Okładka książki - Dom przy ulicy Zwyczajnej

Dom przy ulicy Zwyczajnej

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Impuls
Data wydania: 2006
Kategoria: Dla dzieci
ISBN: 8373087451
Liczba stron: 219
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: mrowka

Ocena: 6 (1 głosów)

Nie będzie w tym chyba żadnej przesady, jeśli napiszę, że „Dom przy ulicy Zwyczajnej” Marty Sienkiewicz jest książką zwyczajną. Tak po prostu. Zapowiada się na wspaniałą baśniową przygodę – ale się nie rozkręca i przez całą fabułę pozostaje ta powieść dla dzieci na jednostajnym rytmie, na jednym rytmie, z lekka przerywanym przez szkatułkową kompozycję i wtrącanie historii krótkich, pełniących rolę bajki.

 

Widać, na kim się autorka wzorowała – duch Mary Poppins unosi się nad tym tomem, ale nie podnosi go na wyższy poziom. Sporo tu nawiązań do Kubusia Puchatka, a w krainie wyobraźni Sienkiewicz próbuje nawet imitować styl mówienia zapożyczonych postaci – co nie jest szczególnym wyczynem, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że język bohaterów Milne’a jest silnie zindywidualizowany. Mam wrażenie, że autorka w końcu pogubiła się w tym, co chciała powiedzieć – co zatrzymuje niepotrzebnie płynną historię, a raczej zbiór historii, bo kolejne rozdziały można potraktować jako osobne opowiadania.

 

O co w tej powieści chodzi? Rodzeństwo – Kubuś zwany Puchatkiem i jego małą siostrzyczka po tragicznej śmierci taty trafia z ciężko chorą matką do domu dziadka. Dziadek jest szorstki i nieprzyjemny, jego kot upodobnił się do właściciela (nawet donosi dziadkowi o popełnianych przez dzieci grzeszkach). Kuzynka dziadka nie potrafi się cieszyć życiem. Dobrze, że do rodziny na wakacje przyjeżdża wujek Krzyś – jedyny dorosły, który potrafi korzystać z wyobraźni i wie, że maluchy nie zasługują na ciągłe strofowanie. Dzieci zauważają w otoczeniu wiele dziwnych zjawisk: postacie na obrazach ożywają i odwiedzają dziadka, ten z kolei umie się błyskawicznie przemieszczać z miejsca na miejsce. Z promykiem słońca można porozmawiać, a parasol zamienia się w smoka. W ten sposób mali bohaterowie przenoszą się stale ze świata codziennego do fantastycznego, chociaż niewiele z tego wynika.

 

Parę razy Marta Sienkiewicz mówi o kalectwie i chorobach. Szkoda, że informacja o śmierci ojca została zamknięta w jednym zdaniu, to nie pozwala odbiorcom otrząsnąć się z tej przykrej wiadomości. Pojawia się tu chłopiec na fotelu na kółkach (ten fotel to chyba znowu ukłon w stronę angielskiej literatury czwartej, mógł pojawić się na wózku inwalidzkim, w powieściowych realiach bardziej by się to sprawdziło) – jest więc tu lekcja „tolerancji” dla niepełnosprawnych. Pojawia się także motyw tajemniczej choroby psychicznej nękającej matkę, choroby, z którą walkę stoczyć będzie musiał Kubuś – w matce uaktywniają się Demony – nie wiem, czy to trafiony pomysł w tej bajce.

 

Marta Sienkiewicz niepotrzebnie zdrabnia co jakiś czas rzeczowniki. Kiedy przypomni sobie, że w jej opowieści dla dzieci sporo jest gniewu ze strony bliskich, sporo pretensji, za to mało ukojenia, wprowadza deminutiwa, żeby za ich sprawą osłabić nieco ponurą historię.

 

Izabela Mikrut

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - mrowka
mrowka
Przeczytane:,

Nie będzie w tym chyba żadnej przesady, jeśli napiszę, że „Dom przy ulicy Zwyczajnej” Marty Sienkiewicz jest książką zwyczajną. Tak po prostu. Zapowiada się na wspaniałą baśniową przygodę – ale się nie rozkręca i przez całą fabułę pozostaje ta powieść dla dzieci na jednostajnym rytmie, na jednym rytmie, z lekka przerywanym przez szkatułkową kompozycję i wtrącanie historii krótkich, pełniących rolę bajki.

 

Widać, na kim się autorka wzorowała – duch Mary Poppins unosi się nad tym tomem, ale nie podnosi go na wyższy poziom. Sporo tu nawiązań do Kubusia Puchatka, a w krainie wyobraźni Sienkiewicz próbuje nawet imitować styl mówienia zapożyczonych postaci – co nie jest szczególnym wyczynem, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że język bohaterów Milne’a jest silnie zindywidualizowany. Mam wrażenie, że autorka w końcu pogubiła się w tym, co chciała powiedzieć – co zatrzymuje niepotrzebnie płynną historię, a raczej zbiór historii, bo kolejne rozdziały można potraktować jako osobne opowiadania.

 

O co w tej powieści chodzi? Rodzeństwo – Kubuś zwany Puchatkiem i jego małą siostrzyczka po tragicznej śmierci taty trafia z ciężko chorą matką do domu dziadka. Dziadek jest szorstki i nieprzyjemny, jego kot upodobnił się do właściciela (nawet donosi dziadkowi o popełnianych przez dzieci grzeszkach). Kuzynka dziadka nie potrafi się cieszyć życiem. Dobrze, że do rodziny na wakacje przyjeżdża wujek Krzyś – jedyny dorosły, który potrafi korzystać z wyobraźni i wie, że maluchy nie zasługują na ciągłe strofowanie. Dzieci zauważają w otoczeniu wiele dziwnych zjawisk: postacie na obrazach ożywają i odwiedzają dziadka, ten z kolei umie się błyskawicznie przemieszczać z miejsca na miejsce. Z promykiem słońca można porozmawiać, a parasol zamienia się w smoka. W ten sposób mali bohaterowie przenoszą się stale ze świata codziennego do fantastycznego, chociaż niewiele z tego wynika.

 

Parę razy Marta Sienkiewicz mówi o kalectwie i chorobach. Szkoda, że informacja o śmierci ojca została zamknięta w jednym zdaniu, to nie pozwala odbiorcom otrząsnąć się z tej przykrej wiadomości. Pojawia się tu chłopiec na fotelu na kółkach (ten fotel to chyba znowu ukłon w stronę angielskiej literatury czwartej, mógł pojawić się na wózku inwalidzkim, w powieściowych realiach bardziej by się to sprawdziło) – jest więc tu lekcja „tolerancji” dla niepełnosprawnych. Pojawia się także motyw tajemniczej choroby psychicznej nękającej matkę, choroby, z którą walkę stoczyć będzie musiał Kubuś – w matce uaktywniają się Demony – nie wiem, czy to trafiony pomysł w tej bajce.

 

Marta Sienkiewicz niepotrzebnie zdrabnia co jakiś czas rzeczowniki. Kiedy przypomni sobie, że w jej opowieści dla dzieci sporo jest gniewu ze strony bliskich, sporo pretensji, za to mało ukojenia, wprowadza deminutiwa, żeby za ich sprawą osłabić nieco ponurą historię.

 

Izabela Mikrut

Link do recenzji
Avatar użytkownika - DB
DB
Przeczytane:,

„Nie wiem, czy zauważyliście kiedyś, że każde miejsce, nawet najbardziej niepozorne, ma jakąś historię, a każda historia – pewien początek. A wszystko to razem oznacza, że koniecznie trzeba odnaleźć miejsce, w którym mogłaby się rozpocząć Nasza Historia. W przeciwnym razie całe to opowiadanie na nic nikomu się nie przyda; sami wiec rozumiecie, jakie to ważne. No dobrze, skoro już o tym wiecie, to idźcie teraz w jakiś cichy, ustronny kącik, usiądźcie sobie jak gdyby nigdy nic na pierwszej napotkanej ławce, zamknijcie oczy i... poczekajcie. Po jakimś czasie odgłosy miasta umilkną i znikną przegnane powiewem ciepłego, wiosennego wiatru, a do waszych uszu zacznie dobiegać cichy szelest liści na drzewach, zmieszany z beztroskim piskiem goniących się po trawniku wiewiórek i radosnymi trelami ptaków przysiadających na gałęziach(…)”. Tymi słowami autorka książki „Dom przy ulicy Zwyczajnej” Marta Sienkiewicz zaczyna opowieść o niesamowitych przygodach rodzeństwa – Kubusia i Małgosi.

 

Powieść rozpoczyna się w momencie, kiedy dwójka głównych bohaterów – Kubuś i jego młodsza siostra, Małgosia pojawia się w domu swojego dziadka. Z pozoru zwykły dom na niczym niewyróżniającej się uliczce po pewnym czasie odkrywa przed nimi swe tajemnice, a ulica, przy której stoi, okazuje się zwyczajna wyłącznie z nazwy. Opiekunowie dzieciaków – ich dziadek oraz jego kuzynka Matylda czy wujek Krzyś potrafią zamienić zwykły szary dzień w niesamowitą przygodę i przenieść dzieci do zaczarowanego świata. Bohaterowie maja okazję spotkać się z niesamowitymi przygodami, poznać nowych przyjaciół i odkrywać jedną tajemnicę za drugą. Oczami wyobraźni potrafią stworzyć sobie swój magiczny świat, który za każdym razem jest inny.

 

Czytelnik może nauczyć się tego, że wyobraźnia potrafi czynić cuda i w niej można przekraczać granice szarej codzienności. Ma także wraz z dziećmi będącymi bohaterami książki możliwość zapoznania się z różnymi emocjami – od smutku, poprzez strach, odrzucenie, aż do wielkiej radości i miłości. Uczy się, jak dostrzegać niezwykłość i piękno w ludziach czy rzeczach na pozór banalnych, nieciekawych – takich, wobec których często pozostajemy obojętni.

 

Autorka książki pokazuje bowiem, że inność, odmienność nie może przesłonić bogactwa wartości, jakie ludzie maja wewnątrz – zarówno najmłodsi, jak i ci nieco starsi – mają okazję zapoznać się z tradycyjnymi wierzeniami i obyczajami. Mogą wyruszyć wraz z bohaterami książki, by puszczać wianki na wodzie, przeżyć Noc Świętojańską, poszukać kwiatu paproci. Autorka próbuje pokazać dzieciom, jaką siłę ma nasz umysł, ale też jak szybko można wpuścić doń tak zwanego „nieproszonego gościa”, który zakłóci nasz spokój. Podkreśla też, jak ogromne znaczenie – niestety – w życiu odgrywać mogą stereotypy i jak często etykieta, która do nas przylgnie, zaburza naszą egzystencję.

 

Książka bardzo rozwija wyobraźnię. Ubarwiona bardzo estetycznymi, nastrojowymi ilustracjami autorstwa Ewy Beniak-Haremskiej, które przyciągają uwagę, na pewno spodoba się dzieciom w wieku od 6 do 12 lat. Pewnie zainteresuje również czytelników nieco starszych, zaś rodzice będą mieli dzięki temu okazję do przeprowadzania ważnych rozmów i poruszania ciekawych tematów w trakcie czytania. A teraz, aby dotrzeć do zaczarowanego świata przy ulicy Zwyczajnej, jak sama autorka zachęca, należy najpierw przycupnąć cichutko na jakiejś parkowej ławeczce i zaczekać na czarnego kota! A kiedy się już pojawi i przysiądzie na moment na ścieżce, trzeba spojrzeć prosto w jego tajemnicze zielone ślepka. A wtedy- "(...) Mrrr...- powie wreszcie cichutko i kiwnie lekko - jakby od niechcenia - łebkiem, zachęcając was do pójścia za nim. I dobrze wam radzę - idźcie, bo żaden szanujący się kot n i g d y nie ponawia zaproszenia. A tylko t e n kot może wskazać wam drogę do miejsca, w którym właśnie zaczyna się Nasza Historia... (...)"

Link do recenzji
Avatar użytkownika - allison
allison
Przeczytane:2016-08-03, Ocena: 6, Przeczytałem,
„Dom przy ulicy Zwyczajnej” to książka dla małych czytelników – na pewno pobudzająca wyobraźnię, uwrażliwiająca na problemy dzieci i dorosłych i… niezwyczajna. Tematyką i klimatem przypomina klasyczną już literaturę sprzed lat – prozę Heleny Bechlerowej, Ewy Szelburg-Zarembiny i Zbigniewa Żakowskiego. Wspominam lekturę ich książek z wielkim sentymentem. I jestem pewna, że powieść Marty Sienkiewicz może dla dzisiejszych najmłodszych czytelników stać się jedną z ulubionych książek. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że autorka świetnie łączy realistyczny świat z elementami fantastycznymi, kładąc szczególny nacisk na rolę wyobraźni, kreatywności i samodzielnego wymyślania przez dzieci zabaw, w zależności od chwili i potrzeby. Główni bohaterowie to Kubuś i Małgosia, rodzeństwo, które po tragicznej śmierci taty trafia wraz z chorującą na depresję mamą do domu dziadka - człowieka nieco nieobliczalnego, lubiącego książki, długie opowieści i życiowe wyzwania. Bardzo sympatycznymi postaciami okazują się również gosposia oraz wujek Krzyś. Jest też tajemniczy kot, który nie odstępuje dziadziusia. Niestety, zmorą dzieci staje się ciotka Matylda - przesadnie wymagająca, skostniała, wiecznie naburmuszona i drętwa. Zderzenie tak różnych charakterów budzi wiele zabawnych sytuacji. Dzieci, chcąc wymknąć się spod kontroli Matyldy, muszą wykazać się wielką pomysłowością i sprytem. Nie zawsze to się udaje, ale od czegóż jest wyobraźnia? Nawet jeśli ciotka zabrania opuszczania domu, można ożywić zabawki albo wybrać się na wycieczkę do zaczarowanej krainy i tam spędzić atrakcyjnie czas z ulubionymi bohaterami bajek i baśni, zwłaszcza że w każdym pokoju jest wiele książek. Te właśnie odwołania do literatury dla dzieci bardzo ubarwiają akcję i zachęcają małych czytelników do odczytywania różnych kontekstów. Raz są to postacie z opowieści o mieszkańcach Stumilowego Lasu, innym razem to nasze rodzime motywy (Koziołek Matołek, Kot w Butach, słoń Dominik). Czas w domu przy ul. Zwyczajnej płynie różnym rytmem. Raz jest wesoło, raz smutno, raz mali bohaterowie walczą z nudą, innym razem ledwie radzą sobie z mocą atrakcji. Obok niespodzianek pojawiają się zwykłe realia życia, w którym nadzieja przeplata się ze zwątpieniem, radość ze smutkiem. Są różne święta, uroczystości, okazje do zabawy, ale są też obowiązki. Ot, życie – chciałoby się powiedzieć. Tyle, że to życie jest dodatkowo okraszone baśniową atmosferą i tajemnicami, które pobudzają pomysłowość rodzeństwa i sprawiają, że rosną im skrzydła fantazji. Oprócz tekstu na uwagę zasługują ilustracje autorstwa Ewy Beniak-Haremskiej. To piękne, barwne rysunki, idealnie wpisujące się w klimat opowieści i oddające charakter postaci. Dzieci stojące przed ścianą pełną książek czy bawiące się z bohaterami utworów to obrazy, które trwale zapisują się w pamięci. Polecam „Dom przy ulicy Zwyczajnej” i małym, i dużym. Miło jest czasami przenieść się do świata własnego dzieciństwa oraz przypomnieć sobie, że dziecko to też człowiek, tylko trochę mniejszy. BEATA IGIELSKA
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy