Idź utoń, spłoń, poderżnij gardło, przebij tętnicę, sam wybierz swój koniec. Tylko nie karz mnie więcej, proszę, nie zniosę dłużej tortury oglądania twojej gęby.
Ludzie wcale się tak od siebie nie różnią i wszyscy popełniają te same błędy, mimo iż myślą, że są kreatywni i wszystko wcześniej przemyśleli.
Dwóch policjantów wyszło właśnie z komendy i jeden z nich poślizgnął się na schodach, które pokryły się lodem, ale cudem ustał na nogach. Lecąca wiązanka niecenzuralnych słów opuszczała właśnie usta ocalałego od upadku funkcjonariusza.
Las był zimny i cichy, sprawiał wrażenie wymarłego. Księżyc wyłaniający się zza ciężkich chmur zdawał się nad tą lichą chatką pochylać, jakby zaglądał do jej okien, by przyjrzeć się temu, co miał się w niej zaraz wydarzyć.
Idź utoń, spłoń, poderżnij gardło, przebij tętnicę, sam wybierz swój koniec. Tylko nie karz mnie więcej, proszę, nie zniosę dłużej tortury oglądania twojej gęby.