Internetowa cela - Rozdział VI
opowiadania >



Wielka, obszerna sala dyskoteki. Z każdego miejsca słyszysz dobiegającą muzykę, mrok i światła, wirujące po ścianach, po sufitach, dotykające splecione na parkiecie pary. Docierające w każdy z jej zakamarków. Postacie giną w mroku, spowija ich gęsty, biały dym, jakby mgła zawisła nad salą. Z każdym sykiem nowe jej masy wydostają się na zewnątrz. Ludzi przybywa. Stoją, obserwują, pojedynczo i grupami, siedzą przy stolikach, przekrzykując się wzajemnie, gdyż głośna muzyka zagłusza wszystkie ich słowa. Wszędzie mnóstwo szklanek pełnych piwa, soków, drinków. Zabawa dopiero się rozkręca, czujesz wibracje sali, czujesz już je w sobie. Jeden drink i już jest znacznie lepiej. Zaczynasz wibrować w tak muzyki. Twoje nogi czują rytm, wtapiasz się w tłum, powoli przesuwasz się na parkiet. Czujesz, to, co lubisz. Powoli odlatujesz.
Może zabrzmi to głupio, ale przyszłam dziś tu w określonym celu. Poszukiwałam przygody, filtru, oczekiwałam zalotnych spojrzeń, może nawet pozwoliłabym się uwieść. Nie, nie byłam zdesperowana, nic złego się ze mną nie działo. Lubiłam imprezy w eleganckich lokalach, klubowych dyskotekach.
Siedząc teraz przy barze i sącząc drinka obserwowałam panów, przyglądałam się im, odbierałam zalotne spojrzenia, prowokowałam wzrokiem, kusiłam. Wiedziałam, na co mnie stać, na co mogę sobie pozwolić. Kontrolowałam w pełni sytuację, jeśli nawet ktokolwiek myślał, że już mnie poderwał, już ma mnie w łóżku, prawie zawsze się mylił.
Prawie, gdyż czasami potrafiłam ulec. Poddawałam się nastrojowi chwili, zalotnym spojrzeniom, pięknym słowom, wyszukanym gestom. Czasem facet potrafił mnie zaczarować i nie wstydziłam się tego, czułam się dobrze.
Rozmyślałam o kilku odpowiedziach na mój anons. Jak dotąd pojawiały się tylko same żałosne propozycje wygłodniałych samców. Nic więcej, no może jeden, na który chciałam odpisać.
- Przepraszam, mogę postawić ci drinka?
- Słucham?? – Wyrwana z mych rozmyślań powróciłam do świadomości obierając subtelne spojrzenie przystojnego chłopaka.
- Wybacz, że...
- W porządku, w takim razie dla mnie Dziki Szkot – muszę się przyznać, że podobał mi się, choć wydawał się starszy sprawiał bardzo miłe wrażenie. Gustownie ubrany, elegancki, zmysłowy, uwodzicielski, ale nie wulgarny. Pierwsze wrażenie zawsze miało istotne znaczenie, a to było jak najlepsze.
- Mam na imię Robert i chciałbym...
- Nie mów nic, jeszcze nie teraz. Chyba wiem, co chcesz powiedzieć, jednak odłóż to na później. Ja mam na imię Iwona i miło mi cię poznać.

Zapanowała między nami chwila takiego napięcia, jakby za chwilę miało dojść do wyładowań. Prawie słyszałam huk grzmotów i błysk piorunów, wszystko, co było wokół przestało się liczyć. Nasze spojrzenia przenikały nas na wylot, przyglądaliśmy się sobie z lekką dozą nieśmiałości mając wrażenie, że chyba myślimy o tym samym.

Robert – to imię jakiś czas temu przestało się dla mnie liczyć, pragnęłam o nim zapomnieć, pragnęłam nigdy już go nie usłyszeć, pragnęłam nie spotkać nigdy na swej drodze mężczyzny, który będzie miał tak właśnie na imię. A tu los sprawił mi miłą niespodzianką i byłam mu wdzięczna.
- Chciałem tylko powiedzieć, że wyglądasz bosko! Ten strój, faktycznie robi wrażenie.
- Dziękuję, to miłe.

Systematycznie odwiedzane solarium, jednak z umiarem, bez szkody dla własnego zdrowia, pozwoliło wypieścić cudownie złoty odcień skóry, kosmetyczka, zadbane dłonie, paznokcie u nóg, jak też u rąk. Stopy w delikatnych pantoflach z kilkoma paseczkami. Białe spodnie zwężające się ku górze. U dołu szerokie, przy kolanach już lekko opinające zgrabne, szczupłe nogi. Płaski brzuch, a na biały, jedwabny staniczek, narzucony biały, przewiewny, ale i przejrzysty sweterek. Czarne, kruczoczarne włosy, długie sprężynki starannie uczesane specjalnie na tą okazję. Szminka w kolorze ciemnej wiśni w piękny sposób podkreślała kształt mych ust. Tak mniej więcej wyglądałam, sądzę, że chyba faktycznie robiłam duże wrażenie? Bez dwóch zdań, tak właśnie było i lubiłam to!
- Wiesz, może wyjdziemy stąd, – jeśli moja propozycja, choć trochę go zaskoczyła, to nie dał tego po sobie poznać. Ciekawe, czy spodziewał się takiego obrotu sprawy? Ja jednak miałam wielką ochotę dziś się z nim kochać!
- Twoja propozycja bardzo mi się podoba. Gdzie jedziemy – do mnie czy do ciebie?
- O tym pomyślimy po drodze.

W samochodzie daliśmy delikatnie upust naszemu napięciu. Jego pocałunki były delikatne, gorące, namiętne. Dawno już nie czułam się tak dobrze.


http://koominek.blogspot.com - dwadzieścia siedem tematycznych szufladek i zapewne na nich się nie skończy, zapraszam w odwiedziny do bloga, aby klimat Kominka oczarował Cię bez reszty...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów