Wiele wymiarów jasełek

Autor: lifeonmars
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

PATRYCJA
Już zjedzenie zeszłorocznych pierniczków byłoby lepsze od tego, co wymyślił ten cały Filipek. Marketingowiec od siedmiu boleści. Już ten głupkowaty uśmieszek zadowolenia z samego siebie powinien dać mi do myślenia i kazać spieprzać z tego arcyważnego – bo przecież zwołanego w trybie arcypilnym – zebrania. Wzdychałam raz za razem, pocierałam skronie, chcąc odgonić nieistniejący ból głowy. I w dodatku... dlaczego reszta zdaje się nie przejmować całą akcją i tak po prostu pracuje?
Wyłowiłam wzrokiem siedzącego najbliżej siebie grafika.
– Radzio, ej – krzyknęłam służbowym szeptem.
– No? – Chłopak już prawie na mnie patrzył, nie mogąc jednak oderwać wzroku od jakiegoś (zapewne arcyważnego, jak wszystko w naszej redakcji) projektu.
– Nie mierzi cię to wszystko? – spytałam, gestem wskazując redakcję, czyli owe „wszystko”.
– Ale co?
Serio?! Kurczę: serio??
Machnęłam ręką na kolegę i myślami wróciłam do zebrania.
– Drodzy. – Rozpoczął dyrektor Konieczko. – Filip po raz kolejny okazał się być niezastąpiony w swoim fachu.
Kątem oka widziałam siedzącego obok niego marketingowca, który z ledwością mógł usiedzieć na szanownych czterech literach, a gdy wreszcie dyrektor udzielił mu głosu, wystrzelił w górę jak z procy.
– Jak już pan dyrektor raczył wspomnieć, projekt dotyczy promocji naszego najnowszego dzieła „Wiele wymiarów jasełek”. Uznałem, że nic nie pomoże w sprzedaży tak, jak idący z góry przykład.
– Dokładnie! – Przyklasnął rozanielony (i to jeszcze przed jasełkami) dyro. – Także, moi drodzy: wystawiamy jasełka!
Jęknęłam.
Czy oni naprawdę myślą, że nie mam co robić? W grudniu, przed najbardziej komercyjnym czasem w roku?
– Chyba nie sądzicie, że przykryta prześcieradłem będę śpiewać do lalki „Lulajże, Jezuniu”? – wypaliłam, patrząc na Filipa i dyrektora mogącym zabijać wzrokiem.
– Oh, nie, nie! – odparł szybko dyrektor. – Patrysiu, ty będziesz wszystko koordynować. Z Łukaszem.
– Słucham? – Moje brwi uniosły się znacznie wyżej, niż pozwalały na to prawa fizyki.
Spojrzałam na Łukasza, który patrzył na mnie tak samo zagubionym wzrokiem, jak ja na niego.

 

ŁUKASZ
– Ty masz pomysły, które fajnie umiesz przenieść na światło dzienne, a Łukasz rewelacyjnie sprawdzi się jako strażak gaszący pożary, które po sobie zostawisz. No i przypilnuje, żeby wszystko odbyło się w tym dniu, w którym powinno. – Dyrektor zaśmiał się ze swojego żartu.
Jako jedyny.
– Panie dyrektorze, przepraszam, ale... – odchrząknąłem. – Czy jest pan pewny, że to dobry pomysł?
Uważam całe te jasełka za absurd, ton mojego głosu i mina na pewno dosadnie to wyrażały. To się nie uda. Brak logicznego planu, mało czasu, nadpobudliwa dziewczyna za wspólniczkę... Nie mam nic do Patrycji, broń Boże. Nasze drogi w wydawnictwie nie przecinają się zbyt często. Właściwie nasza znajomość ogranicza się do kilku słów o pogodzie wymienionych przy
ekspresie do kawy.
– Nie martw się – „uspokoił” mnie dyrektor. – Filip o wszystko się już postarał. Filipie, wyjaśnisz?
– Pierwszy występ będzie w szkole przy Okrzei, drugi na jarmarku świątecznym, a trzeci w Świętej Magdalenie, proboszcz Borysiak był wniebowzięty, że zdejmiemy z jego barków przygotowanie jasełek.
Kolega mówił, a ja czułem, jak krew w moich żyłach zaczyna krzepnąć.
– A o naszych barkach pomyślałeś choć przez chwilę? – wypalił Sebastian, magazynier, który – co jak co – ale wysyłek przed świętami miał po kokardę.
Dyrektor nie dał się jednak przekonać żadnym logicznym tłumaczeniom. Nic dziwnego, w końcu jakoś musiał wypchnąć z wydawnictwa książkę żony brata jego żony, która – ku wielkiemu zdumieniu dyrektora i jego rodziny – nie okazała się sprzedażowym hitem. Wręcz przeciwnie – nawet jeśli jakaś księgarnia „przez przypadek” wpisała „Wiele wymiarów jasełek” w swoim zamówieniu, w okamgnieniu odsyłała je z powrotem.
Od kilkunastu minut patrzyłem na jedną i tę samą stronę powieści, a przecinki, które w normalnych okolicznościach nie miały przede mną tajemnic, teraz stawały okoniem.
– Hejka, Łukasz. – Z użalania się nad własnym losem wyrwał mnie głos Patrycji, która stała teraz przed moim biurkiem. – Jedziemy z tymi jasełkami, co?

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
lifeonmars
Użytkownik - lifeonmars

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-01-24 00:04:43