reklama

Wszytko co tracę

Autor: jacekbrzozowski
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

  Wkrótce nadeszła kolejna plaga – antybiotykoodporna superbakteria z Indii, unicestwiając kilkanaście milionów istnień. Na świecie nie było nikogo, kto nie straciłby członka rodziny. Jedna z teorii spiskowych wyjaśniała, że zarazę sprowadzono celowo. W wyniku masowej kwarantanny i zatrzymania komunikacji miał zniknąć smog; planeta powinna więc odetchnąć. Podobny proces rzeczywiście nastąpił w czasie poprzedniej pandemii. W ten radykalny sposób, w geście ostatniej nadziei, ktoś podobno chciał odwrócić efekt cieplarniany. Być może sam zmarł…

  Pojawił się też sygnalista – „Mr Yellow”, tajemniczy bloger z Kraju Smoka. Przypominał nieco wcześniejszego Snowdena, czy Assange’a: nie do końca legalnie posiadł informacje, które po ujawnieniu wstrząsnęły opinią publiczną. Chodziło o skrywane przez mega-korporacje dane klimatyczne. Wynikało z nich, że wkrótce nastąpi katastrofalna w skutkach eksplozja wulkanów z Pacyficznego Pierścienia Ognia, rozbudzonych galopującymi zmianami w przyrodzie. Większość ludzi miał czekać głód lub śmierć. Tłumy nie widziały już żadnego wyjścia. Ludzie zaczęli burzyć fabryki i elektrownie węglowe, bo najwyraźniej nikt z władz nie zamierzał czegokolwiek zmieniać. Autorytet przywódców państw gwałtownie runął, gdy okazało się, że podsiadali akcje tych spółek. W wielu krajach zapanował chaos. Wówczas „Mr Yellow” opowiedział o istnieniu Nieśmiertelnych. Narodził się mit.

  Dziś jedną czwartą Hiszpanii pokrywał piasek. Podczas burz przelatywał nad morzami docierając aż do Skandynawii, a coraz gwałtowniejsze huragany błyskawicznie zmieniały pogodę i pustoszyły to, co pozostało z dawnych wysokich miast. Energia dostępna przez kilka godzin dziennie pozwalała na produkcję jedynie byle jakiej żywności. I tak rynek wypierał ją syntetykami. Dawny świat nieuchronnie przeminął. Wideo z tamtych czasów było jak baśń o odległej szczęśliwej krainie.

  Płynęły kolejne dni. Moje nowe zajęcia odbiegały od poprzedniej rutyny. Od czterech miesięcy, czyli od czasu gdy rząd przydzielił mi to zadanie, odwiedzałem Ann w trzydniowych odstępach. Miałem kontrolować parametry życiowe i utrzymywać ją w jak najlepszym zdrowiu. Dysponowałem gabinetem z nowoczesnym sprzętem do szybkiej, bezdotykowej diagnostyki. Ann dla swojego dobra funkcjonowała w obszernym apartamencie w jednym z podziemnych miast – lejów, gwarantującym jej trochę lepsze warunki niż reszcie świata, który zaczynał tonąć w morzu piachu i gorąca.

  Czasem latałem wraz z nią i dwoma milczącymi pilotami w różne miejsca. Wszystko chciała zobaczyć osobiście, tak jakby miała siłę powstrzymania zmian, a jedyne co rozważała to wybór metody. Coraz częściej w atmosferze działy się dziwne rzeczy. Gwałtowne burze, ogniowe tornada albo nowe rodzaje wyładowań, przypominające kolorowe zorze. Wyruszaliśmy bez zwłoki, nawet jeśli akurat prowadziłem badanie.

  Z czasem nabrałem przekonania, że Ann cały produktywny czas spędzała w Instytucie. Wyglądała na pogodzoną z tą rolą; powtarzała często, że w pracy człowiek i tak spędza najwięcej ze swego życia. To upodabniało ją do wielu innych. Sądziłem, że praca była jej chwytakiem do normalności, sposobem upodobnienia się do tła, którego w jakiś sposób jednak pragnęła. Miała dość skromny klasyczny gabinet, ozdobiony mementem umieszczonym na ścianie:

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
jacekbrzozowski
Użytkownik - jacekbrzozowski

O sobie samym: https://www.facebook.com/ODNALEZIONEOPOWIADANIEMURAKAMIEGO/?fref=pb&__tn__=%2Cd-a-R&eid=ARBYi40xA6Q0Zo0m-jW1BnWUWNTBCh7_cvKxg5ebbuKlQGbWtYbh0P8g875ljaqg8NbFAvy5V4C0x2g4&hc_location=profile_browser
Ostatnio widziany: 2020-11-26 20:56:14