WSTYD

Autor: Ryksza
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Wiele czynników odróżnia ludzi od zwierząt, ale zdecydowanie najmocniej – poczucie wstydu. Towarzyszy nam całe życie – jako wierny kompan zabaw w piaskownicy, gdy mama kazała nałożyć głupi sweter, będący obiektem kpin dzieciaków. Czuwa podczas pierwszego prysznicu na koloniach, kiedy dostrzegamy u szybciej dojrzewającego kolegi więcej włosów łonowych. Nie opuszcza w trakcie licealnej domówki, wśród egzaltowanych nastoletnich podrostków, podczas rzygania po wypiciu trzech Tatr i spaleniu dwóch papierosów – byle nie wyjść na mięczaka w oczach pierwszej miłości, choć wcześniej zapach fajek znaliśmy głównie z woni ubrań rodziców. Siedzi również obok przy biurku pracy, w trakcie konferencji po angielsku na kamerkach, gdy zacina się język ze stresu i zapomina słów.

Wstyd pozwala naprawiać błędy, zmieniać życie. Dzięki niemu możemy stawać się lepszymi ludźmi, choć bywa upierdliwy, niczym angina latem. Czemu jednak – mimo upływu tylu lat – wciąż wstydzę się i powracam myślą do roku 2003, gdy głośno pierdnąłem na mszy?

Próbowałem zasnąć, wijąc się w łóżku i czekając na magiczne działanie zolpidemu. Jego anestetyczne funkcje miały wymazać pamięć pokrytą wstydem. Jak wielokrotnie wieczorem – zamiast zdobywać w marzeniach świat i osiągać nieśmiertelność – masochistycznie zadręczyłem się powtarzaniem wszystkich porażek, żenujących sytuacji i kłótni bez ciętej riposty, których doświadczyłem w przeszłości.

Sypialnia i posłanie powinny być strefą relaksu, a nie tarczą, na której powracamy do wszystkich złych momentów. Spoglądając w sufit, marszczyłem twarz w wyrazie zażenowania i wydawałem głośne westchnięcia, jakby ten proces miał przyspieszyć archiwizację utrwalonej kliszy upokorzenia. Rozmyty obraz widma sprzed lat nawiedzał mnie regularnie, ale tej nocy rozsiadł się wygodnie na piersiach – jak zmora – i malował obraz niezwykle detaliczny.

Letniego poranka roku 2003, a był to chyba czerwiec, umówiłem się z kolegami z osiedla na pójście do kościoła. Skazani na srogich i wierzących ojców oraz bogobojne matki z babciami – byliśmy zmuszeni do regularnej celebracji rytu rzymskiego.

Budząc się, spojrzałem na zegarek Casio, przywiezony przez wujka z Niemiec. Miałem godzinę do mszy, ale musiałem uprzednio coś przekąsić. Kościół mieścił się nieopodal – piechotą 15 minut przez wielkie pole wypełnione chwastami i długą, przez nikogo niekoszoną trawą.

Od dziecka kochałem celebrować pierwszy posiłek dnia. Szybko zrobiłem sobie płatki mleczne – ale oczywiście nie żadne zdrowe, otrębowe – tylko takie słodkie, Snow Flakes chyba się nazywały. Po szybkiej konsumpcji zjadłem jeszcze pół paczki ptasiego mleczka, które zostało po wizycie babci. Dwa łyki Coli, mycie zębów – i ruszyłem na peregrynację.

Świątynia stała samotnie – wzniosła i dumna, mieniąc się czerwoną cegłą, choć po kilku latach położyli jakąś sraczkowatą elewację. Podchodząc pod bramę, machnąłem dwóm ziomkom. Obydwaj czekali już jakiś czas. Tak im śpieszno do modlitwy było.

Poczułem ukłucie w jelitach nim zdążyliśmy zasiąść w naszej ulubionej, ostatniej ławce – lekko przysłoniętej filarem, dzięki czemu mogliśmy szeptać między sobą, nie zwracając przy tym uwagi surowego klechy. Problemy nadciągały. Czyżby szalona mieszanina konsumpcyjna, przyswojona kilkanaście minut wcześniej, zaczynała tańczyć kankana w trzewiach?

Msza trwała, jelito się wypełniało, a ja patrzyłem się uważnie na drewniany krzyż i wyrzeźbionego na nim Chrystusa. Nieźle wyćwiczone miał ciało – niejeden crossfitowiec mógłby pozazdrościć. Modliłem się cicho, prosząc, żeby nagle ożył, zszedł ponownie na ziemię, zbliżył się ku mnie – zmęczonemu ciągłym trzymaniem gazów – dotknął brzucha kojącą, magiczną dłonią z małą dziurką od gwoździa na środku i wyciszył wzdęcia. Uspokoił falę wezbranego powietrza, stopniowo przesuwającego się niżej ku otworowi gotowemu zawyć, niczym Kratos w róg, przyzywający węża świata – Jörmungandra.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
Ryksza
Użytkownik - Ryksza

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2026-02-01 01:18:58