Koliberek
Potem niemal wypchnęła go z pomieszczenia. Usiadł na chodniku, zamyślił się i wpatrywał w otaczający go świat. Ludzie przechodzili obok, całkowicie go ignorując. Nawet go nie widzieli. Podszedł do przechodzącej w pobliżu pani obwieszonej biżuterią. Chciał zapytać czy nie pożyczyłaby mu czegoś, aby mógł pokazać pięknej Krystynie. I gdy otwierał już dzióbek nagle z ręki spadł jej pierścień i omal nie uderzył go w głowę. Koli przesunął się w ostatniej chwili. Kobieta odeszła, a pierścień pozostał obok. Zdziwiony podszedł do niego i zaczął go oglądać. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że przechodząca kobieta go straciła i należałoby go jej oddać. Zatem wziął pierścień w łapkę i rozglądnął się dookoła. Nie zobaczył już owej kobiety. Nie odnalazł jej w oddalających się cieniach. Dlatego zwyczajnie poleciał do Krychy. Ta przywitała go w drzwiach ciemnego pomieszczenia. Uśmiechnęła się szeroko i wyrzuciła z siebie:
- Świetnie! Jesteś naprawdę cennym nabytkiem! – Rozpromieniła się nad nim. Nie bardzo rozumiał o co jej chodzi. Przecież nie udało mu się niczego dla niej pożyczyć. Owszem, próbował, ale kobieta zamiast go zauważyć, tylko rzuciła w niego pierścieniem. Wtedy przypomniał sobie o pierścieniu. Cały czas trzymał go w łapce. Krycha zaś wpatrywała się w tą błyskotkę. W końcu powiedziała niewinnie trzepocząc rzęsami:
- To dla mnie?
- Hmm, nooo tak – Wykrztusił z siebie zupełnie zdezorientowany. Pod wpływem jej spojrzenia i słodkiego wymuszenia nie miał siły wyjaśniać, że jest inaczej. Zwyczajnie wręczył go jej. A Krycha roześmiała się szczęśliwa.
- Dobra, jesteś niezły! Pierwszy raz i od razu złoto! – Chwaliła jego znalezisko.
W kolejnych dniach sroka Krycha stała się bardziej zaborcza. Wymagała coraz to nowych prezentów, a Koliberek nie umiał jej odmówić. Sam doszedł do wniosku, że musi podkradać rzeczy ludziom, aby ją zadowolić. W ten sposób, nawet nie wiedzieć kiedy, stał się zwykłym złodziejem. Przynosił jej coraz to piękniejsze cuda, a ona dziękowała i prosiła o więcej.
Aż któregoś dnia zobaczył na ulicy płaczącą dziewczynkę. Podszedł do niej i zapytał cicho:
- Co ci się stało?
- Zgubiłam moją broszkę. To była ostatnia pamiątka po mojej mamie. – Rzekła pociągając nosem.
- Umarła?
- Nie, pewnie żyje. Chociaż w sumie nie wiem. Może i się już zapiła na śmierć. Od roku jej nie widziałam, ale pamiętam, że kiedyś mnie kochała… - Koli wzruszył się jej słowami.
- A jak wyglądała ta twoja broszka? – Zainteresował się nagle.
- Oj, taki zwykły srebrny pająk, z rubinkiem zamiast brzucha. – Odpowiedziała.
- Wiesz, poszukam go dla ciebie. Ty tu poczekaj, a ja zaraz będę i powiem ci jak mi poszło. – Po czym odleciał do dziupli Krychy. Gdy tylko tam dotarł na palcach wślizgnął się do wnętrza. I cicho niczym duch zakradł się do jej skrzyni. Było tam wszystko! Koliberek nigdy nie widział tylu skarbów w jednym miejscu. Zaczął przeszukiwać wszystko, aby tylko odnaleźć srebrnego pajączka. Nigdzie nie mógł go dostrzec. Tymczasem dały się słyszeć jakieś kroki. Ich dźwięk świadczył o tym, że ktoś się zbliża. Schował się w otwartej skrzyni, aby nie było go widać. To szła sroka z jakimś dziwnym dużym typem. Był to stary kruk, bardzo niebezpieczny typ.
- I jak tam nasz interes? – Zapytał kruk.
- Świetnie! Wprost nadspodziewanie świetnie! – Rozpływała się sroka.
- A ten nowy? Jak się sprawuje?
- Jest rewelacyjny! Codziennie przynosi mi kilka cennych prezentów! – Krycha nawet nie chciała ukrywać swej radości.
- I od razu nauczył się kraść?
- On ma to we krwi! Pierwszego dnia przyniósł mi złoty pierścień z diamentem! Po prostu cudownie! A potem był kolczyk z białego złota, srebrna zawieszka, bransoletka z ametystem… - Wyliczała dalej, a Koliberek uzmysłowił sobie, że mówiła o nim. Zamarł na chwilę, a jego serce ściął nagły lód. Nie obchodziło go, że stoją tak blisko. Postanowił znaleźć poszukiwaną broszkę i czym prędzej się stąd ulotnić. Zatem zagłębił się w skrzynię kosztowności, aby ją przeglądnąć.
