Nie ponaglaj czasu

Autor: annakowalczak

- Tak mam – odparł krótko. – Chciałem jeszcze powiedzieć, że czekając na babcię, zarobiłem dwie dychy oraz torebkę śliwek. Widząc jej zdziwiony wzrok – dodał: - Na targowisku, pomogłem kobiecinie załadować samochód.

- Wobec tego, będzie pyszny placek – powiedziała wesoło i sięgnęła po śliwkę. – Jeśli zaś chodzi o uczciwie zarobione pieniądze, schowaj je głęboko, bo mogą przynieść ci szczęście.

- Chciałbym kupić papierosy – wyjąkał nieśmiało.

Dotknęła jego delikatnych dłoni i roześmiała się serdecznie.

- Jesteś młodym, zrównoważonym mężczyzną oraz moim ukochanym wnukiem. Pomogę tobie, byś wyszedł na mądrego człowieka, jakim był twój dziadek. Sfinansuję twoje przejazdy do pracy, nakarmię cię i opiorę. Jeszcze muszę dodać, że chleba i papierosów nigdy mi nie brakuje.

- A kiedy mam oddać?

- Gdy będziesz miał za dużo pieniędzy – odpowiedziała i puściła do niego oko.

Trzeba przyznać, chociaż Sebastian ukończył dopiero dwadzieścia lat, jednak bardzo poważnie podchodził do życia. Nie był rozrzutny i należał do ludzi samokrytycznych. Nigdy się nie chełpił swoimi zdolnościami, bo zdawał sobie sprawę, że dużo mu do nich brakuje. Już po pierwszym przepracowanym dniu, przekonał się, że jego wiadomości można przyrównać do kropli w morzu. Właściwie, może to on zbyt dużo od siebie wymagał? Przecież warsztat, w którym zaliczał praktyki, nawet w połowie nie mógł się równać z tym, gdzie obecnie rozpoczął pracę. Poza tym, starszy z długoletnim stażem mechanik, nieco inne miał zdanie na temat jego umiejętności. Twierdził, że Sebastian, jest bardzo dokładnym człowiekiem i ze swoją akuratnością bardzo wysoko zajdzie. Nawet nadmienił swojemu pracodawcy, że przydałby się chłopakowi, jeden miesiąc na przyuczenie, żeby się zapoznał z pracą. Zaznaczył, że chociaż naprawy są wszędzie jednakowe, ale w każdym zakładzie są inne wymogi, które nieraz trudno zaakceptować.  Pośród znajomych, też miał opinię dobrego mechanika. Ale trudno, żeby nie miał, skoro większość usług wykonywał darmowo, albo za 4-pak piwa.   

Po dwóch przepracowanych latach, Sebastian już nie tłukł się do pracy zatłoczonym autobusem, jego wymarzonym autem stał się srebrny Peugeot. Zaś po pięciu latach, był właścicielem trzypokojowego mieszkania. Trzeba przyznać, że do wszystkiego, co w tej chwili posiada, doszedł swoją pracowitością oraz dokładnością, którą ma we krwi. Natomiast swoją prawdomównością i szczerością, zjednał sobie przyjaciół oraz stałych klientów. Dla niego nie istniał, normowany czas pracy, bywało, że doba była za krótka.

Zbliżał się długi weekend, a w piątek było istne urwanie głowy. Warsztat, który zazwyczaj czynny jest do osiemnastej, z ledwością dało się go zamknąć o dwudziestej. Zmęczeni całodzienną pracą mechanicy opuścili swoje stanowiska pracy i wyszli do domu. Sebastian przeważnie wychodził ostatni, musiał jeszcze wszystko posprawdzać i pozamykać. Właśnie szykował się do wyjścia, nagle usłyszał zachrypnięty głos swojego pracodawcy. Trochę go zaskoczyło, jego nagłe pojawienie, ostatnio dość rzadko bywał w warsztacie. Otworzył szeroko drzwi i jak zwykle powitał go serdecznym uśmiechem.

- Sebastianie! Nie sądzisz, że powinieneś postarać się o materac? Wtedy w ogóle nie byłoby potrzeby opuszczać warsztatu, pomyśl o tym drogi chłopcze – powiedział żartobliwie i podał mu dłoń.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy