W sidłach zniewolenia Prolog
opowiadania >



— Zabiję cię, suko! — krzyknął, opluwając moją twarz swoją śmierdzącą śliną.


— Jakim prawem tak do mnie mówisz? — Starłam jego wydzielinę i spojrzałam na niego wrogo.


— Będę się tak zwracał do dziwek twojego typu. Jeszcze raz zrób coś takiego, a sam sobie wezmę i wyrzucę cię w najbliższym rowie — warknął. Rozłożył się swoim grubym cielskiem na łóżku i pokiwał do mnie palcem. Po moim ciele przeszedł dreszcz obrzydzenia.— A teraz wracaj tu i dokończ. — Zrobiło mi się niedobrze.


Niechętnie podeszłam z powrotem do tego obrzydliwego typa i klęknęłam przy nim. Dostrzegłam, jak jego członek zaczyna się unosić. Moim ciałem wstrząsnęły konwulsje. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, co mnie uratuje. Tak bardzo nie chciałam tego robić. Odwróciłam głowę i go dotknęłam, a w gardle poczułam obiad. Robisz to dla Lili. Robisz to dla Lili… – powtarzałam w swojej głowie, ale nie potrafiłam odepchnąć od siebie odruchu wymiotnego. Podniosłam się najprędzej, jak tylko umiałam i pobiegłam do łazienki. W ubikacji zostawiłam cały posiłek, jaki zjadłam przed tym spotkaniem.


— Co ty sobie myślisz?! — Usłyszałam głos dochodzący z pokoju. — Nie płacę ci za rzyganie.— Nie zrobię tego… Nie zrobię tego… — Mój umysł był wyczerpany, a przez ciało przechodziły dreszcze. Na samą myśl o tym, aby tam wrócić, znów zwymiotowałam. Nagle usłyszałam huk. Ten oblech walił w drzwi. Krzyknęłam, gdy znalazł się w łazience. Złapał mnie za włosy i zaczął szarpać.


— Nie rób mi krzywdy. — Błagałam, a z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. — Nie wezmę pieniędzy, tylko proszę, puść mnie… Puść mnie… — Głos mi się łamał, ale on miał gdzieś moje żale. Złapał za swojego małego fiuta i wepchnął mi do gardła, a ja zaczęłam się krztusić.


— Nikt nie będzie mnie tak traktował. Mówiłem, że jak mi nie dasz, wezmę sobie sam. — Uśmiechnął się z rozkoszą i zwycięstwem, cały czas głaszcząc mnie po włosach.


Po raz kolejny pożałowałam, że tu przyszłam. To jednak nie był dobry pomysł, żeby zgodzić się na spotkanie bez, chociażby jakiegoś zdjęcia. Poprzedni mężczyźni byli przystojni, kulturalni, a on? Nie miałam pojęcia, co teraz zrobi, ale wiedziałam, że będę musiała się powstrzymać, żeby nie zwymiotować mu prosto w twarz. Lili potrzebuje nowych butów, jest zima, a ona ma podarte trampeczki. Zrobię mu loda i ucieknę… Gdy udało mi się wyjąć go z ust, wyplułam całą ślinę i wysapałam:


— Ch–chodź d–do łóżka… — Spojrzałam na niego z nadzieją.


On oblizał usta i nadal trzymając mnie za włosy pociągnął do łoża. Krzyczałam z bólu, tarłam kolanami po podłodze, błagałam o litość. Łzy płynęły po mojej twarzy, ale on to wszystko miał w dupie, był po prostu cholernym psycholem, który chciał się na kimś wyżyć, a jego fetyszem było bicie i znęcanie się nad swoją ofiarą. Miałam cholernie dość jego kutasa, penetrującego moje dwie obolałe dziurki.


Widząc go pierwszy raz, pomyślałam, że jest to stary, gruby biedaczek, który nie ma szczęścia w miłości i nie uprawiał seksu od dawna, ale teraz zdawałam sobie sprawę, że nie należy oceniać książki po okładce. Gdy skończył, padł wyczerpany na łóżku, a ja szybko się ubrałam, wzięłam zapłatę za robotę i uciekłam. Nienawidziłam tego człowieka z całego serca, a najbardziej nienawidziłam siebie, ale dzięki niemu Lili zyskała nowe buty, a ja... Toma...


Gdy wyszłam z klatki schodowej, załamałam się. Usiadłam na lodowatym betonie i zaczęłam płakać, jak nigdy wcześniej. Wymiotowałam, trzęsłam się, ryczałam i krzyczałam głośno, pomimo że była noc. Gdy przestałam czuć większość swojego ciała, wstałam i cała obolała, ruszyłam do domu, czyli pięć kilometrów spacerkiem w cienkim płaszczyku i podartej miniówce. W połowie drogi nie miałam już siły. Usiadłam na śniegu i znów zaczęłam szlochać. Próbowałam śniegiem zmyć brud z mojego ciała, który tak bardzo czułam. Zbierało mi się na wymioty, gdy tylko dotykałam swojej zamarzniętej skóry. Nagle zatrzymał się jakiś samochód. Nie wstałam, nawet nie zareagowałam. Było mi wszystko jedno czy zgwałcą mnie znowu, czy zabiją. Druga opcja byłaby lepsza, ale nie… Lili… Drzwi otworzyły się, a ja próbowałam wstać, ale nie miałam siły ustać na nogach, przez co upadłam na śnieg. Zobaczyłam twarz zasmuconego mężczyzny w podeszłym wieku.


— Czy ty jesteś poważna, kobieto? — zwrócił się do mnie, a ja spojrzałam na niego, jak na ducha. — Tak, do ciebie mówię. Nie chcę być niegrzeczny, ale to nie odpowiednie miejsce dla kobiety, ubranej tak, jak ty. — Nie zapytał się o to, czy może do mnie mówić po imieniu, nie zapytał o nic. Był stanowczy, a zarazem troskliwy i to właśnie mi się w nim spodobało. — Wstań proszę i wsiądź do samochodu. Odwiozę cię do domu. — Zapaliła mi się czerwona lampka w głowie.


— Skąd mogę wiedzieć, że nie jesteś seryjnym mordercą czy też gwałcicielem? — odparłam chamsko.


— Jestem, ale tobie nic nie zrobię. — powiedział poważnie, a ja odebrałam to, jako żart. Jednak w późniejszym czasie okazało się, że nieznajomy wcale nie żartował.



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów