Latanie

Autor: Johnny_Grotesque
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

         Chociaż miała być biała, nadciągała mrocznym tchnieniem, czyniąc środek dnia, ciemnym, bezlistnym i martwym punktem. Mroczne też stały się myśli dzieci, podążających po grząskiej drodze, zmęczonym krokiem do chaty zwanej szkołą. Białe płatki zaczynały się mnożyć i śmiesznie błyszczały na tle wszechobecnej ponurości. Każde dziecko niosło w dłoni podkowę, bo na ten dzień przypadało święto wioski.

         Za radą Zachariasza, rozkazem matki i miną ojca, który powrócił z wyrębu, Alek wznowił naukę. Latał rzadko i nocami, ale tego paskudnego dnia, postanowił udać się do chaty zwanej szkołą drogą powietrzną; tak jak to robił wcześniej. Zeskoczył z ostatniego stopnia niewidzialnych schodów, tuż przed grupką chłopców, którzy wszystko widzieli. On jednak, lądując tyłem do nich, nie zdał sobie sprawy z ich obecności i szedł beztrosko ku drzwiom chaty zwanej szkołą. Nagle poczuł głuche uderzenie podkowy o swoje plecy. Ogłuszający ból, przeszył momentalnie ciało chłopca i Alek padł na kolana.

         Nie zdążył zastanowić się nad tym, za co ktoś go karze i zanim na jego głowę spadł deszcz żelaznych przedmiotów z wszelkich stodół, zdążył pomyśleć tylko: „Przecież nie wiedzą, że latam”. Ale mylił się, bo kategoria w której szukał odpowiedzi, była równie szybująca jak on sam. Nie odpowiadała rzeczywistości. Przyziemne dzieci natomiast, posiadały dziwiącą ptaki zdolność wychwytywania rzeczy innych i nierównych. Właśnie owa spostrzegawczość sprawiła, że Alek szybował w ich oczach, na długo przed tym, zanim to zobaczyły naprawdę. Widziały go latającego na łące gdy marzył w samotności. W ich oczach unosił się, kiedy myślał o rzeczach niepojętych odmawiając zabawy. W rezultacie Alek latał już wtedy, kiedy jeszcze nie latał i we wspaniałej ciekawości świata podsycanej przez wiekowego Zachariasza, uczył się tej sztuki wraz z chodzeniem. Chłopcy, z sypiącym się wąsikiem, bali się tego stwora, którego czym prędzej trzeba było ściągnąć na ziemię i w tej ostatecznej chwili, próbując tego dokonać za pomocą kutego żelaza, nie rozumiały, że zmieniają Alka w ptaka, takiego jakim od dawna pragnął być; szlachetnego orła, mogącego w spokoju szybować, bez zbędnej gadaniny i celu.

                                                        ***

         Zrozpaczeni rodzice, byli właściwie pewni, że bezpowrotny odlot ich syna to koszmarny sen i mając nadzieję na rychłe przebudzenie, pełne krzyku i zimnego potu, wrócili do codziennych obowiązków, traktując siebie nawzajem jako senne widma, które wraz z nadejściem świtu czy głośnym biciem zegara, przyjdzie im pożegnać, a zarazem przywitać w prawdziwej odsłonie, w swoim prostym, acz realnym do granic możliwości, łożu małżeńskim. Tylko wiekowy Zachariasz z uszami wielkimi jak u słonia i brodą sięgającą skraju lasu, wiedział, że sen, tym bardziej koszmarny, to pojęcie względne.

 

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
Johnny_Grotesque
Użytkownik - Johnny_Grotesque

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2014-04-11 16:58:58