Bibliotekarze
opowiadania >



Nie wszyscy robimy to, co chcemy, my robimy to, co musimy pomyślała. Siedziała na wygodnym krześle, w patio restauracji. Na stoliku przed nią kelnerka postawiła kawę, talerzyk z ciastem francuskim i łyżeczką. Czekając, kawa zdążyła wystygnąć. Ciasta nie ruszyła-nie lubiła słodkich rzeczy, choć zamawiała je tylko po to, aby nie rzucać się zachłannie na słone przekąski. Ale to było nieistotne, gdyż aby móc przebywać w tym miejscu należało coś zamówić. Cokolwiek. Oczywiście najbardziej opłacało się właścicielowi restauracji, kiedy klient zamawiał niewiele, ale drogo. Albo niedrogo, ale wiele. Z oczywistych względów ci, którzy nie zamawiali nic, a rościli sobie prawo do siedzenia w restauracji nie istnieli — miły, barczysty ochroniarz wypraszał ich za drzwi. Cóż, ona nie mogła sobie na to pozwolić, dlatego poszła po najprostszej linii — niewiele i tanio. I tak szkoda jej było wydać tak śmiesznie niską kwotę, aby spotkać się tutaj z nim. Ponieważ Pan-Wielki-I-Wspaniały nie zniży się do jej standardów. O nie, on zasługuje na to, aby usiąść w patio restauracji Awangarda, na tych cholernie wygodnych, zielonych krzesłach, zamówić kawior i chin-chin i... rozmawiać z nią. O tej, jak to ujął, drobnostce. Oczywiście. Jakby świat bibliotekarzy był drobnostką.
- Jak zwykle za wcześnie — powiedział mężczyzna i przysiadł się do niej. Pan-Wielki-I-Wspaniały, choć minęły dwa lata od ich ostatniego spotkania, nadal miał spojrzenie dzieciaka, który przynosił nauczycielce jabłka nafaszerowane, by później pokładać się ze śmiechu wraz ze swoją bandą pod drzwiami toalety dla personelu. Nic nie spoważniał. Za to ona jak najbardziej, zbyt wielu dłużników, za mało spieniężeń.
- Ty jak zwykle spóźniony — odpowiedziała.
Spojrzał na nią z wyższością i politowaniem. Etyka punktualności nie dotyczyła jego — nie, on był ponad nią. Jak też i ponad dobre maniery.
- Czy zdajesz sobie sprawę — zaczął. - że przez ciebie i twoje małostkowe problemy musiałem dzisiaj odmówić Pani Tekstyli porannego lunchu? Planowałem każdy detal tego spotkania,chciałem, by było owocnie i jednocześnie przyjemnie, a ty wyskakujesz nie wiem nawet skąd i machasz przed moim nosem tą kartką, jakby była ważniejsza od mojej przyszłej kariery...
- Dla mnie jest ważna, to część mojej nowej pracy — powiedziała. - Oczywiście pewnie wolałbyś zjeść homara z tą kobietą, by później tarzać się w łóżku z Panią Tekstylią — chociaż skoro nie ma na sobie ubrania, to chyba już nie Tekstylia? Skoro miało być przyjemnie i owocnie... Proszę, - przesunęła na stoliku kartkę do niego. - zapoznaj się z treścią a później zgłoś się do mnie z tym, co jest tutaj wyliczone. Co do grosza.
Spojrzał na kartkę, po czym chwycił ją prawą ręką, podniósł. Chociaż nigdy nie narzekał na wzrok, tym razem miał pewność, że potrzebuje wizyty u okulisty. Niemożnością było, aby tak wielka kwota była...
- Ty chyba sobie żartujesz ze mnie. Dziesięć? Aż tyle mam zapłacić?
- Minęły dwa lata. Nie mogę dłużej czekać na spłatę długu, wiesz, jakie dzisiejsze prawo jest niejasne i zawiłe. Jeśli będziesz grzecznym i uiścisz kwotę co do grosza do jutra, skłonna jestem puścić w zapomnienie wszystkie noty i listy przypominające o spłacie.
- Ale żeby aż tyle wynosiła tara za takie małe duperele? - spytał. - Przecież powiedziałem tej zasuszonej małpie, kiedy jeszcze obejmowała swoim tyłkiem to stanowisko, że oddam, jak przeczytam...
- Kochany — wtrąciła. - Trzeba było sobie wypożyczyć cieńszą książkę, a nie sięgać po tak wielkiego potwora, jakim są utwory Szekspira. Czytałeś je chociaż?
- Skąd! - żachnął się. - Miałem spotkanie z Minister Sportu, Turystyki i z tą rudą z długimi nogami. Coś musiałem położyć u siebie na półce, chciałem, żeby wyglądało ładnie i mądrze, a na takie romansowe średniowiecze to laski lecą.
Wstała gwałtownie z krzesła, szurając, co wzbudziło chwilowe zainteresowanie innych klientów Awangardy. Wyrwała mu kartkę, złożyła na cztery i wsunęła do torebki.
- Szekspir to najwybitniejszy dramaturg swoich czasów, choć istnieje teoria, iż pod tym nazwiskiem tworzyli inni — powiedziała do niego. Nie, wiedziała, że tego nie zapamięta. - Żaden z niego pisarzyna harlequinów. A kiedy kończysz szkołę, rozliczasz się także z książek wypożyczonych, nie ważne, że chwilowo zdobią ci twoją nieistniejącą biblioteczkę. Zatem albo uiścisz opłatę za zwlekanie z oddaniem, która, uważam, powinna być zamieniona na zapłatę za zagubienie czy zniszczenie książki, bo nie wierzę, abyś w swym Ministerialnym świecie miał na nie miejsce, albo spotkamy się w krajowym rejestrze.
Spojrzał na nią, jakby mówiła w obcym języku. Po chwili z jego twarzy odpłynęła pewność siebie i spokój. Zaczynał być widoczny gniew. Powoli wstał, zacisnął na obrusie stolika dłonie w pięść i już chciał jej powiedzieć, aby się...
- Zawsze robisz to, co chcesz, prawda? To teraz uważaj. Z bibliotekarzami się nie zadziera. A tym bardziej bibliotekarką.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów