"Szelest Motyla"

Autor: akinom1
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

- No i co tam? – zapytała w biegu.

- Hipopotam – burknąłem pod nosem i od razu pożałowałem. Jadzia poczuła się dotknięta. Odwróciła się na pięcie i dostojnie oddaliła do kuchni, gdzie z grobową miną urażonej matrony wróciła do lepienia pierogów na obiad.

- Tym razem nie przyjęli mnie z powodu baletu – podjąłem temat. – Jadzia z zaciśniętymi ustami i wzrokiem wbitym w pieroga z serem, udawała, że w ogóle mnie nie słucha. Wiedziałem, że to tylko pozory. Tak naprawdę zżerała ją ciekawość. – „ U złej baletnicy, rąbek u spódnicy” – zacytowałem panią dyrektor. Twój syn jest i prawdopodobnie na wieki pozostanie bezrobotnym magistrem historii i powinnaś zacząć się do tego przyzwyczajać. - W odpowiedzi zmierzyła mnie wzrokiem bazyliszka, co mogło oznaczać tylko jedno: Miała w tym momencie podobne zdanie na temat mojej zaradności życiowej, jak przed chwilą moja niedoszła przełożona. – Jest jeszcze cień nadziei- podszedłem bliżej – Musisz poderwać jakiegoś wpływowego ministra oświaty i zaklepać dla mnie jakiś etacik w szkole naprzeciwko.- Zanim zdążyłem uskoczyć, dostałem ścierką. Od pewnego gderania uratował mnie dzwonek do drzwi.

- Cześć Stary! Masz chwilkę? Podstępna mina Seby nie wróżyła nic dobrego, ale lepsze to niż Jadziowe wywody i szczegółowa analiza moich życiowych porażek.

- Właśnie wychodziłem – poinformowałem Sebastiana – Jadzi zabrakło mąki na pierogi – unikając kolejnego ciosu ścierką wydostałem się szczęśliwie na klatkę schodową.

- Moje uszanowanie Pani Jadziu! – Seba nie mógł darować sobie lizusostwa. Uciekamy przed burzą z piorunami?- raczej stwierdził niż zapytał, serwując mi jednocześnie solidne klepnięcie w kark.

-Masz łapę jak młot – jęknąłem na bezdechu – dobrze Ci zrobiły te wczasy w sanatorium. Sebek nawet nie mrugnął. Dla większej części populacji ludzkiej, pobyt w więzieniu byłby traktowany jako coś niestosownego i wstydliwego, Sebek natomiast miał na ten temat szokująco odmienne zdanie.

-Strzelimy po browarze i omówimy pewne sprawy – zakomunikował nie patrząc nawet w moją stronę.

Ogródek piwny pękał w szwach. Bez słowa protestu podążałem za Sebkowymi plecami, które przypominały włochaty kark niedźwiedzia jaskiniowego. Niedźwiedź zatrzymał się przy barze, zażądał piwa, a następnie ciężko opadł na pierwsze z brzegu krzesło. Od stolika zerwały się dwie spłoszone dziewczyny i pospiesznie opuściły ogródek.

- Zmarniałeś tu beze mnie, aż żal patrzeć- stwierdził i duszkiem opróżnił puszkę piwa, po czym odczekał zmęczony tym wyczynem i głośno beknął.- Jak na moje oko- ciągnął bez skrępowania- to kolejna świetna robótka ci nie wyszła. Niech zgadnę - pastwił się nade mną z wyraźną przyjemnością- pan magister dostał kolejnego kopa od kolejnej Jaśnie Oświeconej Dyrekcji a w domku, mamusia chciała przełożyć przez kolano niedobrego synka i przylać mu pasem na gołą pupcię… - zaśmiał się głośno. Bez wątpienia świetnie się bawił. Nie dziwiło mnie to specjalnie. Jego stosunek do książek, nauki i zainteresowań innych niż dobrze zorganizowana kombinacja dająca wymierne korzyści materialne ,były mi znane w każdym szczególe. Filozofia życia kolegi Jabłońskiego narodziła się już w szkole podstawowej, a może nawet w przedszkolnej piaskownicy, a ja miałem ten „ zaszczyt”, że Sebek uważał mnie za swojego najlepszego kolegę, chociaż pasowaliśmy do siebie jak pięść do nosa.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
akinom1
Użytkownik - akinom1

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2010-06-07 13:24:03