Opowieści podróżnika. Śmierć z powietrza.
opowiadania >



klamki, usłyszałem dźwięk przesuwanej zasuwy. Drzwi otworzyły się skrzypiąc i do pomieszczenia wszedł Farid razem z dwoma umięśnionymi pomagierami.



- Widzę że się obudziłeś? Wybacz brak pościeli, po prostu żadnej nie mieliśmy. Evan jak mniemam.


- Tak, skąd wiesz jak mam na imię?


- Jeden z moich ludzi kiedyś cię zatrudnił i zapamiętał jak wyglądasz. Słuchaj, znasz nasze zasady, prawda?


- Nie.


- Jak to, nigdy nie słyszałeś o słynnych na cały świat Zielonych Płaszczach?


- Pierwsze słyszę.


- Naprawdę? - Farid wydawał się zdziwiony. - W każdym razie zasady są proste, ty płacisz nam 1000 leonori, a my puszczamy cię wolno, ale bez sprzętu który leży w skrzyni.


- A jak nie zapłacę?


- Zabijemy cię. - Błysk w jego oczach zdradził że miał na to ochotę.


- W takim razie mamy problem, ja nie mam teraz pieniędzy, ale jeśli...


- To żaden problem, - przerwał mi - po prostu cię zabijemy tak jak mówiłem. - Sięgną ręką po kuszę. Już zaciskałem pięści żeby go uderzyć, ale wtedy jeden z jego osiłków się odezwał.


- Panie, to jest łowca potworów, może będzie umiał upolować tego cholernego gryfa który zabija nam ludzi? - Ręka Farida zatrzymała się w powietrzu.


- To bardzo dobry pomysł. - Powiedział drugi osiłek.


- To debilny pomysł, mam iść na latającą, dwutonową kupę mięcha z mieczem?! - W głębi duszy znałem odpowiedź.


- Masz rację, to byłoby samobójstwo. - Zamilkł na chwilę, po czym rzucił mi swoją kuszę. - To ci się przyda. Jeśli zabijesz, albo chociaż przepędzisz tego gryfa, puścimy cię wolno.


- Jak hojnie. - Powiedziałem z ironią.


- Ten gryf zabił mi w ciągu miesiąca trzydziestu siedmiu ludzi, jeśli ktoś jest w stanie się go pozbyć to jestem w stanie nawet go nie obrobić, zbyt bardzo.


- Zbyt bardzo?


- Nie narzekaj. - Odpowiedział podenerwowany.



Ważyłem w dłoni jego kuszę. Było to dość prymitywne i stare urządzenie, nawet za czasów swojej nowości nie nadawało się do polowań na gryfy, ale alternatywą była śmierć. Zastanawiały mnie ich słowa, trzydziestu siedmiu ludzi w ciągu miesiąca? Na oko przeciętny facet w tych... Zielonych Płaszczach czy jak im tam, ważył sześćdziesiąt kilo bez pancerza. Daje nam to około siedemdziesiąt cztery kilogramy mięsa na dzień, a gryfy jedzą tylko dziesięć kilo pokarmu dziennie. W dodatku większość ich pożywienia to rośliny. Może poluje dla całej rodziny? Tyle że gryfia rodzinka to najczęściej mama tatuś i trójka dzieci, to dalej za dużo jedzenia. A te ptaszyska rzadko atakują z innego powodu niż polowanie.



- To jak, wchodzisz w to? - Zapytał się zniecierpliwiony Farid.


- Wchodzę. - Podaliśmy sobie dłonie. Czułem że to będzie ostatni uścisk dłoni w moim życiu.



Pół godziny później.



Okazało się że ci bandyci to w większości dezerterzy. Nieliczne wyjątki i tak dostawały szkolenie wojskowe od bardziej doświadczonych członków. Trzeba przyznać, nie należy oceniać książki po okładce. Próbowali mnie nawet śledzić ale nie wychodziło im to najlepiej. Chociaż może robili to celowo, żebym nie czuł się zbyt bezpiecznie? Drugą ważną informacją był fakt, że rana Bradena była na tyle mała, że po odkażeniu jej był zdolny do jazdy. To dobrze, gdyż mój plan wymagał konia. Najpierw musiałem znaleźć gniazdo naszego ptaszka, z tego co mówił mi jeden z ocalałych, powinno ono być jakieś sto metrów na północny zachód stąd. Kiedy już je znajdę, ukryję się w krzakach i poczekam aż zaśnie, żeby dopaść go z zaskoczenia. Na szczęście nie musiałem tuszować zapachu, gryfy praktycznie nie posiadają zmysłu węchu. Za to mają doskonały wzrok. Co mogło pójść nie tak? Na sam koniec należało tylko wrócić z jakimś dowodem. Punkt pierwszy okazał się wyjątkowo łatwy do zrealizowania, smród zgnilizny naprowadził mnie na małą polanę z wielkim, samotnym, martwym drzewem na środku. Pomiędzy gałęziami widać było potężne gniazdo gryfa. Wyglądało jak normalne ptasie gniazdo, tylko było jakieś sto razy większe. Gospodarza, na szczęście nie było, więc wspiąłem się szybko po gałęziach chcąc zobaczyć z jakim konkretnie osobnikiem miałem do czynienia. Nie byłem w tym zbyt dobry, ale obecność jaj wskazywała na samicę. Samiec porzuciłby gniazdo. Grube, twarde i śliskie pióra, pozbawione charakterystycznego blasku. Pospolity gryf buroskrzydły, na szczęście stosunkowo mało groźna odmiana. Wiek piór można było ocenić na dwanaście lat, gryfom nie rosną nowe pióra, więc właścicielka była w podobnym wieku. Resztę zawartości gniazda stanowiły ludzkie szczątki, w większości napoczęte, ale nie dojedzone. Wybrzydzający gryf? To była rzadkość, ale przy tej ilości pożywienia nie było to nic dziwnego. Tyle umiałem ustalić, nie były to najbardziej użyteczne informacje, ale musiały wystarczyć. Zeskoczyłem z drzewa i zawołałem szpiegujących mnie bandytów. Jakiś wysoki facet o posturze zawodowego zapaśnika wstał. Nie był zbyt zaskoczony tym, że ich zauważyłem.



- Weźcie mojego konia do waszego obozu, z powodu tej rany będzie mi tylko przeszkadzał.


- Dobrze. - Osiłek gwizdną na Bradena i znikną razem z nim za drzewami.



Ja w tym czasie skryłem się w pobliskich krzakach i siedziałem tam kilka godzin starając się ignorować robactwo chodzące mi po nogach. Moje oczekiwanie przerwała niecodzienna grupka podróżników nadchodząca ze ścieżki. Słynna kompania Braci Selt Adamlar. Byli to moi znajomi Kalin, Kirimizi oraz Ince, albo po prostu Gruby, Rudy i Chudy. Pierwszy z nich, w wyniku klątwy rzuconej na niego lata temu, był wyjątkowo niski nawet jak na krasnoluda. Miał tylko metr wzrostu. W dodatku był na tyle otyły że wyglądał niemal jak piłka. Jego gęsta, brązowa broda, nieczesana nigdy, opadała na ciemnoszarą kolczugę którą jakimś cudem na siebie założył. Miał na sobie również czerwone skórzane spodnie z dużym, ozdobnym pasem spiętym dużą złotą klamrą. Na plecach nosił kuszę, którą z powodzeniem mógłby obsługiwać dorosły człowiek. Obok niego szedł Rudy. Był on wyższy o pół metra od Kalina. Był on również dosyć umięśniony, słyną z tego że nigdy nie nosił żadnego pancerza,

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
jaszczowka Linia koment
Dodany:2015-07-03 12:17:39, Ocena: 5.5
jaszczowka Linia koment
Dodany:2015-07-03 12:17:53, Ocena: 5.5
super się czyta :)
wera_2002 Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:34:08, Ocena: 5.5
widać, ze inspiracje do nazw brałeś z innych książek: mroczna puszcza - hobbit zielone płaszcze - zwierzoduchy ale i tak fajne xD
Slugalegionu Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:35:25, Ocena: 5.5
Slugalegionu Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:36:03, Ocena: 5.5
Co do pierwszego się zgodzę, ale o drugim nie słyszałem.
wera_2002 Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:57:09, Ocena: 5.5
To przeczytaj: "Zwierzoduchy", pierwszy tom z serii "Spirited Animals", autorstwa Brandona Mulla
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów