Wiele wymiarów jasełek

Autor: lifeonmars
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

 


PATRYCJA
– Dzień dobry, mili państwo, czy wszyscy gotowi na podbój Hollywood? – krzyknęłam, wchodząc do sali konferencyjnej, która miała pełnić funkcję naszej sali prób.
– Chyba Broadway – mruknął mój współreżyser, nie podnosząc nawet głowy znad tego swojego brulionu.

Dlaczego on jest korektorem? Skrybą jakimś powinien był zostać. Postanowiłam puścić jego uwagę mimo uszu, choć wiedziałam, że ma rację. Jednak nie planowałam mu jej przyznać.
– A gdzie nasz Herod i pastuszek w jednym? – spytałam, pobieżnie przeliczając moich aktorów.
– Seba powiedział, że, cytuję: „pieprzę ten cyrk, mam robotę” – doniosła z życzliwością Anita z księgowości.
Kątem oka zauważyłam krzywy uśmiech na twarzy Łukasza. Ten to ma wyczucie.
– W porządku, zrobimy próbę sami. Z Sebastianem poćwiczę później. Na osobności. – Mrugnęłam do Anity.
– Też nie narzekam na nadmiar wolnego czasu, więc może zacznijmy wreszcie, co? – Nieśmiało wychylił się Filip. Nadal bał się odzywać więcej, niż było to konieczne.
Widziałam, jak wszyscy moi współpracownicy skręcali się, żeby powiedzieć mu, że w sumie to sam pozbawił się wszelkiego wolnego czasu, ale postanowili sobie to darować.
– Dobra, róbmy tę próbę. Ale chcę zobaczyć w was entuzjazm, bo na razie wyglądacie jakbyśmy mieli „Titanica” wystawiać, a nie jasełka.
– Trudno o entuzjazm, gdy nie ma się planu. – Łukasz wzruszył ramionami.
– Ja mam plan. – Spojrzałam na niego najgroźniej, jak umiałam. – Mój plan to improwizacja. A ty pisz sobie te swoje tabelki, jeśli ma ci to pomóc.
Odwróciłam się do niego plecami i zarządziłam tonem, który ewidentnie mówił, że żarty się skończyły:
– Zaczynamy. Zastępuję Sebę, reszta czyta swoje kwestie. Radek, fajnie, jakbyś był takim Józefem na luzie, okej? Może byś coś zarapował na przykład?
Ludzie spojrzeli na mnie wzrokiem, który wyraźnie domagał się dodania słowa „żartowałam”. Gdy nic takiego nie nastąpiło, Radek parsknął śmiechem.
– Patka, ja wiem, że z ciebie jest kreatywna dusza, ale za bardzo cię ponosi. Zresztą w ramach ciekawostki powiem ci, że Święty Józef raczej małomówny podobno był. A ty tu elaborat wypisałaś.
– Ja? Przecież to scenariusz z książki, do której osobiście grafikę robiłeś. Chcesz się kłócić ze szwagierką Konieczki? – rzuciłam zaczepnie.
– Od kiedy ty tak wszystko dosłownie do siebie bierzesz, co?
– Czytajmy to, proszę – westchnęłam po prostu, puszczając jego uwagę mimo uszu.
Szybko okazało się, że moi współpracownicy nie grzeszą talentem aktorskim. I niby rozsądek wręcz krzyczał, że przecież nie mam prawa mieć do nich pretensji, bo zostali w to wrobieni tak samo jak ja, jednak mój entuzjazm zaczął przeradzać się powoli w kompletny chaos zagnieżdżający się w mojej głowie. Radek ciął do minimum swoją rolę i głos Świętego Józefa, Lucyna stanowczo odmówiła śpiewania solo, Filip czytał jak uczeń piątej klasy… Mój wybuch był bliski i nieuchronny. Jak petarda odpalona w zamkniętym pokoju.
– Idźcie wszyscy do pracy. Patrycja, zarządzam naradę reżyserów – zadecydował Łukasz.
Na pewno musiał zobaczyć na mojej twarzy megawdzięczność, którą dzięki niemu poczułam.

 

ŁUKASZ
– Patrycja, ja wiem, że od kreatywnego planowania jesteś ty, a ja mam pilnować Excela i kalendarza, ale może zróbmy eksperyment – zacząłem.
Uśmiechnęła się niepewnie. Raczej spodziewałaby się po mnie dobicia jej pomysłów, zamiast wsparcia.
– Co proponujesz? – spytała ugodowo.
Widziałem na jej twarzy zagubienie. Nie ukrywam, zaskoczyło mnie to, jak szybko zmienia się jej nastrój, jak w dosłownie dwie minuty z osoby przebojowej staje się pokorną dziewczynką czekającą na ratunek. Zupełnie jakby ktoś spuścił z niej powietrze. Naprawdę zrobiło mi się jej żal.
– Najpierw herbatę. Ja zrobię, a ty zerknij do moich hiperpoukładanych notatek. Gdy wrócę, porozmawiamy na spokojnie.
Nie odezwała się, pokiwała tylko głową i opuściła wzrok na mój zeszyt. Przez ułamek sekundy chciałem poklepać ją po ramieniu, ale dałem sobie spokój.
Wydawniczy czajnik jak zwykle był zakamieniony. W dodatku gotował wodę tak długo, że zdążyłem się zniecierpliwić. Gdy wreszcie wróciłem do sali konferencyjnej, Patrycja była zajęta rysowaniem szlaczków wśród moich misternych notatek. Przygryzłem wargę, by dać sobie moment na uspokojenie. W przeciwnym razie wyraziłbym głośno swoje niezadowolenie, a to tylko pogorszyłoby sytuację.
– Mam nadzieję, że lubisz zimową herbatę? – spytałem tylko, stawiając przed nią kubek.
– Pachnie zachęcająco. – Odetchnęła głęboko, zamykając przy tym oczy.
W milczeniu patrzyłem, jak delektuje się najpierw aromatem goździków, kardamonu, a nawet pomarańczy i cytryny, które ktoś zostawił w lodówce, a następnie smakiem rooibosa. Kiedy ostatnio miałem okazję, by zrobić komuś herbatę? Zbyt dawno.
– Wrócimy do pracy? – Patrycja przywołała mnie do rzeczywistości.
– Tak, tak – rzuciłem i zamrugałem kilka razy, by zebrać myśli. – Proponuję, zamiast jasełek od zwiastowania do narodzenia, krótkie gagi, przerywane kolędami czy tam świątecznymi piosenkami. Wtedy miałabyś pole do zabawy, a ja bym sobie dalej pisał. – Wskazałem brodą na notatnik.
– Ludzie nie musieliby aż tak bardzo odrywać się od pracy, by zapamiętać i ćwiczyć role – podchwyciła Patka, która zdawała się właśnie odzyskiwać rezon. – Moglibyśmy wyłowić ze scenariuszy krótkie scenki, na przykład dwu, trzyosobowe. Jesteś genialny.
Uśmiechałem się na widok radości, którą sprawił jej mój pomysł. Ale fakt – byłem z siebie dumny.
– Wiesz, że gdyby to zależało tylko od ciebie, wszyscy by uciekli?
– To miał być komplement? – Dziewczyna żartobliwie szturchnęła mnie łokciem, przepychając się do drzwi.
– Taki z przecinkiem. – Uśmiechnąłem się i puściłem Patrycję przodem, byśmy mogli wrócić do sali tortur. Znaczy… prób.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
lifeonmars
Użytkownik - lifeonmars

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-01-24 00:04:43