"Jak walczyłem z komuną"
opowiadania >



które zajmowały wyższe miejsca puszczane były w całości. I na te piosenki polował domorosły operator dźwięku. Te właśnie puszczane od pierwszego do ostatniego taktu utwory chciał mieć zarejestrowane na kasecie.


W tym też celu w każdy wtorek , czwartek i sobotę dokonywał zakupu ulubionego czasopisma pod tytułem „Świat Młodych” , gdzie chyba we wtorkowym wydaniu publikowane były cotygodniowe notowania listy. W wielkich emocjach śledził te gazetowe rankingi, starając się przewidzieć, który utwór będzie w sobotę wieczorem odtworzony całości i zaistnieje wtedy wielka szansa, aby móc go nagrać na swojej kasecie. A później odtwarzać ile razy się chce, do woli. A może nawet pozwolić przegrać go kolegom ?


Skrupulatnie obserwowałem wtedy losy jednego z przebojów zespołu „Bajm” licząc na jego awans na liście i szansę jego rejestracji. Po chwili sprzęt do nagrywania czekał w pełnej gotowości, rozstawiony na szerokim salonowym stole. Żarzące się lampowym blaskiem, solidnych rozmiarów sinoniebieskie radio, z czerwonym napisem określającym markę i trzema okrągłymi, karbowanymi, kremowymi pokrętłami cichutko bucząc bez innych zakłóceń nadawało audycję. Tuż przy nim, stał w pełnej gotowości czarny magnetofon kasetowy, którego wbudowany mały mikrofon ustawiony był tuż przy radiowym głośniku. Wewnątrz magnetofonu czekała nowiutka i czysta kaseta świeżo zdobyta w wiejskim Geesie. Prawie profesjonalne studio nagrań było w pełni gotowe. Jedyna niedogodność polegała na konieczności zachowania absolutnej ciszy w trakcie nagrywania dźwięku. Jedyna. Okna musiały być szczelnie pozamykane, aby hałas przejeżdżających obok bloku samochodów, czy też pijackie kłótnie wysiadujących na osiedlowych ławeczkach drobnych żuli nie mogły zakłócić operacji. Również domownicy musieli przemieszczać się po dwupokojowym mieszkaniu na palcach i zaprzestać na ten czas jakichkolwiek rozmów, czy domowych zajęć mogących emitować dźwięki.


- Teraz miejsce siedemnaste, niesamowity skok na liście z trzydziestej pierwszej pozycji - brzmiał znajomy głos prowadzącego listę Marka Niedźwieckiego - zespół Bajm w piosence „Nie ma wody na pustyni”.


Teraz ! Pomyślałem i z refleksem nacisnąłem jednocześnie duży czarny klawisz uruchamiający odtwarzanie i mały czerwony guziczek magnetofonu włączający nagrywanie. Z napięciem czekałem kilka pierwszych sekund trwania piosenki. Prowadzący audycję miał bowiem czasem zwyczaj dodawać od siebie kilka słów komentarza na początku utworu, co oczywiście dyskwalifikowało całe nagranie. Tym razem tak się nie stało.


-„Nie ma, nie ma wody na pustyni, a wielbłądy nie chcą dalej iść
Czołgać się już dłużej nie mam siły, o, jak bardzo, bardzo chce się pić...” - dochodziły z głośnika radia znajome słowa śpiewane przez Beatę Kozidrak. Wszystko szło zgodnie z planem.


Poddenerwowany z obawą sprawdzałem co chwila, czy kasetowa taśma obraca się w kieszeni urządzenia. Ponownie sprawdziłem też, czy wychodzące na sąsiedni blok okno balkonowe jest szczelnie zamknięte. Zdarzyło się bowiem w ubiegłym tygodniu, że nagranie brutalnie zakłócone zostało przez moją ośmioletnią siostrę słowami piosenki Urszuli Sipińskiej. To znaczy nie słowami Sipińskiej, ale Patrycji Kóroń, dla której pani ta była muzycznym idolem. Wystarczył sznur skakanki udający sceniczny kabel, rękojeść tejże zabawki udająca mikrofon i kilka młodszych koleżanek siedzących na stopniach wejściowych do klatki schodowej, udających festiwalową publiczność. Gdy przez otwarte okno dobiegł dziecięcy głosik niedoszłej piosenkarki, dobitnie dopominający się wyjazdu na wieś, aby rwać tam z drzewa czerwone wiśnie – było po moim nagraniu.


Mały paradoks. Siostrzyczka w odróżnieniu od brata, nigdy nie lubiła wsi, gdzie gryzły ciągle jakieś owady, goniły ją koguty, a kury zawsze się na nią krzywo patrzyły. Natomiast piosenkę Sipińskiej uwielbiała, dając często pod blokiem wyraz swoim wczesnym muzycznym fascynacjom.


Tym razem okno zamknięte. Wszystko wyglądało na to, że nic nie zakłóca prawidłowego przebiegu nagrania.


- „La, la, la, la, la …..” - gdy zabrzmiał energiczny, podbijany charakterystycznym gitarowym brzmieniem refren piosenki, coś wzbudziło mój niepokój. Usłyszałem ledwo słyszalny dźwięk otwieranych w korytarzu drzwi i kilka stłumionych charakterystycznych stęknięć. Tato wrócił do domu po dwunastogodzinnej dniówce w pogotowiu ratunkowym.


-„Pustynia wciąga nas od głowy do pięt, Wypala oczy, suszy ciało i krew i tylko trach, trach, trach zgrzyta w zębach piach ...” - niestrudzenie śpiewał „Bajm”, a ja powoli przeczuwałem nadchodzącą katastrofę fonograficzną.


Nie pomogły moje energiczne gesty polegające na kilkukrotnym przykładaniu wskazującego palca do ust. Gdy Józef wszedł do salonu patrząc na gestykulującego z energią syna, jak na wioskowego głupka, miałem już coraz bardziej nikłą nadzieję na uratowanie nagrania. Nic nie mogło już pomóc. Tuż przed ostatnimi słowami, ostatniej zwrotki wyśpiewanymi przez wokalistę, o tym jak piach zgrzyta w zębach, słońce opala brzuchy, a wiatr tarmosi ciuchy, nastąpiło nieuniknione.


- Pod Bronką wszystko dziś wykopaliście ? - usłyszałem doniosły głos ojca, a po kilkunastu sekundach wybrzmiały ostatnie rockowe dźwięki piosenki. Po chwili, trzask ! Wyłączyłem nagranie. Zły na siebie i na wszystkich dookoła zakończyłem na dzisiaj swoją fonograficzną działalność. Piosenka pozostała na kasecie, wśród innych wcześniej i później z trudem zdobytych przeze mnie nagrań.


Pozostaje pytanie, czemu nie dało się dokonać nagrania przez stosowny kabel, który zapewniał o wiele wyższą jakość, eliminując mikrofonowe zakłócenia z zewnątrz ? Odpowiedź jest prosta jak cep. Trzeba było mieć, a wcześniej zakupić stosowny kabel, co w tamtych czasach było teoretycznie niemożliwe.


Co do interesujących tatę wykopków ziemniaków na polu nazywanym „Pod

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
wera_2002 Linia koment
Dodany:2015-11-23 17:57:53, Ocena: Brak oceny
super historia, ciekawa i wciągająca. Będzie może druga część?
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2015-11-24 10:48:03, Ocena: Brak oceny
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2015-11-24 10:51:17, Ocena: Brak oceny
Dziękuję za opinię. Jest dla mnie bardzo cenna i pomocna. Druga część to nowsze opowiadanie pt. "Jak prawie zostałem mężczyzną" . Zachęcam do lektury !
Rinoa017 Linia koment
Dodany:2016-02-15 22:48:12, Ocena: Brak oceny
Muszę przyznać, że ciekawie się czyta i wciąga. Jest małe "ale". Przy tak długich tekstach (przy krótkich z resztą też) staraj się przeczytać go drugi, a nawet trzeci raz. Dlaczego? Wkradło Ci się kilka błędów składniowych i kilkanaście stylistycznych. Poza tym lektura ciekawa, cieszę się, że znalazłam choć chwilę na przeczytanie choć jednej części. Po 25 powinnam mieć więcej czasu ;) Ale powoli coś tam zaczynam. W końcu obiecałam, czyż nie?
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2016-02-16 11:21:16, Ocena: Brak oceny
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2016-02-16 11:24:37, Ocena: Brak oceny
Dzięki za opinię. Z błędów zdaję sobie sprawę i pracuję nad poprawkami i poszerzeniem tekstu. Wrzucenie opowiadań na portal było działaniem "na szybko" w celu przekonania się , czy moja pisanina kogokolwiek zainteresuje. Czekam na dotrzymanie obietnicy i przeczytanie moich pozostałych "wypocin" i oczywiście opinię :).
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów