Anna

Autor: Tycjana
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

„Wydaje mi się, że mimo wszystko, początki nie są wcale takie głupie” – Anna przerwała nagle letnią ciszę sennie i ciepło opadającą na wodne zmarszczki „Tamy”. Siedziałyśmy z podkulonymi nogami na pozieleniałej ziemi, nietkniętej jeszcze zębami kosiarek. Dłonie zanurzałyśmy w rozplątanych niciach zielonych kłębków. Całe nasze małe osiedle dawno już zostało obsypane złoto-bladymi strzępami trawich głów, gilotynowanych na życzenie zarządców spółdzielni. Wymierzali oni godziny egzekucji zawsze na wczesny poranek, zmuszając śpiących jeszcze mieszkańców do wywlekania się z łóżek, spoglądania rozespanym wzrokiem za okno na miejsca krwawych egzekucji. Rzężenia ręcznych kosiarek nie dało się w żaden sposób uciszyć. A może to trawy wydawały swój okrzyk bojowy idąc na ścięcie. Można byłoby rzec, że tak budziły się letnie dni w naszym małym miasteczku. Taki właśnie był ich początek, jeżeli spojrzeć na to od strony Anny i mojej. W tym właśnie momencie zaczynała się nasza świadomość. Od dźwięku kosiarek budzących do kolejnego dnia. Anna chwyciła mały kamień i cisnęła nim w wodę. Gdyby pomyślała, że spocznie on w nowej rzeczywistości i zacznie się przemieniać w wodną istotę, nie zrobiłaby tego. Pozostawiłaby stary kamienny początek w miejscu, które dla nas było wtedy tylko teraźniejszością. Dopóki się nie zdecyduje, o tym, że się jest, przegapiamy wszelkie źródła czynności. Zupełnie tak, jakby trwanie i obecność były nierealne i potrzebowały gruntownego wyjaśnienia. Anna zapytała mnie, dlaczego zastanawia się nad tym, czemu jest teraz, gdy nie przypomina sobie, żeby pytała o to wtedy, gdy początek miał swoje miejsce i pytanie byłoby bardziej właściwe. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem, a para skupionych brązowych oczu poszukiwała we mnie odpowiedzi. Zaraz jednak Anna opuściła wzrok i jej drobne palce nerwowo zaczęły skubać listki koniczyny ukrywającej się w zielonym gąszczu. Zawstydziło ją poczucie dziwnej niepewności – jak można wiedzieć, że jest się teraz, skoro nie pamięta się dokładnie, czy i jak było się wcześniej. Nigdy nie udało mi się spotkać kogoś, kto znałby wszystkie początki światów, a podobno – istnieje nie tylko jeden. Któżby nie był ciekawy nieznanego, jak we krwi mamy wpisaną szaleńczą fatalność ciągłej niezaspokojonej ciekawości, bo nam zawsze mało było nieszczęść po opuszczeniu ogrodów. Zupełnie jakbyśmy chcieli żyć chwilą, czerpać z niej ostatnie kropelki czasu, zawierającego w sobie wszelkie istnienie. Lecz to przejęcie, odpowiedzialność świadomości tak nam rozum odbiera, że nigdy więcej nie staniemy się odrobinę lepsi. Niech wreszcie jakiś litościwy mędrzec przyjdzie i raczy umysły nam otworzyć. Ciekawe, ilu jeszcze wytrzyma, nerwowo patrząc na nas jak się dwoimy i troimy, by podskoczyć i sięgnąć palcem kurzu boskich półek… Anna jest drobną dziewczyną o włosach koloru hebanu. Zadaje pytania, na które nie znam odpowiedzi. Jak każda dziewczyna w pewnym wieku, lubi pąki róż, poezję miłosną i kino. Zawsze pyta a potem cicho odchodzi. Już mnie to nie dziwi. Prawidłowa i pewna jest tylko wątpliwość i świeży zapach trawy. (o4.o7.2oo7r.)

1
Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
Tycjana
Użytkownik - Tycjana

O sobie samym: Scio me nihil scire. Od czasu do czasu coś mówi mi, że mam usiąść i pisać. Pisać to, co mi dyktuje głos mego wnętrza. Jestem osobą bardzo krytyczną wobec siebie, więc zwracam się do wszystkich z uprzejmą prośbą wyrażania opinii na temat zamieszczanych przeze mnie prac.
Ostatnio widziany: 2009-10-08 18:28:17