Anioł Stróż
nie go było już za późno. Strzała poleciała wprost do zająca. Gordon zdziwił się bardzo, gdy na miejscu gdzie upadła nie znalazł jego ciała, ale tylko jedno białe, lśniące pióro. Od tej pory nigdy już nie usłyszał tajemniczego głosu przypominającego szelest liści dębu.
Swą wędrówkę kontynuował dalej. Królewnę Gryzelidę uratował, a jakże. Został za to sowicie wynagrodzony. Proponowano mu też rękę ślicznej księżniczki, ale nie chciał. Wolał w spokoju żyć sobie z dala od ludzi i problemów. Za swe czyny pozostał wielkim panem na włościach. I nieraz siedząc w bujanym fotelu, nad kolejną już szklanicą miodu pitnego zadawał sobie to samo pytanie:
- Ale dlaczego umilkł? Czemu mój anioł stróż nagle przestał mi pomagać?
