II Porwanie - Podróżując przez czas
opowiadania >



Gdy Kerra w końcu odzyskała przytomność, zdała sobie sprawę z tego, że znajduje się na jakimś pojeździe, czuła, że się przemieszcza. Odczuwała trzęsący się wóz od każdego kamienia na drodze. Nie wiedziała teraz zupełnie, gdzie jest, ani kim byli mężczyźni którzy ją zabrali. Chciała się podnieść, lecz nagle poczuła ból, który przeszywał jej całą głowę, przez chwilę przed oczami zrobiło jej się zupełnie ciemno, jednak po chwili to przeszło.


Dziewczyna dotknęła czubka głowy i wtedy poczuła coś mokrego. Zapewne była to jej krew, ktoś musiał ją uderzyć, albo to przez wyboje na drodze… Nie wiedziała. Nawet nie wiedziała jakim sposobem znalazła się w tym pojeździe.


Zdała sobie sprawę z tego, że była noc, ponieważ powóz miał spore dziury, przez jedną z nich ujrzała księżyc, który oświetlał drogę woźnicy.


- Ej, Birk, chyba dziewka się obudziła! – krzyknął mężczyzna siedzący tuż nad nią.


- To ją zwiąż, żeby się nie szarpała – odparł ze znudzeniem Birk, najwidoczniej porwania młodych dziewcząt były dla niego chlebem powszednim.


- Ale on lubi jak dziewki się szarpią – odparł ochrypłym głosem któryś z nich, po czym zaśmiał się głośno. Mężczyzna do którego skierowane były te słowa zaklął tylko pod nosem i chwycił sznur. Brutalnie chwycił ręce dziewczyny, która tylko pisnęła z bólu i ciasno związał ją sznurem. Gdy już to zrobił, lekko podwinął jej suknię i to samo zrobił z nogami.


- Dlaczego mnie porwaliście? – zapytała dziewczyna słabym głosem.


- O, dziewka przemówiła! - jednego z nich najwyraźniej bardzo to śmieszyło.


- A jak myślisz, Panienko? – zapytał ją Birk


- To ty mi odpowiedz, w końcu sama się nie porwałam – Kerra była zła, zmęczona i zirytowana całą sytuacją.


- A no, racja, racja… - powiedział z zadumą Birk – ale, wiesz… No, możemy dostać niezłą sumkę za Ciebie od księciunia.


- Nie sądzę, żeby mnie szukał – mruknęła dziewczyna.


- No jak to? A czyś nie jest jego narzeczoną? – mężczyzna był skołowany.


- Nie mogliśmy porwać złej dziewki – wtrącił któryś z nich.


- No, pewnie, że nie – dodał kolejny.


Kerra westchnęła. Czyli teraz mogła jedynie liczyć na ratunek swojego niedoszłego męża, który nie wydawał się nią zbytnio zainteresowany. Uznała, że już w gorszej sytuacji chyba nie mogła się znaleźć. Nagle woźnica coś krzyknął i pośród mężczyzn zapanowało ogromne poruszenie.


Z rozmów mężczyzn, dziewczyna wywnioskowała, że ktoś ich goni, możliwe, że to właśnie był jej ratunek. Birk, przywódca całej bandy wyciągnął coś ze skrzyni, leżącej niedaleko Kerry, okazało się, że była to broń, pistolety. Rozdał je mężczyznom, którzy wyciągali w jego kierunku ręce.


- W końcu coś się dzieje – Birk mruknął z zadowoleniem i zaczął ładować swój pistolet. Nagle powóz się zatrzymał. Najwidoczniej mężczyźni byli nastawieni bojowo i mieli zamiar pozbyć się od razu pogoni, zamiast uciekać. Kerra zaczęła coraz bardziej obawiać się o swoje życie, miała nadzieję, że ktoś ją zabierze w bezpieczne miejsce, lub chociaż rozwiąże, a wtedy będzie miała szansę na ucieczkę. Nie myliła się, podszedł do niej najmłodszy ze wszystkich zbirów, Nolan.


- Teraz cię rozwiążę, ale nie próbuj uciekać, wszyscy jesteśmy uzbrojeni – ostrzegł.


Dziewczyna kiwnęła głową, zauważyła wcześniej jak Birk zajmuje się pistoletem, nie miała wątpliwości, że miał w tym spore doświadczenie. Mimo wszystko postanowiła uciec, gdy tylko nadarzy się do tego odpowiednia okazja. Nolan zaprowadził ją za wielki głaz, stojący tuż przy drodze.


- Tu kule cię nie dosięgną, czekaj tu, a po wszystkim cię zabierzemy, i tak nie masz dokąd uciec. Tu jest tylko las, i nic więcej – zapewnił Nolan.


W tym momencie Kerra zaczęła się zastanawiać nad sensem ucieczki. Fakt, uciekłaby od porywaczy, ale zarazem jej szanse na przeżycie radykalnie by się zmniejszyły. Kto wie, co czaiło się w tych lasach, a dziewczyna nie miała pojęcia które rośliny zdatne były do spożycia, a przez które mogłaby nabawić się bólu brzucha lub nawet umrzeć.


- Dobrze – odpowiedziała – mam tylko nadzieję, że wszyscy tam zginiecie.


- Jeszcze nas spotkasz – rzucił radośnie Nolan, dołączając do swoich kompanów.


Dziewczyna wyjrzała zza kamienia, światła z oddali wciąż się przybliżały, a mężczyźni byli coraz bardziej szczęśliwi.


- Szaleńcy… - powiedziała do siebie Kerra.


Musiała pozostać w ukryciu i być biernym obserwatorem i chociaż właśnie ważyły się jej dalsze losy, nie mogła w żaden sposób pomóc.


Czekała na dalszy rozwój wydarzeń, obserwując wszystko zza kamienia. Banda mężczyzn z załadowaną bronią, czekała niecierpliwie na zbliżający się powóz. Kerra poczuła, że jej serce zaczęło bić o wiele szybciej, a dłonie zaczęły się pocić, więc szybko wytarła je o suknię. Niedługo miała się przekonać czy wróci z powrotem do swojej komnaty czy jednak zmuszona będzie nadal podróżować z tą bandą dzikich mężczyzn.


Nie wiedziała ile czasu czekali na powóz, który w końcu zatrzymał się, gdy zauważył mężczyzn na środku drogi, stojących z wymierzonymi pistoletami. Powóz był czarny i jedynie herb był koloru czerwonego, co upewniło dziewczynę, że musiał to być książę Rafer.


Całe zdarzenie dłużyło się niesamowicie i Kerra miała ochotę rozpłakać się ze stresu i niepewności, lecz cały czas wychylona zza kamienia, obserwowała co się działo. Z powozu wysiadł wysoki człowiek w kapeluszu, który zdjął i odrzucił na bok, to był Rafer, mogła to wywnioskować chociażby ze sposobu w jaki się poruszał.


- Poddajcie się póki jeszcze możecie! – krzyknął donośnym głosem.


- To Czarny Książę… - u mężczyzn można było zauważyć wątpliwość, przemieszaną jeszcze z czymś innym… strachem? Waleczna banda bała się jednego człowieka, ale dlaczego? Przecież Rafer nie był nawet uzbrojony, ich strach wydawał jej się nienaturalny, przecież przed chwilą wydawali się być tacy pewni siebie.


Kerra w napięciu obserwowała mężczyzn, którzy lekko opuścili swoją broń, więc istniała dla niej szansa na powrót. Rafer zbliżył się do jednego z mężczyzn i chwycił go za szyję, a reszta bandy się cofnęła. Dlaczego nie obronili jednego ze swoich?


Książę uniósł mężczyznę, trzymając go jedynie za szyję i nagle Kerra usłyszała cichy trzask. Zakryła usta dłonią, aby nie krzyknąć zbyt głośno i nie zdradzić swojej obecności. Rafer ścisnął mężczyznę tak mocno, że aż złamał mu kark. Mężczyźni wycofali się jeszcze bardziej w stronę powozu, dziewczyna wiedziała, że chcą jak najprędzej uciec, nie narażając się na większe straty.


Rafer puścił mężczyznę, który teraz martwy upadł na ziemię. Po twarzy dziewczyny spłynęły łzy, nie mogła wrócić z tym okrutnym

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów