GDY BOGOWIE MILKNĄ
– A ty? Czemu zatem istniejesz?
– Bo jestem skazany swoim życiem, na bycie psychopompem. Na wieki.
– A możesz się od tego uwolnić?
– Mogę. Według klątwy, musi we mnie uwierzyć chociaż jedna prawa istota, a Pola Elizejskie się odrodzą. Ode mnie nastąpi ciąg przyczynowo skutkowy. Poprzedni bogowie wrócą do życia. Nie będą już milczeć. Nastąpi harmonia na świecie, nowy porządek.
– Czyli coś na wzór końca świata? Któż ci zadał taką straszliwą klątwę?
Cisza. Wcześniej wielka potęga Hermesa przerażała Eurydykę. Nie zwróciła nawet uwagi, że dał siebie bliżej poznać, ukazując część swojego wnętrza. Wydawało się jej bardziej ludzkie i prawdziwe, niż pierwotnie zakładała. W międzyczasie, zdążył zmaleć ze swoim wzrostem, porównywalnym do jej.
– Hades. Uwielbiał się tak zawsze bawić. Persefona była mi zawsze bliska i nie spodobało mu się to, że byliśmy dla siebie bliscy. A co do końca świata... To nie w taki sposób powinnaś to rozumieć, jak wciskano wam przez wieki. Po prostu powróci chwała i moc Elizjum. Pytanie, czy chciałabyś to ogłosić swojemu światowi, archeolożko? I jak wejdziesz do Elizjum, już nie wyjdziesz. Nie umrzesz, ale na zawsze pozostaniesz po drugiej stronie. A słuch, wiedza, cokolwiek, po tobie zniknie, bo wejdziesz jako żywa. Niczym Dziedziczka Wspomnień.
Patrzyła w magnetyzujący wzrok boga. W oczy przewodnika dusz, który pokazał jej tyle, jak bardzo ludzkość musi się wiele nauczyć. Nawet ceną własnego zniszczenia, aby nadeszła potężna transformacja.
– Dziedziczka Wspomnień?
– To temat na inną opowieść.
Znów zdała sobie sprawę, że jest tylko ziarenkiem piasku w namiastce ludzkości, która chciałaby coś zmienić na lepsze. Rozwinąć świat i technologię w zgodzie z naturą. Praktycznie sama i niezrozumiana.
– Wierzę w ciebie, Hermesie. Pragnę wejść do Pól Elizejskich. Nie chcę wracać tam, gdzie jest ból, cierpienie. Gdzie góruje egoizm, próżność i zachłanność. Gdzie materializm jest lepiej widziany od mądrości i współczucia. Powiedz mi tylko, kim były postacie z fresków? W szatach, maskach?
Bóg spojrzał się na nią przenikliwie. Kąciki jego ust ruszyły się niemal niezauważalnie ku górze. Podszedł do wielkiego Ołtarza Persefony. Położył dłoń na jej symbolu, a Słońce zaczęło się obracać. Ściany dookoła się zatrzęsły.
– Te postacie, to stare dusze, które stworzyły swój krąg, to Synowie Anamnezy. Reinkarnowani przez wieki. Znaleźli spokój w Elizjum, a świat o nich zapomniał. To, co starożytne, nie znaczy, że jest starym i beznadziejnym. Czy w odczuciu ludzkim, jakimś przeżytkiem. – Przy jego słowach, pojawiła się naprzeciwko nich potężna Brama.
Brama do Pól Elizejskich.
Otworzyły się na oścież. Hermes był na twarzy uradowany. Eurydyka zostawiła przy ołtarzu notatki profesora oraz swoją torbę. Wiedziała, że nie będą już jej potrzebne. Nigdy więcej. Ku jej oczom ukazały się monumentalne piękne rzeźby bogów. W tym Persefony, czy samego Hermesa. Brama za nimi się zamknęła i zniknęła. Dookoła zaczęły grać liry, w powietrzu unosił się piękny zapach kwiatów. Doszli do maleńkiej przystani, gdzie czekała łódka. Kobieta usiadła na niej, a operował wiosłem Theron. Gdy płynęli, na horyzoncie ukazał się piękny marmurowy pałac. Na brzegach rzeki siedzieli uradowani ludzie, którzy jej machali i ją pozdrawiali.
Eurydyka czuła potężny spokój. Nic nie musiała. Nie musiała gonić. Nie musiała biec w pędzie świata żyjącego materializmem i słupkami giełdowymi. Hermes się obrócił do niej, rzekł z wielką radością:
– Córko Anamnezy, witaj wreszcie w domu. Dzięki tobie, znów my żyjemy i całe Elizjum.
W tym momencie Eurydyka wyrwała się z bardzo długiego i ciężkiego snu. Była w swoim mieszkaniu, w Atenach. Obudziło ją wycie budzika. Spojrzała na stolik nocny, gdzie leżał dziennik profesora. Akurat był otwarty na stronie
