Azyl

Autor: Tomaszek
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

ną patyną. A przecież, to ten sam świat, niezmienny od dziesiątków lat pejzaż miasta, które było mi tak nienawistne, i inspirujące. Kakofonia ustała jeszcze tej samej nocy. Zdumiewające, jak po jednym zaledwie dniu owocowej diety wypełniło mnie dobro, i sprawiło, że odzyskałem wewnętrzną równowagę i spokój. Harmonia, która mnie otoczyła, czyniła mnie niewrażliwym na brutalność zewnętrznego świata, właściwie nie dostrzegałem już jego wulgarnej soczystości, nie uczestniczyłem w liturgii istnienia, stawał się bytem wirtualnym i pięknym, rejestrowanym przez zmysły, ale podobnym głosom płynącym z radia czy zdjęciom w gazetach. Twórcza pasja, o której zdążyłem zapomnieć przez setki bezsennych godzin, na nowo ogarniała ciało i umysł, dając nadzieję, że nie jestem znużonym demiurgiem. Żyłem. W szalonym tempie zapełniałem kartki papieru drobnymi znakami. Pisałem prozą i wierszem, pisałem powieść i opowiadanie, poemat i rozprawę krytyczną. Pomiędzy jednym a drugim wersem traktatu filozoficznego znalazłem nawet czas na wymyślenie kilkudziesięciu haseł reklamowych, za które tak mnie ceniono. Nigdy dotąd nie przeżyłem podobnej erupcji twórczości. Każdą chwilę poświęcałem pisaniu, bojąc się, że ten stan minie bezpowrotnie, że zaskakujący impuls wyłączy strumień energii, z równą łatwością, z jaką go włączył. Byłem namaszczony, nie wiedziałem tylko jak długo dana mi będzie łaska lekkości tworzenia. Łaska, żadne inne słowo nie pasowało tak dokładnie do stanu, w jakim się znalazłem. Mesjasz. Ten rzeczownik, aczkolwiek z pewnym oporem, wynikającym z mojego głębokiego ateizmu, jako drugi nachalnie przychodził mi do głowy, gdy z góry, dumnym wzrokiem spoglądałem na sterty zapisanych drobnym makiem kartek. Po dwóch tygodniach całe mieszkanie było zasłane zapisanym papierem. Postanowiłem nieco uporządkować swój azyl, szczególnie usunąć z niego opakowania po jedzeniu zamawianym w pobliskim barze. W drodze do śmietnika, na schodach, spotkałem administratora domu, w którym mieszkałem. Otyły mężczyzna, o twarzy zniekształconej nadużywanym alkoholem i odziedziczonym po przodkach syfilisem, poinformował mnie, że sąsiedzi skarżą się na odgłosy skrobania, dobiegające nocą z mojego pokoju. Powiedziałem, że piszę używając pióra, a powstający w ten sposób hałas w żaden sposób nie może być uciążliwy dla pozostałych lokatorów. Popatrzył podejrzliwie, małe, cwane oczka próbowały dostrzec ślad kpiny na mojej twarzy. Tonem komornika rozkazał mi pisać ciszej, gdyż inaczej będzie zmuszony zwołać zebranie mieszkańców, na którym wspólnie zastanowią się nad możliwością usunięcia mnie z kamienicy. Gdy już byłem na podwórku, wydawało mi się, że słyszę przez wybite szyby klatki schodowej, jak z kimś rozmawia o demoralizacji, nieróbstwie i dekadencji. Nie podejrzewałem go o tak niezwykle bogate słownictwo. Najbardziej jednak zdumiało mnie, że uroda życia zniknęła po wyjściu z mieszkania. Do tej chwili byłem irracjonalnie przekonany, iż stan euforii jest niezależny od przestrzeni i czasu. Z drugiej strony jednak, potrzebowałem stymulujących doznań, a do takich należał niewątpliwie kontakt ze światem zewnętrznym. Jeszcze tego samego dnia, do opuszczonego mieszkania naprzeciw, wprowadził się nowy sąsiad. Mrukliwy, z twarzą psychopaty. Nie miał biurka, książek, płyt, niczego, co w moim mniemaniu powinien posiadać człowiek cywilizowany. Jak podejrzałem przez wizjer, gdy stanął w otwartych drzwiach swojej nory, całym wystrojem jej wnętrza i jedynym meblem był materac na podłodze, przykryty kocem i leżącą pośrodku, poplamioną tłuszczem z włosów poduszką. Ściany jego mieszkania, a właściwie pokoju, zostały dawno temu pokryte wieloma warstwami farby, łuszczącej się teraz wielkimi płatami, odsłaniajacymi bezwstydnie coraz to nowe kolory, których najwybitniejszy malarz nie potrafiłby nazwać ani wymyślić. Słaba żarówka rzucała z góry mętne, żółtawe światło na surowe deski podłogi. Okna, upstrzone witrażami z brudu i pajęczyn, były jedynym radosnym elementem wnętrza. Cał

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
Tomaszek
Użytkownik - Tomaszek

O sobie samym: Urodziłem się 1 lipca 1964 roku w Łodzi. Nie wiem kiedy umrę i to mnie troche niepokoi. Ukończyłem geografię (hydrologię) na UŁ. W roku 2000 porzuciłem pracę najemną i zająłem się rzeczami przyjemnymi. Moja matka jest tym przerażona. Aha, te przyjemne rzeczy to filozofia, literatura klasyczna, fotografia, pisanie, ogród. Zapraszam na moją stronę www.sobieraj.art.pl
Ostatnio widziany: 2011-04-18 19:52:25