Wiele wymiarów jasełek

Autor: lifeonmars
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

 


ŁUKASZ
– Wracamy? – zapytałem, gdy śnieg zaczął padać na tyle, że zagrażał już dzierżonej przeze mnie gwieździe.
Patrycja kiwnęła głową i zgodnie ruszyliśmy w stronę wydawnictwa. Cieszyłem się, że rozbawiony tłum jarmarkowiczów był zbyt duży i głośny, byśmy mogli swobodnie rozmawiać.
Byłem na to zbyt zmęczony i rozproszony, a i Patrycja wyglądała na przebodźcowaną.
– Dziewczyno, nigdy więcej takich atrakcji. To nie jest miejsce dla ludzi w moim wieku. W twoim zresztą też – zażartowałem, gdy świąteczny rynek wypluł nas wreszcie na „zwykłą” ulicę.
– Łaskawie udam, że tego nie słyszałam.
– Nie wydaje ci się, że kupiliśmy zbyt dużo bibelotów? – Zmieniłem temat, zerkając na trzy wyładowane torby, które niosła Pati i tę słynną gwiazdę, bezradnie tkwiącą w moich rękach.
– Pewnie tak. Ale nie martw się, w tym szaleństwie jest metoda.
– Czyli znowu nie masz planu?
– Mam! – Zaśmiała się. – Tylko jeszcze go nie znam.
Na chodniku przed wydawnictwem otrzepaliśmy śnieg z butów i czapek i w kolorowym korowodzie wmaszerowaliśmy do ciepłego wnętrza. Zamknęliśmy na dworze zapach zimy, a do naszych nozdrzy dobiegł teraz aromat kawy, na którą od razu nabrałem ochoty.
– O, Łukasz, jesteś jeszcze, dobrze, że cię widzę – zawołała Ela, wybiegając zza recepcyjnej lady. – Paczka do ciebie. Sądząc po zapachu, to coś smacznego.
– Kto zostawił? – spytałem. Nie czekałem na żadną przesyłkę.
– Ta twoja znajoma, krótko obcięta blondynka, wysoka.
Zmieszany skinąłem głową. Marlena, mogłem się domyślić.
– Dzięki, Elu. – Skinąłem głową.
Chciałem zanieść paczuszkę do siebie, a ozdoby do sali konferencyjnej, ale nijak nie mogłem zabrać wszystkiego naraz. Wszystko przez tę głupią gwiazdę.
– Pomogę ci – zaproponowała milcząca dotąd Patrycja i wyjęła z moich rąk przesyłkę od Marleny.
Zanim zebrałem z podłogi wszystkie torby i dotarłem do mojego biura, Pati już stamtąd wyszła. Na moim biurku stała jednak paczuszka. Poszedłem do sali konferencyjnej, lecz tam także jej nie było. Znalazłem ją dopiero przy aneksie kuchennym. Stała przy ekspresie, tyłem do wyjścia.
W jej postawie było coś niepokojącego.
– Patrycja, wszystko okej? – spytałem, delikatnie dotykając jej ramienia.
Wyraźnie się tego nie spodziewała, bo wzdrygnęła się przestraszona.
– Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. – Wycofałem się.
– Nic się nie stało, wszystko jest dobrze – powiedziała, ale w jej głosie brzmiało coś… jakby drewnianego.
– Zostajesz po godzinach? – Skinąłem głową na strużkę kawy, która sączyła się do czerwonego kubka.
– Nie, wychodzę. Ale wezmę kawę do termosu, chcę jeszcze iść na spacer. Na dworze najlepiej mi się myśli, a przecież muszę na jutro ułożyć nowe dialogi do przedstawienia.
– Pójdę z tobą, razem szybciej wymyślimy plan. To znaczy ty wymyślisz plan, a ja go spróbuję zrealizować – paplałem.
– Dzięki, Łukasz, ale chcę iść sama.
Patrzyłem na odchodzącą koleżankę i zastanawiałem się, czy zauważyła moje zmieszanie paczką od Marleny. Oczywiście, że zauważyła. Bo Patrycja widzi wszystko, nawet to, czego nikt nie mówi na głos.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
lifeonmars
Użytkownik - lifeonmars

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-01-24 00:04:43