Wiele wymiarów jasełek
PATRYCJA
– Ty chyba nie mówisz poważnie? Przecież tego nie da się zrobić – rzucił Łukasz, lustrując mnie przy tym dokładnie. Nie jestem znawczynią ludzkiej mowy ciała, ale jego zachowanie mówiło do mnie wyraźnie: „jesteś stuknięta”.
Wzruszyłam ramionami. On jeszcze nie wie, że słowa „nie da się” działają na mnie jak płachta na byka.
– Przejrzałam Pinterest, zapisałam trochę pomysłów na dekoracje. Niestety scenariusze jasełek zawarte w naszej książce nie nadają się do niczego, ale jeśli połączymy czwarty, dziewiąty i zakończenie drugiego, powinna wyjść całkiem fajna hybryda – mówiłam, niezrażona jego irytacją, która wyraźnie rosła. – Proponuję coś w stylu musicalu. Kolędy to chyba sobie odpuścimy, co? Ale może „Last Christmas” będzie ok? Może Radek i Lucyna by zaśpiewali,
jak myślisz?
– Patrycja, stop! Myślisz, że ja mam czas na jakieś durne jasełka? Ten plik – powiedział, wskazując palcem swój monitor – powinien już dawno być w składzie, ja tymczasem jestem w czarnej dupie. Wiem, że twoim zdaniem to durne przecinki, na które nikt nie zwraca uwagi, ale to za to mi tu płacą, nie za jakieś świąteczne kabarety.
Uśmiechnęłam się cierpko.
– Cieszę się, że Konieczko przydzielił mi za wspólnika kogoś, kto się zna na przecinkach. Na pewno dopilnujesz, by Herod nie miał błędów w dialogach.
Rzuciłam Łukaszowi stos zadrukowanych kartek i odeszłam w swoją stronę.
ŁUKASZ
W pierwszym odruchu zerknąłem na projekty, które zasłały mi niemal całe biurko i prawie zacząłem szukać kwestii Heroda, by faktycznie sprawdzić te przecinki. Parsknąłem cicho, gdy zdałem sobie z tego sprawę.
Piłem zimną kawę i dochodziła do mnie świadomość, że huraganu Patrycja nie da się tak po prostu przeczekać w schronie ani przy biurku. Chcąc nie chcąc, przejechałem wzrokiem po wydrukowanym Pintereście.
– To nie są jasełka – powiedziałem, opierając się o biurko Patrycji.
– A my nie jesteśmy reżyserami, ale jednak będziemy musieli się wczuć. – Odchyliła się na krześle i splotła ręce na piersi.
– Patrycja – westchnąłem ciężko. – Czy ty naprawdę uważasz, że to może się udać?
– Oczywiście – powiedziała. A ja wyraźnie poczułem, że ona nie ma na to kompletnie żadnego planu.
– W trzy tygodnie? – spytałem, unosząc brwi w geście zwątpienia. Bo wątpiłem w to całym sobą.
– Jasne.
Ona chyba naprawdę nie stała na ziemi, tylko lewitowała gdzieś w jakichś oparach zaginających rzeczywistość. Albo coś. Kto normalny cieszyłby się z konieczności robienia przedstawienia w pracy, z bandą marud zamiast aktorów i to jeszcze bezpłatnie? Bo nie przypuszczam, by Konieczko w swej hojności rzucić premią w reżyserów wymyślonej przez Filipa farsy.
– Zamknij oczy. – Podekscytowany głos Patrycji wyrwał mnie z prób wymiksowania się z tego wszystkiego. – Zamknij oczy i daj rękę, coś ci pokażę.
Wbrew sobie zrobiłem, o co prosiła. Starałem się nie myśleć o tym, że zapewne Radek przeniósł swój zmęczony wzrok z monitora i patrzy teraz na mnie, szurającego nogami po starym dywanie. Pocieszył mnie fakt, że on na co dzień dzieli z Patrycją biuro, więc pewnie zna jej
nieobliczalność i może nie dziwi się tak jak ja.
– Już – szepnęła dziewczyna, a gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem śnieg, nieśmiało padający za oknem.
Pierwszy śnieg tej jesieniozimy. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
– Widzisz, nawet magiczną atmosferę już mamy. – Przekonywała mnie.
Może ma rację? Może w tym szaleństwie jest jakaś metoda?
– Dobra, wygrałaś – skapitulowałem, podnosząc ręce w geście poddania.
