Las - opowiadanie fantasy, rodział I
opowiadania >



go oszuka znajdzie się w pułapce i zginie.
- Nie masz żadnego wyboru – powiedziała jakby czytając jego w myślach.
Arbaro podjął szybką decyzję. Mijając ją w drzwiach zatrzymał się na ułamek sekundy i spojrzał w jej stronę. W jego lekko skośnych oczach dostrzegła błaganie i…rzucone wyzwanie. Wstrzymała oddech.
- Możesz mi zaufać – skinął głową i wszedł do środka. Za ogrodzeniem słychać już było mężczyzn, jeden z nich z trudem przeskoczył przez ogrodzenie i podbiegł do Veron.
-Arbaro! Widziałaś go dziewczyno?!- złapał ją za ramiona i potrząsnął.
Pokręciła przecząco głową.
-Tu go nie ma – krzyknął do pozostałych.
Hałas przywołał inne mieszkanki świątyni, kapłanki i służące zaczęły gromadzić się w ogrodzie.
-Co tu się dzieje, na Beleco?! – krzyknęła Mateno, najwyższa kapłanka bogini piękna.
-Arbaro- odpowiedział mężczyzna jednym słowem, które wiele wyjaśniało i z powrotem wspinał się na ogrodzenie.
-Nie mają już żadnych świętości!- kapłanka spojrzała w stronę Veron – A co ty tu robisz? Odpoczywasz? Wracaj natychmiast do kuchni!
Veron posłusznie skinęła głową, miała ochotę ostatni raz spojrzeć w stronę szopy ale nie chciała swoim nierozsądnym zachowaniem zdradzić kryjówki Arbaro.
Pobiegła do kuchni za Brenyo. Nie mogła się skupić na pracy, ciągle myślała o tym chłopaku. Czy ciągle tam jest? A może już udało mu się uciec?
Nie musiała się martwic, że ktoś dostrzeże jej zdenerwowanie ponieważ w całej świątyni panowała nerwowa atmosfera. Martwiono się czy młodzieniec był sam, a jeśli nie, czy porwano jakąś młodą dziewczynę.
Część kapłanek nie spożyła nawet kolacji tylko od razu udała się do świątyni by modlić się do bogini by uchroniła ich przed ludzkim uosobieniem Vengo tym „Arbaro - nieszczęściem, który śmiał zbrukać ziemię Maro” jak powiedziała najwyższa kapłanka.
Niestety Saliko nie zdecydowała się na modły – pomyślała Veron kiedy musiała jej usługiwać przy kolacji. Na szczęście dziewczyna była tak przejęta tym, że jeden z Ludzi Lasu pojawił się w pobliżu ich świątyni, że nawet nie dostrzegła Veron. Rozmawiała podniesionym głosem z Flaurą.
Z rozmów kapłanek Veron udało się dowiedzieć, że pogoń została zakończona, Arbaro udało się uciec do lasu, do swoich i , że żadna z Maro tego dnia nie zaginęła. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, że nic się mu nie stało, sama dziwiła się sobie, że tak martwiła się o chłopaka, którego w ogóle nie znała, ba!, którego powinna z całego serca nienawidzić.


Nienawiść nie leży w mojej naturze- pomyślała – nie potrafiłabym nienawidzić nawet Saliko, która traktuje mnie okropnie.
Kiedy posprzątała po kolacji wreszcie mogła udać się na spoczynek.


Tej nocy nie mogła zasnąć i gdy wreszcie jej to się udało, Brenyo obudziła ją i kazała wziąć się do roboty. Był to siódmy dzień tygodnia, Sep, dziś czeka ją mnóstwo pracy ponieważ w świątyni będą się odbywać obrzędu ku czci boga słońca – Suno, męża bogini Luno i ojca boga Maro. Po obrzędach odbędzie się uroczysta kolacja, podczas, której będą opowiadane dzieje ich bóstw i ich ludu.
Po sprzątnięciu świątyni wraz ze starą służącą o imieniu Papilio, Veron przyozdabiała świątynie świeżo ściętymi kwiatami, co sprawiło jej ogromną radość.
Jednak dzień pracy się jeszcze nie zakończył, Veron podczas świętych obrzędów w świątyni, na które i tak nigdy nie miała wstępu, musiała przygotować jeszcze kolacje.
W Sep nie musiała wraz z innymi służącymi jeść w kuchni, lecz ze względu na legante – czyli głoszenie dziejów ich bóstw mogła jeść w głównej sali.
Kiedy skończył się posiłek na środek sali wyszła Mateno.
- Moi zgromadzeni – uniosła rękę w górę i na sali natychmiast zapanowała cisza – dzisiejszy święty dzień Sep, jest przeznaczony bogowi Suno lecz dzisiejsza historia będzie dotyczyć naszego ojca boga Morza – Maro i naszej ukochanej bogini Beleco. Możesz zaczynać Saliko – zwróciła się w stronę młodej kapłanki.
Saliko wstała od stołu, i dumna, że jej właśnie przypadł ten zaszczyt, stanęła na środku sali i rozpoczęła legante.
- W czasach dawnych, tak dawnych, że nasi przodkowie nie znali jeszcze wyspy Insulo, Maro syn boga Słońca – Suno i bogini Księżyca – Luno, uzyskawszy zgodę od swojego ojca zszedł na ziemię by móc podziwiać piękno, które w jego świecie nie było znane. Było to piękno życia ludzkiego, bogowie nasi fascynowali się nim od dawna, lecz im samym nie było dane zaznać tego czym jest chęć życia i kochania go jakby każdy dzień miał być dniem ostatnim. Jako prezent od ojca i matki Maro dostał rok życia ludzkiego. Dostał śmiertelność wraz z bólem, strachem, ludzkimi pragnieniami i chorobą lecz również wraz z nadzieją, miłością i wszelkimi ziemskimi radościami. Pierwszego dnia życia ludzkiego Maro w odległej krainie spotkał kobietę. Beleco. Jej uroda go zachwyciła, miała piękne, złote włosy i oczy koloru nieba – spojrzała prosto na Veron dając jej do zrozumienia, że jej piękno bogini nie było dane – Tak go zachwyciła, że pojął ją za żonę. Miesiące potem narodził się chłopiec, syn boga, nazwany Morto, Maro jednak nie przewidział jednego. Morto urodzony ze śmiertelnej kobiety i boga pod ludzka postacią był człowiekiem. Rozpacz Maro była ogromna, jego pierwszy syn, miał pozostać na ziemi, żyć i umrzeć. Po upływie czasu wyznaczonego przez Suno i Luno, Maro wrócił do świata bogów – Eterne. Błagał rodziców by pozwolili mu wziąć rodzinę ze sobą. Suno powiedział: Synu, chciałeś żyć jak śmiertelny i to ci dałem, teraz prosisz mnie o nieśmiertelność?
Suno nie mógł się zgodzić by Morto stał się śmiertelny, gdyż Vengo, zagroził iż, wtedy i on swych synów śmiertelnych sprowadzi do Eterne.
Nie chcąc jednak by syn jego najstarszy cierpiał przez wieczność, dał nieśmiertelność Beleco, która stała się boginią piękna, gdyż uroda niewiasty przewyższała urodę nawet nieśmiertelnych. Synowi Maro, Morto podarował zaś wyspę najpiękniejszą ze wszystkich, Insulo, gdzie potomkowie Maro i Beleco, piękni, odważni i prawi mieszkają po dzień dzisiejszy, miłując morze jak ich ojciec z Eterne.
Saliko zakończyła swą opowieść, otrzymawszy skinienie Mateno jak pochwałę, wróciła na swoje miejsce.


Po kolacji Veron, nie mogła przestać myśleć o młodym Arbaro, synu Vengo. Myślami ciągle wracała do szopy, w której go pozostawiła.
-Przecież jego już tam dawno nie ma-skarciła się w duchu.
Jednak jakby jakaś niewidzialna siła ciągnęła

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
MArtT Linia koment
Dodany:2013-07-21 18:11:06, Ocena: 6.0
Uwielbiam fantasy. Twoje opowiadanie mnie wciągnęło. Ciekawa fabuła. Ciekawi mnie, co będzie dalej. Mam nadzieje, że będzie dalszy ciąg :)

Ocenił/a na: 6
roxdev Linia koment
Dodany:2013-07-21 18:24:38, Ocena: 6.0
Oczywiście, że będzie. Dziś wstawiam następny rozdział.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów