Historie pogrzebane żywcem,Kamień
opowiadania >



po raz drugi.


- Jak to?


- Przykro mi.


- Niemożliwe! Co się, do diabła, stało?


- Robiliśmy sztuczne oddychanie, masaż serca. Niestety nie powiodło się.


Kolana ugięły się pode mną, żeby mnie nie podtrzymał, to bym upadł. – „Co ja powiem Marcie? Co mam powiedzieć sobie?” – myślałem.


Podszedłem do syna. Ukląkłem przy jego ciele. Pocałowałem jego zimną dłoń, dotknąłem jego, wydawało się, lodowatej dłoni.


I wtedy chyba coś we mnie pękło.


Zerwałem się i pobiegłem w stronę pobliskiego lasu.


***


Biegłem. Biegłem coraz szybciej. Twarda ściółka poczęła powoli zamieniać się w miękką, wręcz bagnistą powłokę. Czułem się jakbym biegł po miękkim dywanie. W końcu wróciłem na twardszy grunt.


Biegłem dalej. W oddali zobaczyłem usypisko czegoś, co wyglądało na składowisko śmieci. Zapewne okoliczni mieszkańcy, chcąc oszczędzić na wywozie odpadów, składali je tutaj. Zbliżyłem się do niej. Z przeciwległej strony widać było ślad wyrobiony przez samochody. Kartony, puszki, odpadki organiczne, papiery, stare dętki, opony i setki skrawków szmat, sznurków zgromadzono w jednym miejscu.


Zacząłem grzebać w śmieciach, wybierając dłuższe kawałki materiałów i odcinki lin, sznurków, związując je w coś na kształt liny. Kiedy skończyłem, odwróciłem się i wzrokiem poszukałem odpowiedniego miejsca. Znalazłem. Zawiązałem ten powróz na gałęzi o odpowiedniej grubości i znajdującej się na odpowiedniej wysokości. Pod nogi podstawiłem jakąś kłodę. Pętle założyłem na szyję, nogami odepchnąłem kłodę i… trach – swoista lina pękła. Niezrażony, poprawiłem wiązanie i zawiesiłem „linę” na innym drzewie, innej gałęzi. Pętla ponownie znalazła się na mojej szyi. Wspiąłem się na zrąbane, ostro zakończone drzewo i znowu skoczyłem… trach – „lina” zerwała się po raz drugi – znalazłem się na ziemi. Leżąc brzuchem na ściółce poczułem się dziwnie. Odwróciłem głowę. Z pleców wystawało mi coś okrwawionego. „ Zrąbana sosna” – pomyślałem, zanim zapadłem w ciemność.


***


Kiedy odzyskałem świadomość, ujrzałem świetlisty tunel. Wstałem i skierowałem się w jego stronę. Na jego końcu ujrzałem postać chłopca. Machał do mnie rączką, przywoływał. „Dominik” – pomyślałem. Ruszyłem w jego kierunku. Byłem spokojny.


































- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
bobx46 Linia koment
Dodany:2013-07-23 21:44:00, Ocena: 6.0
Dziękuję za opinię.
bobx46 Linia koment
Dodany:2013-07-23 21:44:59, Ocena: 6.0
Dziękuję za opinię.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów