Wiele wymiarów jasełek

Autor: lifeonmars
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

 

PATRYCJA
Zanim się zorientowałam, siedzieliśmy razem na podłodze w sali prób, wśród bibuły, cekinów i kartonów z ozdobami. Jak dzieciaki w podstawówce, a nie sceptyczny korektor i rozchwiana emocjonalnie specjalistka od chaosu.
Wokół nas roztaczał się piękny aromat kakao z cynamonem, które wspaniałomyślnie przygotował Łukasz. Wycinałam gwiazdki z tektury, ale nawet na tym najprostszym zadaniu nie mogłam się skupić. Siorbnęłam kakao, wciąż myśląc o Łukaszu i jego żonie. Trudno było mi przejść do porządku dziennego po takiej wiadomości.
– Może wystarczy już tych gwiazdek? – Uśmiechnął się i wskazał brodą stertę, która przede mną urosła.
– Oj tam, gwiazdek nigdy dość. – Odwzajemniłam jego ciepły uśmiech. – Podasz brokat? Zaraz je ozłocimy.
– Pod jednym warunkiem: że przestaniesz już mnie tak żałować i znowu będziemy normalnie rozmawiać.
Zawahałam się, ale on miał rację. Krok w tył do niczego nas nie doprowadzi. Skinęłam tylko głową. I znowu cisza między nami przestała być krępująca.
– Znowu pada śnieg! – pisnęła wbiegająca do sali Lucyna. – Czy nie uważacie, że to świetna pora na kolejną próbę?
Była tak podekscytowana, że nie uraczyła nas żadną kąśliwą uwagą na temat naszego wspólnego siedzenia na podłodze. Pstryknęła włącznik lampek, które wczoraj rozwiesiła wspólnie z Radkiem. Włączyła radio, a następnie w rytm sączącej się z głośnika „Let It Snow”
pobiegła po Radka i Filipa, z którymi miała grać w scenie wynajmu stajenki.
– I to by było tyle z naszego spokoju. – Łukasz wzruszył ramionami.
– Dzień dobry, szukam pokoju, żona jest w zaawansowanej ciąży – tłumaczył przejęty „Józef” Radek.
– Panie, bez szans. – Filip pokręcił głową. – Wszystko wynajęte, nawet te ze wspólnymi łazienkami. Wycieczka z Egiptu przyjechała, wie pan. Została tylko stajnia.
– Bierzemy.
– Ale wie pan, tam nie ma Wi-Fi.
– Dobra, bierzemy. – Radzio był nieugięty.
– I zwierzęta…
– My psiolubni, więc w sumie dobrze.
– A ma pan gotówkę? Bo terminal padł… – Gospodarz Filip zakłopotany podrapał się po karku.
– I w takim stylu, proszę państwa, sprzedamy wszystkie egzemplarze „Wielu wymiarów jasełek”! Brawa dla was, moi zdolni aktorzy. – Zaczęłam klaskać z entuzjazmem.
– Chciałaś powiedzie: nasi aktorzy. – Łukasz mrugnął do mnie. – I brawa dla pani scenarzystki, która tak pięknie to wymyśliła.
– Kwiaty i prezenty przyjmuję po premierze. A teraz przyślijcie mi tu tych pastuszków i anioła.
– Seba! Elka! Anita! – Dobiegł nas głos Lucynki, która biegała po wydawnictwie, nawołując kolejnych aktorów.
Łukasz zaczął bazgrolić coś w swoich notatkach, a ja miałam chwilkę, by uśmiechnąć się do własnych myśli. I do tego ciepła, które rozlewało się w moim wnętrzu.
– Patka, jeszcze jedno pytanko. Mogę? – Łukasz zatrzymał mnie za łokieć, gdy już rozstawaliśmy się przed wydawnictwem.
– Dawaj. Byle szybko, bo nos mi marznie.
– Gdy rozmawialiśmy o tym nieszczęsnym makowcu, mówiłaś, że jeśli kogoś mam, to ty musisz się wycofać. Wycofać z czego?
Nie odpowiedziałam. Ale obdarzyłam go takim uśmiechem, że wiedział już wszystko. Złożył wiele obiecujący pocałunek na czubku mojego nosa i… poszedł w swoją stronę.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
lifeonmars
Użytkownik - lifeonmars

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-01-24 00:04:43