Jego ojczyzna
opowiadania >



mimo to ściskała ją jak szalona. Włamywacze chyba wyszli z mieszkania, ale nie było słychać Huberta. Bała się, że coś mu zrobili, że… Nie chciała nawet o tym myśleć. Chciała go usłyszeć, chciała się do niego odezwać, ale nie była w stanie. Ściśnięte przerażeniem gardło nie chciało jej słuchać. Nagle na korytarzu ktoś się poruszył. Zasyczał z bólu… Hubert, to on. Na pewno on!, poznała go. I wtedy jej mąż wyskoczył na klatkę schodową za włamywaczami. Hubert, co robisz?! Co robisz?!, przeraziła się, gdy mignął jej w blasku światła wpadającego z klatki.


Na klatce rozległ się nieludzki, rozdzierający wrzask, jakiego w życiu nie słyszała.


- Hubert… - zapłakała cicho. – Hubert wróć do mnie…



ODSŁONA II. W imieniu Rzeczypospolitej



Półtora roku później.



Aga wróciła z sądu do domu prawie godzinę temu. Chciała zobaczyć Huberta, chciała go przytulić, ale nie mogła. Chwilę pobawiła się z Emilką, ale nie mogła dłużej… Musiała… Zostawiła Kruszynkę z babcią i poszła do drugiego pokoju i z szafki wyjęła butelkę wódki. Wlała sobie pół szklanki i wypiła duszkiem. Omal nie zwymiotowała, ale zaraz opanowała się, kiedy przyjemne ciepło rozprowadziło po jej ciele ten błogi spokój, który fundowała sobie codzienne już od pół roku.



Maciek był młody i ambitny. Zapowiadał się dobrze, a nieoficjalnie wieszczono przed nim niezłą karierę w prokuraturze. Właśnie wyszedł z pracy. Był zadowolony z rozwoju wypadków. Prokurator Wilmański wykonał kawał dobrej roboty.


Idąc do samochodu jeszcze raz analizował wszystko od początku. Spodziewali się, że wyrok będzie skazujący, ale nie wyższy niż dwanaście do piętnastu lat. A w opinii prokuratora piętnaście było absolutnym minimum. Zobaczymy, pomyślał Maciek wsiadając do samochodu. Był skonany. Marzył tylko o tym, żeby napić się drinka. Uśmiechnął się ruszając. Cieszył się, że pomaga bronić Polski przed bandytami.


Miał ambicję zostać prokuratorem i oskarżać przestępców. Nikt nie może łamać prawa i mordować ludzi. Nic nie mogło zachwiać jego wiary w konieczność dążenia do sprawiedliwości.



Dwa dni później.



Aga siedziała w fotelu. Była skonana. Tamtego dnia jej życie – jej wspaniałe, choć skromne życie – zostało zrujnowane. Okrutny los odebrał jej Huberta. Ukochanego męża, ojca ich dziecka. W telewizji właśnie trwała retransmisja z ogłoszenia wyroku sądu. Nie musiała słuchać. Wcześniej widziała to na żywo. Była na sali sądowej.


- (…) Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (…)


Wymiar sprawiedliwości?, pomyślała Aga. Gówno prawda.


- Sąd skazuje Huberta R. na karę dziesięciu lat pozbawienia wolności.


Wymiar niesprawiedliwości! A żeby was wszystkich jasny szlag trafił, gnoje! Chciało jej się płakać. Chciało jej się wyć, ale nie miała już łez.


- (…) Uzasadnienie wyroku. (…) W opinii sądu Hubert R. przekroczył granice obrony koniecznej, wybiegając z mieszkania na klatkę schodową i zadając liczne ciosy nożem Januszowi G. oraz Kamilowi W. w efekcie których Janusz G. zmarł na miejscu, a Kamil W. po przewiezieniu do szpitala.


To oni do nas przyszli, załkała Aga. Oni, ty głupi skurwielu! Mój Hubert nigdy nikogo nie skrzywdził. Nigdy! Pieprzone sądy… Nie mogła tego oglądać, a drugiej strony nie mogła oderwać wzroku, ani zmienić kanału. Musiała to oglądać, chociaż nie chciała. Oczy miała przekrwione i podrażnione. Ocieranie łez sprawiało jej ból. Kiedy zrobiła to po raz kolejny tego dnia, na ekranie telewizora zobaczyła Luizę Grzegorczyk, matkę Janusza.


- A co pan myśli, panie redaktorze? Mój syn został zamordowany. Nie uważam, że dziesięć lat to dosyć. Cieszę się, że prokurator będzie chciał zwiększyć wyrok.


- A nie uważa pani, że to wina pani syna? To on wtargnął do cudzego mieszkania w nocy z zamiarem kradzieży. Co by pani zrobiła na miejscu…


- Wiem co pan chce powiedzieć. Nie wiem co ja bym zrobiła. Nie wiem – jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. – I słusznie pan powiedział, że mój syn nie chciał nikomu zrobić krzywdy. I nie zrobił nikomu krzywdy, tylko został zamordowany na klatce schodowej nożem. (…)


- Ty suko… - wyszeptała Aga. – Ty cholerna suko. A żeby to ciebie tak napadli i zgwałcili. Co wtedy powiesz? Co? Twój synek przyszedł do nas w środku nocy. Dobrze, że zdechł. Dobrze, suko!


W końcu nie wytrzymała i wyłączyła telewizor. Chyba nigdy nie czuła do nikogo nienawiści. Wszystko zmieniło się tamtego wieczoru.


Rozejrzała się po pokoju. Po tym, jak Hubert został aresztowany jeszcze tamtej nocy, stracili ich poprzednie mieszkanie. Nie miała pieniędzy. Na szczęście pomagali im jedni i drudzy rodzice, u których teraz mieszkała, gdy by nie to… Mieszkałaby teraz pod mostem. Z drugiego pokoju dolatywał ją śmiech dwuletniej teraz Emilki, która bawiła się z babcią. Na szczęście niewiele rozumiała z tego, co się stało. Kiedy tata został aresztowany była za mała… Dziecko pozbawione ojca przez dwóch włamywaczy, którzy teraz byli ofiarami.


Tak dba o nas nasza kochana ojczyzna, pomyślała Aga i z trudem podźwignęła się z fotela. A prokurator jeszcze „będzie chciał zwiększyć wyrok”, przypomniała sobie słowa tej całej Grzegorczyk. Zrobiła dwa kroki w kierunku drzwi. Zrobiło jej się ciemno przed oczami, zatoczyła się i spróbowała złapać oparcie krzesła. Oddychała ciężko i w końcu siły ją opuściły. Upadła razem z krzesłem i zemdlała.



Maciek oglądał telewizję. Miał nadzieję, że zobaczy się gdzieś na ekranie i nie zawiódł się. Wprawdzie prawie cały czas w materiale poświęcono sędziemu i prokuratorowi, ale nie szkodzi. Wypowiadała się też matka jednego z tych zamordowanych chłopaków. Na koniec pokazali wypowiedź obrońcy.


- (…) Wyrok sądu pokazuje smutną polską rzeczywistość. Człowiek nie może czuć się bezpiecznie we własnym domu. Gdzie jest prawo oskarżonego, pana Huberta, który napadnięty w środku nocy bronił tylko swojej rodziny? A poza tym postawmy się na jego miejscu. Został pobity i postrzelony z pistoletu pneumatycznego. Kto z nas działałby całkowicie logicznie w tej sytuacji? Ten człowiek bronił życia swojej rodziny.


- Tego nie wiemy – wszedł mu w słowo dziennikarz.


- On też wtedy tego nie wiedział. Na jakiej podstawie miał zakładać, że jego rodzina jest bezpieczna? (…) W pierwszej kolejności winni są włamywacze, którzy spowodowali cały ciąg tych dramatycznych zdarzeń, do których nigdy by nie doszło, gdyby oni najpierw nie złamali prawa. Mój klient jest ofiarą i nikt nie ma prawa robić z niego przestępcy.


Zniesmaczony Maciek wyłączył telewizor. Swoimi słowami obrońca podważał wyrok sądu. Poza tym nie zgadzał się z jego pinią, tylko z prokuratorem Wilmańskim. Włamywacze byli już poza mieszkaniem, w którym został

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów