Nocny zgiełk



wyraz twarzy. Jednak nie mogła zrozumieć mych intencji.


Zatrzymaliśmy się na siódmym piętrze. Mocnym szarpnięciem rozsunąłem kraty. Za mocnym. Huk odbitego metalu odbił się echem po pustym pomieszczeniu, podobnego jak na parterze. Powietrze było wilgotne, śmierdziało kartonami i pleśnią. Gestem poprosiłem aby poszła do przodu. Obrzuciła mnie oskarżającym spojrzeniem i ruszyła nerwowym krokiem do przodu, ku ścianie pełnej dużych okien.


Przeszliśmy całe pomieszczenie, stukając obuwiem po dziurawej posadzce i omijając kałuże, które uczynił deszcz wpadający do środka przez rozbite szyby w oknach.


- Mam dość tej wycieczki - rzekła odwrócona do mnie tyłem, patrząc na rozświetlone miasto z którego dopiero co przyjechaliśmy.


Objąłem ją od tyłu. Pocałowałem w szyję, ukąsiłem w ucho i mocno wciągnąłem zapach Twoich włosów, jakbym zażywał narkotyk. Równocześnie pieściłem piersi. Mocno i brutalnie. Dekolt się popruł i jedna z piersi uwolniła się z ciasnej sukni.


"Nareszcie" pomyślała. Uśmiech wrócił na jej twarz. Oparła się o mnie, pełna zaufania. Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu opierając ją na moim ramieniu. Czuła na swych pośladkach jak bardzo byłem podniecony, coś dużego i twardego "dźgało" cię przez materiał sukni. Moje ręce obsunęły się w dół, podciągnołem sukienkę aż pokazały się białe koronkowe majtki. Niecierpliwą ręką siągnołem pomiędzy jej nogi. Odchyliła głowę i rozchyliła usta prosząc o pocałunek. Dałem jej go. Był dziki i namiętny. Kiedy nasze języki się spotkały, moje palce odchyliły majtki i wcisnąły się pomiędzy wargi. Była mokra.


Pieściłem i całowałem ją równocześnie, ale trwało to tylko przez chwilę.


Cofnołem ręce na jej ramiona i wysynąłem je do przodu. Nawet nie zauważyła kiedy została przywiązana paskiem od spodni do zardzewiałego kaloryfera. Chwyciłem ją w talii i przyciągnołem jeszcze bardziej do siebie. Musiała się pochylić i wyciąnąć ręce przywiązane do ściany. Podciągnołem suknie. Białe majteczki uwydatniały kształt Twoich pośladków. Niedługo. Jedno szarpnięcie i piękne drogie majki wylądowały w brudnej kałuży. Momentalnie wchłonęły brudną wodę. Już nigdy nie będą tak białe jak kiedyś.


"Za szybko, stanowczo za szybko" pomyślała i chciała zaprotestować słysząc dźwięk rozpinanego rozporka. Ale głos uwiązł jej w gardle kiedy poczuła ból pomiędzy nogami. Szybko i gwałtownie. Nie cackałem się. Czuła każde szturchnięcie. Zacisnęła zęby żeby nie krzyczeć , nie chciała dać mi tej satysfakcji. Stanęła w głębszym rozkroku, aby móc stawiać mi opór. Na zewnątrz zaczęło padać. Dobiegały nas odgłosy syren i hałaśliwej muzyki. Tylko ona była cicho, chociaż miała ochotę krzyczeć. Zacisnęła palce na zardzewiałej rurce, jeszcze mocniej rozwarła nogi i już miała wydać z siebie jęknięcie kiedy usłszała moje głośne sapnięcie i poczuła jak ją wypełniłem. Wyszłem z niej i zapiąłem rozporek, poprawiłem koszulę i nieład włosów. Patrzała na mnie spod ramienia. Dziwne. Nie znałem tego spojrzenia. Było... takie kobiece.


- Rozwiąż... mnie..- Oddychała ciężko, słowa przerywało przełykanie powietrza. Odwróciłem się do niej plecami i ruszyłem w stronę windy.


- Stój! Nie wygłupiaj się...wracaj - Nie słuchałem jej już, idąc zastanawiałem się nad tym co zobaczyłem w jej oczach. Kiedy ją kochałem, szanowałem ją i starałem dać to co najlepsze. Być miły i uprzejmy. Czyżbym był nudnym zakochanym brzydalem? Wcześniej tak na mnie nie patrzyła. Dziś kiedy ją znienawidziłem, po raz pierwszy dałem jej to czego potrzebowała?


Zatrzasnołem drzwi windy i wybrałem parter. Przycisk oczywiście nie świecił. Z góry żegnały mnie jej krzyki przekleństwa i lamenty. Ale się wkurwiła! Hmm.. to tak wygląda z drugiej strony.


Sama się uwolni, albo pomoże jej jakiś bezdomny. Kręci się tu takich kilku. Pomogą.... albo i nie.


Oparłem się o ścianę windy. Głowę skierowałem do góry i wbiłem wzrok w słabe światło żarówki. Ja też jestem przystojny, na pewno nie brzydki. W takim razie muszę być zły. Samolubny, chamski i wogóle. Jak mnie ludzie widzą?  Chyba, że się mylę


 


- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Ann_Die Linia koment
Dodany:2010-04-20 19:49:42, Ocena: 4.3
1)John Rambo nie był romantykiem? Ja sądzę, że był, a jego działania wynikały z dopasowania się do sytuacji w jakiej się znalazł (tak, też uwielbiałam ten film odkąd pierwszy raz zobaczyłam) 2)Udało Ci się stworzyć postać osoby wrażliwej (bo inaczej nie potrzebowałby zemsty akurat na niej, nie czułby się zraniony), a równocześnie usprawiedliwiającej się przed sobą z własnego złego uczynku (ale dopuszczającej się go). Lubię Twoje opowiadania, chętnie poznałabym ich więcej. 3)żeby się czegoś przyczepić - zdecyduj się, czy piszesz o Niej czy bezpośrednio "Ci, Tobie". No, i ortografia. Pozdrawia "czytelniczka" (masz rację, jak to brzmi;))
Femini Linia koment
Dodany:2010-12-01 09:34:00, Ocena: 4.3
masakra i zemsta blee jak widzę autor swój podmiot liryczny w opowiadaniach z fajnego gościa zmienił na skurwiela można i tak jednak wole tych co się wgapiają w zachód słońca...
1914
 Odcięta ręka
Burzliwe lato

osób online: