Repeat
Pojawiła się znowu w innym miejscu. Tym razem był to zielony skwer przy Wiśle. Nie pamiętała skąd się tutaj wzięła i nie rozumiała dlaczego na łydce ma brzydką, szarpaną ranę. Z niepokojem obejrzała swoją nogę. Czym prędzej poszła do znajdującego się w pobliżu budynku. To tutaj miała swój pokój, w którym mogła opatrzyć ranę. Nadchodził już zmierzch, gdy kończyła spożywać kolację.
Za oknem czerń połykała ziemię. Już tylko gwiazdy zdawały się walczyć z narastającym mrokiem. Dookoła tańczyły głosy przypadkowych ludzi. Jedni spieszyli się do domów, inni do szaleństwa nocy. Na balkonie, jak zwykle dwa gołębie uwiły sobie gniazdo. Teraz siedziały w nim spokojnie czekając na sen. Odrapane ściany w nijakim, pastelowym kolorze nie budziły zachwytu. Łóżko piętrowe z niestabilnym stelażem straszyło zachwianiem. Mały telewizor, niemal przy samym suficie też nie powalał swoją jakością. A jednak Natalia cieszyła się, że jest właśnie tutaj i że może ten wieczór spędzić całkiem sama. Owszem, mogła już dziś wrócić do swojego domu. Właściwie nic nie stało ku temu na przeszkodzie. Jednak tak bardzo chciała mieć wieczór tylko dla siebie, bez rodziców, koleżanek, rozmów. Dlatego, gdy niemal wszyscy wyjechali już do domu, ona postanowiła pozostać na jeszcze jeden dzień. Nigdy nie lubiła tłumów, więc taki stan rzeczy bardzo jej odpowiadał. Ponadto liczyła też na spokojniejszy powrót w czasie święta, bo przecież większość studentów do domów powróci dzień wcześniej. Szczęśliwa, że ma taki błogi spokój włączyła mały telewizorek z okrągłym kineskopem i oglądnęła „Bogowie muszą być szaleni”. Ta komedia tak bardzo ją rozbawiła, że kilka razy aż popłakała się ze śmiechu. Potem zasnęła.
Ranek w mieście nigdy nie jest zupełnie cichy i niezauważalny. Tu nie tylko ptaki zrywają się o świecie, ale też tramwaje, autobusy, uliczny gwar. Słońce jasno i wyraźnie już świeciło, gdy Natalia otworzyła swe oczy. Nie chciała tego dnia tracić na słodkie lenistwo, więc czym prędzej zwlokła się z łóżka. Po szybkiej toalecie i śniadaniu była już gotowa aby wyjść. Spakowany plecak czekał już pod drzwiami. Jeszcze tylko pokroiła stary chleb na drobne kawałeczki i już zamykała swój pokój. Zbiegła po schodach i nagle usłyszała grającą muzykę. Uchyliła drzwi do świetlicy. Za fortepianem siedział Jacek i wczuwał się w swoją melodię. Zasłuchała się chwilę w te piękne dźwięki, by zaraz potem pomachać mu na pożegnanie i wybiec wreszcie z akademika. Mogła od razu iść na tramwaj, ale miała przecież chleb dla łabędzi. Wybrała spacer przez Bulwary Wiślane. Gdy karmiła ptactwo zrobiło się niemal biało od nich. Lubiła ten widok. Niby to tylko ptaki, niby nie robią nic nadzwyczajnego. A jednak już sam fakt, że są, że uświetniają wody swoją obecnością, wzbudzał jej radość.
A potem spokojnie ruszyła na dworzec, bo jednak zamierzała dziś wrócić do domu. Gdy tylko doszła na miejsce zobaczyła odjeżdżający autobus.
„No trudno. Będzie kolejny.” – Pocieszyła się w myślach. Po chwili następny, odpowiedni dla niej autobus podjechał na stanowisko. Ludzi było strasznie dużo. Nie tego się spodziewała, ale postanowiła mimo to jakoś się wepchać. Zresztą stała tuż obok drzwi, więc szanse miała całkiem realne. Słońce coraz mocniej zaczynało dokazywać. Jej cienki sweterek nagle zaczął być niewygodny i zbyt ciepły. Chciała czym prędzej usiąść i odpocząć w środku pojazdu. I gdy już się cieszyła tą perspektywą, kierowca ruszył i przestawił autobus. Teraz stała na końcu, a nie pod drzwiami i otaczał ją tłum, równie zdeterminowanych ludzi. Mimo to próbowała i tak wsiąść. Jednak jej starania na nic się zdały. Mocno rozżalona poczekała na kolejny autobus. Tym razem stanęła jeszcze bliżej drzwi. I znowu miała nadzieję na sukces.
- Cześć, też chcesz wejść do autobusu? – Ktoś nagle wyrwał ją z zamyślenia. To była dziewczyna, w śmiesznych, ogromnych, przeciwsłonecznych okularach. Jej jasne włosy związane były w kitkę, a usta roześmiane.
- Pewnie, że tak. – Odparła Natalia, również uśmiechając się do niej. Obok niej stał też wesoły chłopak, który najwyraźniej też czekał na otwarcie drzwi. Wyglądali jakby byli razem, więc Natalia nie wnikała, czy są parą, czy też rodzeństwem.
- Jak chcecie mogę wam kupić bilety. Wejdę pierwsza, a wy już powiecie, że jesteście z biletami, to też was wpuszczą. – Odezwała się dziewczyna. Zarówno chłopak, jak i Natalia przyklasnęli skwapliwie temu pomysłowi. Wysupłali ze swych portfeli odpowiednie sumy pieniędzy i zaczekali co się będzie dalej dziać. Po wejściu pasażerów z biletami do drzwi autobusu wdarła się nowo poznana dziewczyna. Kupiła trzy bilety, zawołała do nich:
- Chodźcie! – I ruszyła w głąb pojazdu. Natalia szła zaraz za nią, a dalej kroczył jej nowy kolega. Kiedy nowo zapoznana dziewczyna usiadła w przedostatnim rzędzie zauważyła, że tylko dwa miejsca są wolne, to obok niej i za nią. Miała ochotę usiąść obok tej sympatycznej dziewczyny, ale domyśliła się, że ta wolałaby raczej towarzystwo swojego chłopaka. Dlatego też usiadła za nią.
Skwar coraz bardziej dawał o sobie znać. Natalia nie chciała siedzieć w takim piekarniku przez kolejne dwie godziny. Dlatego od razu pomyślała o otwarciu okna dachowego. Czym prędzej wstała i z całych sił szarpnęła za jego uchwyt. Okno rozwarło się z głośnym trzaskiem. Przerażona, ale też rozbawiona tą sytuacją momentalnie usiadła na swoim miejscu. Wtedy spojrzała na siedzącego obok niej chłopaka. Też się uśmiechnął gdy zrobiła hałas.
- Co ty robisz temu niewinnemu pasażerowi? – Zapytała jej koleżanka siedząca przed nią.
- Nic. – Odparła tylko i znowu się roześmiała. Jeszcze raz spojrzała na niego. A on znów się uśmiechnął. A uśmiech miał bardzo ładny. Zresztą duże, brązowe oczy również. Był dość szczupły, ale nie chudy. Jego cera była nieco ciemniejsza od jej, a włosy o wiele bardziej ciemne, wręcz czarne. Fryzurę miał dość krótką, ale nie na tyle, by nie dało się zauważyć równego przedziałka. Na pozór wyglądał zwyczajnie, a jednak miał w sobie coś przyciągającego uwagę. Zwykle nie wpatrywała się w otaczających ją ludzi, więc czym prędzej odwróciła wzrok. Wtedy odezwała się dziewczyna siedząca przed nią:
- To może teraz się zapoznamy, ja jestem Ania. – Odezwała się sympatyczna nieznajoma i podała swoją dłoń siedzącemu obok niej chłopakowi.
- A ja Marcin, miło mi cię poznać. – Odezwał się jej kolega. Natalii mentalnie opadła szczęka. To ona nie siadła przy niej, żeby nie zabierać miejsca jej chłopakowi, a teraz się okazuje, ze to wcale nie był jej chłopak, że nawet go nie znała.
- Natalia. – Odparła podając obojgu dłoń. A potem, zupełnie nie zastanawiając się nad tym wyciągnęła dłoń w kierunku siedzącego obok niej chłopaka i również wymówiła swoje imię.
