Ptak, którego nie było ( koniec mojej książki )

Autor: zibi16
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

- Pyszne…- pochwalił.

- Mnie też smakują.- Katarzyna jadła, i też o czymś myślała.

- Na razie wystarczy. – Uporał się z całością, dopił kawę, i dolał sobie nowej.

- To mówisz… - Katarzyna usiłowała poprawnie wymawiać słowa z ciastkiem w ustach – że jesteś źle wychowany?

- Zbyt kategoryczne słowa. Nie sądzę, by prawdziwe było słowo: „jesteś”- raczej: „bywam”. Ale to nic strasznego. No i, poza tym, jako samotnik nie mam komu się narazić. Nie mam kogo zgorszyć chlipiąc zupkę. Nie mam za bardzo okazji być… złodziejem. No właśnie… okazji.

- A ja? A Alfred? My się nie liczymy? – Katarzyna już zjadła ciastko. Teraz trzymała w ręku filiżankę z kawą, i wyglądała jak dama. Szkoda, że nie miała na głowie gustownego kapelusika.

- Liczycie się. Tylko… ileż ja mogę u was zgrzeszyć? Alfred nawet nie zauważy mojego upadku, a ty mi zaraz wybaczysz. Jakaż to przyjemność? Gdzie tu słodycz grzechu?

- Fakt. Grzech musi pachnieć i przyprawiać o dreszcze – powiedziała z przekonaniem, choć i z słodkim smutkiem.

- Dlatego napijmy się Kasiu. Choć wino nam nie rozwiąże problemu ani złego wychowania, ani dziwnych meandrów grzechu w życiu człowieka wierzącego i niewierzącego, to zaszczyci nasze głowy kolorową karuzelą, i rozwiąże nam języki. Może tak właśnie objawi się nam grzech? Wino… jako substytut spełnienia?- Mateusz zagmatwał ten niewinny namysł Katarzyny. I był tego świadom.

- Alkohol jako substytut spełnienia? Aż tak trzeba nisko upaść? – Katarzyna widać miała na ten temat wyrobiony pogląd.

- Zbyt poważnie bierzesz moje słowa. Kieliszek wina, a i trzy, to jeszcze nie alkoholowe miraże; to jeszcze nie przedsionek piekła. Tobie chyba się nie przydarzy, by alkohol wypierał krew z obiegu – jak pewni krytycy literatury mawiają o pewnych poetach. Możesz Katarzyno spać spokojnie jako wzór cnót i wierna córa Kościoła – kpił.

- Tak mnie widzisz? Cnotliwą, czystą, przeźroczystą, klepiącą zdrowaśki i pewnie chodzącą do spowiedzi gdy tylko ręka nieopacznie ześliźnie mi się pod grzeszną kołdrę? – pytała z uwagą w oczach.

- … Tak po prawdzie, to nie wiem kim jesteś – przyznał. – Nie posądzam cię o bigoterię, ale… czasami wypowiadasz zbyt kategoryczne sądy, więc mniemam… że jesteś… że masz tak zwany kręgosłup. Oby tylko nie był zbyt sztywny. Bo byle wietrzyk go złamie.

- O czym, do diabła mówisz? Mateuszu? Bój się Boga! –zdziwiła się. - Ja tylko nie znoszę pijaństwa. A ty wyprowadzasz z tej mojej awersji do chlania równanie matematyczne dotyczące mojego kręgosłupa?

- Zapędzasz mnie w kozi róg. To już ci się przyznam… Nadepnęłaś mi na odcisk z tym alkoholowym upadkiem. Nie ma co się oszukiwać – jestem osobą trunkową, i to mnie ubodło. – Mateusz mówił szczerze, ale nie byłby sobą, gdyby jednocześnie nie knuł wiedząc, że to przyznanie się jeszcze wykorzysta jako szabelkę w dalszej rozmowie. Choć, oczywiście, teraz jeszcze nie wiedział do czego mu się przyda. W każdym razie, takie przyznanie się, to ciekawy temat dla niego, bo liczył na reakcję jaką bądź, która da mu okazję zakpić z Katarzyny. – Jak widzisz, umiem się przyznać. A kręgosłup masz pewnie mocny.

- Wiem, że jesteś trunkowy. Już to zauważyłam. Ale nie oceniam ciebie, Mati. Pozwól mi jednak mieć swoje zdanie na temat pijaństwa, i skutków jakie ono wyrządza tak pijakowi, jak i jego rodzinie, a w końcu – społeczeństwu. A co do mojego kręgosłupa, to wolałabym byś nie kpił z niego – mówiła z przekąsem.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
zibi16
Użytkownik - zibi16

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2022-10-04 08:34:41