Obecność
opowiadania >



się i radował z moich sukcesów. Sprawiał, że każde marzenia można było zrealizować, gdyż przybierało cech możliwości, a odległość jego realizacji nie miała znaczenia, jeśli się chciało i gdy był obok. A ja? Co ja zrobiłam dla niego? Ubóstwiałam Go, kochałam, szalałam za nim, wychwalałam, dbałam, ale za mało. W porównaniu z Jego zasługami ja starałam się tak mało. Nieraz sprzeczaliśmy się, mi coś nie pasowało albo dlatego, że mi nie pomógł w ważnej dla mnie sprawie „Boże to moja wina! Moja! Nie zasłużyłam na Niego. Nie czuł się kochany! Za mało Go kochałam! I odszedł! Nie był szczęśliwy! To wszystko przeze mnie! O Boże….! Co ja zrobiłam!?”Nienawidziłam Go. Mimo wszystko nie powinien zostawić mnie tak bez rozmowy, bez uprzedzenia. Po prostu uciec. „Tchórz! Zwykły tchórz i tyle!” Samotność, choroba brata, alkoholizm ojca, wyrzucenie ze studiów, depresja, moja choroba… Zaczęłam prowadzić totalnie upadłe życie. Musiałam czymś zagłuszyć ból i wyrzuty sumienia. Nie musiałam. .. ale nie mogłam inaczej. Nic nie trzymało mnie na tej ziemi, nic nie sprawiało radości. Szukałam Go. Prosiłam, aby wrócił. Nie spałam bojąc się, że przegapię Jego szept, dotyk, zapach. Czasami, gdy zasnęłam śniło mi się, że jest i budziłam z niepokojem próbując Go wyczuć. I nic… Minęło pół roku. Sześć długich miesięcy bez Niego. Tyle dni w samotności. Nie mając się gdzie podziać, bez sił, aby poprawić egzaminy i nie wylecieć ze studiów, zrezygnowałam z nich. Wyrzucono mnie z mieszkania. Spałam na ulicy. Okradziono mnie i pobito. Leżałam w szpitalu 3 miesiące. „Wyleczono” mnie z depresji, wymyślono nową chorobę- anoreksję. Przyprowadzono psychologa. Uciekłam po następnych kilku tygodniach . Nie szukano mnie na szczęście. Nie miałam domu, nie miałam żadnych rzeczy, ukradziono mi dokumenty. Nie istniałam, już mnie nie było. Nikt mnie nie szukał. Błądziłam po ulicach i zaułkach miasta. Dwie kobiety zaprosiły mnie zziębniętą do swojej meliny. Poznałam, jak działa narkotyk , zobaczyłam, jak zachowuję się po nadmiarze alkoholu. Miałam jakichś obleśnych adoratorów, ale żaden nie mógł zastąpić Jego dotyku, Jago szeptu. Wciąż czułam ból, tęskniłam, kochałam. Chciałam, aby to się skończyło, bym już Go nie pamiętała, wymazała ten epizod ze swej pamięci, ale nie mogłam, nie potrafiłam… Chociaż Go nie było, nie czułam Go, nie słyszałam, nie widziałam moje serce wciąż pamiętało i cierpiało. Chciałam umrzeć. Tylko śmierć mogła dać mi ukojenie, mogłam tylko zabić Go przez własną śmierć. Kradłam, aby zdobyć pieniądze na kolejną dawkę narkotyku. Próbowałam rzucić się pod samochód, gdy byłam pod wpływem. Nie udało się. Chciałam przedawkować, ale odlatywałam całkowicie po pierwszej strzykawce. Było mnie pełno tam, gdzie stacjonowały najgroźniejsze bandy miasta. Patrzyli na mnie z litością i wyszydzali wołanie o śmierć. Upodlona, poniżona, wyszydzona, opuszczona, wzgardzona przez ludzi… Umierałam leżąc za śmietnikiem w jakiejś nieznanej alejce. Wycieńczona, wygłodzona, zziębnięta drżałam z zimna i bólu. Ale ból fizyczny nie był tak dotkliwy, jak ten w środku. Kuliłam się do ściany kontenera, ciałem wstrząsały dreszcze, po policzkach płynęły wielkie łzy. Zasypiałam…. Nagle zobaczyłam piękne światło, które okryło moje ciało jak ciepły koc i zabrało zimno i ból. „Otwórz oczy Kochana moja!”- usłyszałam. Poczułam przepiękny zapach bzu, jaśminu, lilii, astrów…. „ Boże! To On! To ten zapach. Nasz zapach. Nie, nie to niemożliwe. Niech nie zniknie błagam, niech nie zniknie, nie chcę się obudzić. Proszę!”. „Otwórz oczy najdroższa. Nie bój się! Nie śnisz! Jestem tu! No! Śmiało”. Zapach stawał się coraz intensywniejszy, ciepło coraz większe. Nachylał się nade mną . Poczułam dotyk Jego dłoni.” Kocham Cię Najdroższa! Czy Ty kochasz mnie?”. Szeptał mi do ucha. „To Ty Wybawco?! Tak to Ty! Ja….” Otworzyłam oczy. Zobaczyłam Jego uśmiechniętą twarz promieniejącą i jaśniejącą tak, że na początku nie mogłam się przyzwyczaić do tej jasności mrugając niespokojnie powiekami.” Jesteś piękny!” „Ty jesteś… To niemożliwe. Jak to tak?!Ja W Tobie?! Panie” Rzuciłam się do Jego stóp. „Panie! Ja przepraszam. Tak bardzo przepraszam. Byłam tak niewdzięczna. Tak okrutna. To wszystko moja wina. Wybacz mój egoizm, moją niewdzięczność. Ja nie mogłam bez Ciebie…. Nie umiałam… Nie potrafiłam!...Ja..” Płakałam łzami zalewając Jego stopy. Nachylił się nade mną kolejny raz, podniósł i delikatnie dłonią osuszył łzy. „Nie bój się Kochana. Już Cię nie opuszczę. Wybaczyłem Ci.”. „To dlaczego mnie zostawiłeś? Ja bez Ciebie nie umiałam sobie poradzić. Zanim Cię poznałam potrafiłam żyć, ale gdy przyszedłeś zobaczyłam, że to nie było pełne życie, to było tylko bytowanie. Z Tobą świat miał sens i wszystko co w nim się działo…. Tylko z Tobą szczęście było szczęściem prawdziwym, dzięki Tobie żyłam. A bez Ciebie… Boże! Jak mi Ciebie brakowało .”-znów płakałam, byłam tak wzruszona. „Czy mógłbyś mnie przytulić mój Wybawco? Wiem, że nie jestem godna, ale tak bardzo tego potrzebuję. Tak bardzo…”. „Csiiii”. Znów poczułam Jego ramiona. „Ale możesz otworzyć oczy Najmilsza. Dziś Ci się ujawniłem. Wiem, że na to czekałaś. Nie nalegałaś. Kochałaś Mnie mimo, iż nie widziałaś i nie znałaś Mnie do końca. Co jest bardzo piękne i za co jestem Ci wdzięczny. Za Twoją miłość. Ale dzisiaj przyszedłem dać Ci się poznać, aby wynagrodzić Twoją miłość. Najdroższa.” „Wybawco! Ukochany. Powiedz, że mnie już nigdy nie zostawisz, że już będziesz zawsze. Proszę!”. „Posłuchaj” Zaczął. Biorąc mnie za rękę, a drugą kładąc delikatnie na mokrym od łez policzku. „Przyszedłem, ponieważ moje serce cierpiało razem z Twoim, nie mogłem patrzeć dłużej, jak cierpisz. Poza tym wołałaś, abym przytulił Cię jeszcze raz zanim umrzesz. Nie umrzesz. Będziesz żyć. Ale musisz zmienić swoje życie. Rozumiesz? Daję Ci drugą szansę. Wykorzystaj ją dobrze, abym był z Ciebie dumny i zadowolony. Zniknąłem nie dlatego, że Cię nie kochałem. Także nie z tego powodu, że mnie skrzywdziłaś, gdy byliśmy razem. To nie Ja zostawiłem Ciebie, ale Ty mnie.” „Jak to? Ja? Jak?”. „ W którymś momencie życia puściłaś Moją dłoń i poszłaś swoją drogą myśląc, że źle Ci radziłem, że Ty miałaś rację i że Mnie już nie potrzebujesz. Zostawiłaś Mnie w połowie drogi. Usiadłem, więc i z tęsknotą wypatrywałem kiedy wrócisz. Nasłuchiwałem, aż wypowiesz moje imię. Zawołasz mnie. Ale Ty uparcie szłaś dalej swoją drogą. Aż do dzisiaj, gdy zrozumiałaś swój błąd i poprosiłaś, bym wrócił, więc przyszedłem. Przyszedłem, aby powiedzieć Ci, ze Cię Kocham, że jestem
- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów