Wiele wymiarów jasełek

Autor: lifeonmars
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Obudziłam się, gdy Anita przykrywała mnie swoim długim swetrem.
– Nie przeszkadzaj sobie, przełożymy próbę na później – szepnęła rozbawiona. Tłum stojących za nią aktorów zawtórował jej, ukradkiem podśmiewając się ze mnie.
– Bawcie się dobrze. Wiedzcie jednak, że odsypiam właśnie poświęcenie dla was. – Ich śmiech udzielił się i mnie.
Ukryłam twarz w dłoniach, próbując wrócić do rzeczywistości.
– Patka, przyśniły ci się chociaż, no wiesz, jakieś… sceny, coś mocniejszego niż nasze jasełka?
– Radek zarechotał, niezwykle dumny ze swojego żartu.
– Niestety przyśniłeś mi się tylko ty, grałeś w tych scenach osła. – Zamachnęłam się i rzuciłam w niego plastikową bombką.
Oczywiście, że Radzio się uchylił i bombka trafiła nie w kogo innego jak w Łukasza, wchodzącego właśnie do sali konferencyjnej. O, zgrozo! Zupełnie jak w jakiejś durnej komedii romantycznej. Byłam pewna, że moja twarz płonie jaskraworóżowym rumieńcem.
– Zaczęliście ubierać choinkę? – spytał, podnosząc bombkę z podłogi.
Odchrząknęłam.
– Gdybyś przyszedł na czas, wiedziałbyś, co się dzieje – burknęłam, ledwo na niego zerkając.
– Dla twojej wiadomości, rozdałam wszystkim role, właśnie zaczynamy próbę.
Naprawdę nie musiał wiedzieć, że moja niezapowiedziana drzemka też opóźniła rozpoczęcie ćwiczeń. Bez słowa podałam mu scenariusz.
– Dobra, ekipo! – Klasnęłam w dłonie, próbując skupić się na tym, co tu i teraz. – Zacznijmy wreszcie. Lucyna, Filip, jedziecie ze zwiastowaniem. Później Radek i znowu wy.
Zdumiona rozejrzałam się po sali, w której w momencie zrobiło się cicho. A później Lucyna zaczęła czytać:
– Halo, tu obsługa klienta, z tej strony Maryja. W czym mogę pomóc?
– Dzień dobry, z tej strony archanioł Gabriel – powiedział Filip, a ja zastanawiałam się, jak udaje mu się zachować powagę. – Mam dla pani ważną wiadomość. Została pani wybrana i zostanie pani mamą Syna Bożego!
– Niech tak się stanie – potaknęła „Maryja”. – Proszę jednak o maila z potwierdzeniem, bo mi kierownik nie uwierzy.
Rozejrzałam się po sali. Moi aktorzy byli wyraźnie rozbawieni, uśmiechali się do siebie nawzajem. Widziałam dużo więcej entuzjazmu niż do poprzedniej wersji. Musiałam jeszcze znaleźć sposób na połączenie mojego scenariusza ze scenariuszami z naszego literackiego dzieła albo wytłumaczenie dyrektorowi, dlaczego tamte się nie nadają. Ale zrobię to. Jeśli nie z Łukaszem, to sama.

 

ŁUKASZ
Byłem gotów dać konia z rzędem temu, kto mi powie, o co chodziło Patrycji, gdy tak po prostu zostawiła mnie przy ekspresie. Skąd miałbym wiedzieć, co dzieje się w tej jej głowie? Tam przecież był osobny wszechświat!
– Patrycja! – krzyknąłem i złapałem ją za rękę, gdy wraz ze wszystkimi wychodziła po skończonej próbie.
Delikatnie, ale stanowczo wysunęła dłoń z mojego uścisku i spojrzała na mnie spanikowana.
– Zarządzam naradę i nie przyjmuję sprzeciwu.
– Teraz? Muszę iść do pracy. Wiesz, śmieszne rolki o świętach same się nie zmontują.
– Teraz. – Nie zamierzałem odpuścić.
Niemalże wepchnąłem Patrycję z powrotem do środka.
– Łukasz, zwariowałeś? – oburzyła się.
– Być może trochę tak. Ale czas, byś mi wyjaśniła, co takiego ci zrobiłem.
Pati była pod ścianą – dosłownie. Stałem naprzeciwko niej na odległość ramion i nie odrywałem oczu od jej twarzy. Widziałem, że stara się uciec wzrokiem w bok.
– Nie za bardzo lubię być piątym kołem u wozu, wiesz? – zaczęła, niepewnie przygryzając wargę. – A skoro kogoś masz, to muszę się wycofać.
Nic z tego nie rozumiałem.
– Ja kogoś mam? – Zmarszczyłem brwi.
– Przyniosła ci ciasto…
– Ciasto? Marlena! Nie, Pati, no coś ty, nie – miotałem się, nie mogąc znaleźć słów, które chciałem użyć.
– Zwykłe koleżanki nie przynoszą zwykłym kolegom domowych wypieków do pracy. I to jeszcze z namalowanym serduszkiem.
No tak, musiała zauważyć to cholerne serduszko…
– Marlena to moja szwagierka.
– Szwagierka? Jeszcze lepiej. Twoja żona wie? – zapytała z niedowierzaniem.
Nerwowo podrapałem się po karku. Patrycja nie miała prawa wiedzieć, pracowała w wydawnictwie zbyt krótko.
– Jeśli wyznajesz wartości chrześcijańskie, to pewnie wierzysz, że Sylwia wie. – Zdałem sobie sprawę, że nie brzmiało to zbyt jasno, dlatego nie zdziwiło mnie spojrzenie Patki. – Moja żona zginęła w wypadku, trzy lata temu. Jej siostra, Marlena, dokarmia mnie od czasu do czasu. Tyle. – Wzruszyłem ramionami i czekałem na reakcję koleżanki.
Byłem przyzwyczajony do słów „przykro mi”, „musi być ci ciężko” czy „czas leczy rany”. Przyzwyczaiłem się też do ciszy, bo nie jest łatwo powiedzieć coś mądrego gdy słyszy się o śmierci zdrowej dwudziestokilkulatki. Ale nie przywykłem do tego, że ktoś, kto nigdy wcześniej nie słyszał o Sylwii, rozpłakał się. A to właśnie zrobiła Patrycja. Poczułem się w obowiązku ją przytulić. Przez chwilę wahała się, po czym wtuliła się mocno w moje ramiona i rozszlochała na dobre.
– Przepraszam cię – wyszeptała do mojej klatki piersiowej.
– Nie przepraszaj – powiedziałem machinalnie.
– Muszę. Ja potrafię wczuć się w sytuację innej osoby, ale nie potrafię pocieszać. Więc przepraszam, że nie potrafię cię pocieszyć po tak ogromnej stracie, a ty znowu musisz pocieszać mnie.
Kiedy to się stało, że Pati zaczęła zajmować tyle miejsca w mojej głowie? Nie chodziło o to, że na moim biurku była teraz część jej chaosu, w postaci notatek, brokatów i kubków po jej kawie. Ona była… wszędzie.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
lifeonmars
Użytkownik - lifeonmars

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-01-24 00:04:43