Wiele wymiarów jasełek

Autor: lifeonmars
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

 


ŁUKASZ
Od kilku dni każdy poranek w wydawnictwie smakował inaczej, bardziej odświętnie. Zacząłem podejrzewać, że zapach wanilii, cynamonu i przyprawy do piernika to robota jakiegoś świątecznego elfa. Nie wiedziałem, czy to magia świąt, czy po prostu Patrycja. Ta dziewczyna co chwilę znikała mi z oczu. Wciąż z kimś rozmawiała, gdzieś w przelocie falowały jej czarne włosy, skądś dobiegał jej szczery śmiech. A ja wciąż nie miałem jej dosyć i wciąż czekałem, jak na mnie spojrzy. A patrzyła często. Mimo że premiera „Wielu wymiarów jasełek” miała się odbyć już jutro i to na tym była skoncentrowana, ja nie mogłem narzekać na niedobór uwagi z jej strony.
– Dzień dobry. Gotowy na próbę generalną? – Miękki głos Patrycji wyrwał mnie z marzeń o niej.
– Z tobą zawsze. – Podniosłem się z krzesła, stając tuż przed nią.
Wymieniliśmy pełne ciepła spojrzenia, ona pogładziła mnie delikatnie po policzku i razem, ręka przy ręce, ruszyliśmy do sali konferencyjnej.
– Masz zimną dłoń. – zauważyłem.
– To chyba z emocji – wyznała szeptem.
Objąłem ją ramieniem, by dodać jej otuchy. Udałem, że nie widzę tych wszystkich wybałuszonych na nasz widok oczu.
– Witajcie, drewniaki – rzuciłem zaczepnie do kolegów. – Nauczyliście się swoich ról?
– Chyba nie tylko my. Ty, widzę, wcielasz się w rolę chłopaka Patki. – Radek nie pozostał mi dłużny.
– Nie psujmy sobie tego dnia. – Mrugnąłem do niego. – Posłuchajmy, co macie do powiedzenia i w pokoju rozejdźmy się do swoich zajęć.
Oboje z Patrycją staliśmy z założonymi na piersiach rękami i krytycznie przyglądaliśmy się kolejnym scenkom. Trudno było mi skupić się na tym, co mówią moi współpracownicy. Moje myśli wbrew mnie krążyły wokół Sylwii i Patrycji. Zastanawiałem się, czy jestem gotowy, czy Sylwia nie miałaby nic przeciwko, czy nie poczułaby się zdradzona. Mieliśmy zbyt mało czasu, by porozmawiać o naszym wzajemnym wdowieństwie. Ale kochała mnie, nie chciała mojego nieszczęścia. A Pati mogła mi dać szczęście. Już dawała, zupełnie nieświadomie. Moje rozmyślania przerwał huk. Zanim zorientowałem się, skąd pochodzi, usłyszałem pisk Eli i kilka niecenzuralnych słów z ust któregoś z chłopaków.
– Gwiazda! – krzyknęła Patrycja i podbiegła do wielkiej ozdoby, którą z takim poświęceniem przytachałem ze świątecznego jarmarku.
– Jakim cudem ona spadła? – spytałem. – Była za słabo przywiązana?
To nie miało najmniejszego znaczenia. Ważne było to, że zostały z niej jedynie połamane kawałki, które nie nadawały się do niczego.
– Nic się nie stało, kontynuujmy. – Patrycja podniosła się z kolan, otrzepała spodnie i wróciła na swoje miejsce.
Widziałem, że robi dobrą minę do złej gry i z całej siły stara się nie rozkleić. Anita z Filipem po cichu sprzątali pozostałości po gwieździe, a reszta próbowała skoncentrować się na tym, co mówią Sebastian i Ela. Nikogo jednak nie śmieszył dialog pastuszka z aniołem.
Po skończonej próbie Patrycja jednym zdaniem podziękowała aktorom i wybiegła z sali, mimo moich próśb, by tego nie robiła. Nie tak to miało wyglądać! Nie byłem jeszcze pewny, czy jesteśmy razem, a tu już pierwszy
kryzys? Uciekanie od problemów nigdy nie leżało w mojej naturze. Zwłaszcza jeśli problemem była tylko głupia plastikowa, potrzaskana gwiazda.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
lifeonmars
Użytkownik - lifeonmars

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-01-24 00:04:43