godzinie zmagań z ołówkiem i kredkami, arcydzieło było gotowe. „Wow, nigdy tak szybko nie zrobiłam żadnego rysunku. Brawo, Iwona, jestem z ciebie dumna” pomyślała. „Kupię w chińczyku ramkę, oprawię i powieszę nad łóżkiem. Rodzicom narysuję coś innego kiedy indziej”. Poszła do pokoju i włożyła dzieło do teczki, a kredki do piórnika. Weszła do łazienki, żeby umyć ręce. Na lustrze zobaczyła karteczkę z wiadomością: „Pojechaliśmy do miasta na zakupy. Wrócimy na kolację”, podpisane „Agata i Olka”. Czemu pojechały bez niej? Babsztyle jedne, niewdzięczne.


Do kolacji jeszcze trochę czasu zostało. Iść do lasu? Czemu nie, może uda jej się w końcu wtopić w drzewa i złapać na zdjęciu dzięcioła. Przejrzała szafę w poszukiwaniu brązowo-zielonych ubrań. Ciemnozielony T-shirt i brązowo-zielone bojówki. Może być. Przebrała się, wzięła lustrzankę i poszła. W domku nie było oprócz niej nikogo, więc zamknęła drzwi na klucz, który potem schowała pod blat stołu, tak, jak się umawiały z Agatą w razie, gdyby jej i nikogo innego z lokatorów nie było.


Usiadła przy drzewie na skraju polany, gdzie wczoraj tańczyły. Zamknęła oczy i słuchała. Sam świergot. Kukułki ani dzięcioła nie usłyszała. Musi się bardziej skupić. Gdzieś tu na pewno są. Nasłuchiwała dziesięć minut i nic.


„Chyba pójdę na drugą stronę”. Iwona szła między drzewami, aż znalazła się z drugiej strony polany. Usiadła jak poprzednio, opierając plecy o pień sosny. Musiała uzbroić się w cierpliwość. Siedziała tak z zamkniętymi oczami i czekała. Pięć, dziesięć, piętnaście minut... w końcu usłyszała stukanie. Dzięcioł. Wyteżyła słuch, żeby dowiedzieć się, skąd dochodzi dźwięk. Gdy go mniej więcej zlokalizowała, wstała i poszła w określonym kierunku. Próbowała się zakraść najciszej jak tylko mogła, przedzierając się przez chaszcze, deptając połamane gałązki, odsuwając gałęzie z liśćmi, które wciąż niespodziewanie pojawiały się jej tuż przed nosem.


Stanęła i rozejrzała się po koronach drzew. Analizowała wzrokiem każdy pień z góry do dołu, obchodząc ze wszystkich stron. I zobaczyła. Jakieś osiem metrów nad jej głową, na grubym dębie. Iwona zrobiła kilka kroków w tył. Ostrożnie, żeby nie było jej słychać, wyjęła aparat z torby, cały czas zerkając czy ptak się nie spłoszył. Wymieniła standardowy obiektyw na tele. Po co go w ogóle zmieniała po

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów