Bukiet dla Margot

Autor: renhoelder
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

- No i ta stara – Eugenia nachyliła się lekko, rozglądając się uważnie – prukwa, wdowa po Johnsonie, wiesz, co ona wczoraj zrobiła?

Adela starała się nie pokazać po sobie, że czeka na inną, ciekawszą puentę. Nie chciała zepsuć koleżance wstępu. Skinęła tylko nieznacznie, mrużąc oczy.

- Wpuściła swoje niesubordynowane stado, tfu! terierów championów prosto w moje piękne carson scarlet! Jeszcze śmiała wmawiać mi winę z powodu ich OBRAŻEŃ. Dajesz wiarę?!

- A co na to pułkownik?

Eugenia zarumieniła się nie upudrowaną połową twarzy.

- Oczywiście poprosiłam go o poradę, no wiesz… On nawet chętnie podjął się przesadzenia kilku wyjątkowo poszkodowanych okazów. Biedny pułkownik, żar się z nieba lał, a on w tym swoim mundurze… Wzrok Eugenii zamglił się lekko na wspomnienie poświęcenia sąsiada.

- Nie uwierzysz, ale to jeszcze nie koniec! Pułkownik kopał i kopał, bardzo się starał nie uszkodzić delikatnych korzeni… po około pół godziny okopywania natrafił na coś dziwnego. Adela z trudem powstrzymywała się, by nie potrząsnąć przyjaciółką.

- Ale zostawiłam to u niego, sama rozumiesz. W sumie myślę, że możemy się przejść i obejrzeć to osobiście, mówił, że jestem mile widziana, a samej mi nie wypada…

Spojrzenie Eugenii stawało się coraz bardziej błagalne. Adela jednak chciała jeszcze potwierdzić swe przypuszczenia.

- A co z Johnsonową? Dowiedziała. Się, jak mniemam?

Eugenia nie kryła poirytowania.

- No wiesz co? A ciebie akurat ona obchodzi! Ta wredna…

Eugenia westchnęła głęboko.

- Wredna krowa wyjechała koleją o świcie, ponoć do rodziny. Ale ja wiem swoje!

O, w to nie wątpię, pomyślała Adela.

- O, tak! Nie mogła znieść wstydu, że pułkownik po mojej stronie stanął! To co, idziemy?

 

*          *          *

 

            Ciągle jestem głodna. Czasami zapominam własnego imienia... Na szczęście codziennie odwiedzają mnie weseli ludzie, ubrani jak kuglarze jarmarczni. Rozpalają ognisko i już nie jest mi tak zimno. Wsypują coś do ognia i już nie jest mi tak smutno. Śpiewają pięknie niskim głosem i już się tak nie nudzę. Przynoszą do jedzenia wszystko, co sobie zażyczę i już nie jestem taka głodna. Tylko skóra boli mnie tam, gdzie coś mam przyczepione. Teraz nic nie widzę, znowu jest tak strasznie ciemno…

 

            - Pukamy do niego od pół godziny, przecież sąsiedzi zobaczą. Jak on mógł mi to zrobić?

-Ależ, Eugenio. Nie bądź niesprawiedliwa. Przecież pułkownik to porządny człowiek, zawsze dotrzymuje obietnic. Sama mówiłaś, że jego opinia jest kryształowa!

Kobiety odeszły kawałek od solidnych drzwi z pięknie rzeźbioną kołatką. Adela krytycznym wzrokiem ogarnęła fasadę domu.

- Miałaś go dzisiaj odwiedzić o niezobowiązującej porze, czyż nie?

- No, tak, ale może zmienił zdanie?

 - Jest człowiekiem samotnym, o przyjaznym usposobieniu… Wiele wycierpiał na wojnie, ale nie zamknął się w sobie. Kocha jednak swój dom i stroni od intensywnego zycia towarzyskiego..

- Ech…, kiedy ja ci to wszystko opowiadałam… musi mi się buzia nie zamykać. – Eugenia wybąkała zakłopotana. Adela puściła mimochodem kolejną uwagę przyjaciółki.

- Dlatego coś jest tu nie w porządku. Wspominałaś kiedyś, że pułkownik cierpi na lumbago. Nie zostawiałby okna otwartego na tak długo. Szczególnie przy dzisiejszej zmiennej pogodzie. Mówiłaś też, że ostatnio się przemęczył w twoim ogródku, kopiąc róże. Zapewne nie miał ochoty na wyjście do miasta, ale ciebie lubi, dlatego nie ma powodu ukrywać się przed tobą.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
renhoelder
Użytkownik - renhoelder

O sobie samym: MAMUSIU TYLE RAZY CI MOWILEM, NIE WCHODZ NA MOJE KONTO I MI NIE OCENIAJ DLA JAJ Z MOJEGO, BO WSTYD! ZALOZ SOBIE WLASNE
Ostatnio widziany: 2011-05-11 02:20:25