" Kilka groszy"
opowiadania >



robotą do tej pory się żadna nie zhańbiła, wiem bo one na czwartym a ja na drugim piętrze mieszkamy. Stara jego na pogrzebie tylko była i kilku sąsiadów- no... ja też poszedłem, wiesz tam... – wyciągnął następnego papierosa, zaczął częstować a ja dałem się namówić- poszedłem bo to i do szkoły się razem chodziło i wiesz, w jednym bloku mieszkaliśmy, to poszedłem... na ten pogrzeb. No to kto tam był?- Darek zadał sobie pytanie i za chwilę odpowiedział wypuszczając dym- jego żona, kilku sąsiadów i te lumpy- wskazał głowa na siedzących niedaleko na ławce, głośno dyskutujących obszczymurków.
- Ale tam człoowieku... ta jego stara to myślała tylko, żeby za niego jakąś kasę wyrwać, wiesz, jakieś pogrzebowe z ZUSu, zresztą ja tam nie wiem czy on w ogóle ubezpieczony był, czy jak tam to jest w takich wypadkach. Wiem, że potem to latała na czarno ubrana do jakichś urzędów. O kasę się wykłócać pewnie, a córeczki, gdzie tam, im się luźniej w chacie zrobiło i żrą się teraz między sobą.
Darek sztachnął się ze dwa razy.
- A to ci jeszcze powiem, że jak go chowali, wiesz, do dołu już, to jeden z tych- znowu głowa kiwnął w kierunku pijaczków- otworzył wino i chlusnął z tej butelki na trumnę. To stara jeszcze na pogrzebie awanturę zrobiła, że niech on sobie na drewniany garnitur denaturat leje, a nie jej tu trumnę paskudzi, kurwa człoowieku, co się działo, a zimno było... o Jezuuu, zmarzłem jak pies. Mnie to się nawet podobało, jak któryś trumnę winem oblał,... tam oblał, troszeczkę tylko wylał... taki jakby ostatni łyk dla kolesia...wiesz, oni to wino to zaraz rozpili, a stara mordę rozdarła. Darek zrobił chwilową pauzę.
- Bo on, wiesz jak to mroźno było , wracał do domu i nie doszedł. Padł gdzieś, nikt nie zwrócił uwagi, zresztą nie wiem, może w jakiej bramie go zmogło. Jakby w piwnicy pili to by nie zamarzł...

Zgasiliśmy papierosy, pozdrowienia dla rodzin kazaliśmy przekazać choć ani ja jego rodziny nie znałem, ani Darek mojej na oczy nie widział. Wsiadając do samochodu, jeszcze powiedział- No człoowieku, wiosna trzymaj się- trzasnął drzwiami i odjechał, a ja poszedłem z zakupami w swoja stronę.
Wracając, nie czułem wieczornej wiosny. Widziałem tylko mijane płyty chodnikowe i czerwoną, zmarznięta dłoń.
Może...cholera...- myślałem...może gdybym wtedy zdjął rękawiczki, albo...jakby nie było tak zimno...gdybym te parę groszy...Nie tam, co by to dało. Uniosłem głowę i szedłem znacznie pewniej.

Spotkałem się z Darkiem w osiedlowym supermarkecie i nie wiem kto pierwszy zaczął o nim rozmawiać



















- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Magdalena eM Linia koment
Dodany:2008-05-19 21:19:32, Ocena: Brak oceny
Język. Świetny. Wszelkie wulgaryzmy są jaknajbardziej uzasadnione. I kolokwializmy nie rażą. Temat niby oklepany, ale sposobem przedstawienia i językiem (wprost jestem pod wrażeniem stylizacji) wszystko nadrabiasz. Pewnie znalazłabym jakieś usterki, ale to po głębszej analizie. Narazie jestem pod pierwszym wrażeniem. Pierwsze jest najmocniejsze i najwazniejsze, wiec dobrze jest.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów