Złodziej Ch4

Autor: Deamery

Zapraszam do lektóry wcześniejszych części :-)

Prolog+Ch1: http://www.granice.pl/opowiadania,zlodziej-prol-ch1,6234,1

Ch2: http://www.granice.pl/opowiadania,zlodziej-ch2,6255,1

Ch3: http://www.granice.pl/opowiadanie/zlodziej-ch3/6301

Złodziej Ch4

Loke niespokojne potrząsnął głową, naciągając głębiej kaptur kurtki, chroniący jego głowę przed spadającym z nieba deszczem. Niebo było całkowicie zakryte czarnymi jak smoła chmurami, zmieniając godzinę siedemnastą w niemal bezgwiezdną noc i zmuszając władze miasta do wcześniejszego zapalenia latarni na ulicach. Ciężkie krople spadały na kostkę pokrywającą chodniki dzielnicy hutniczej, pozostawiając na niej brudny nalot z zebranych w międzyczasie z powietrza zanieczyszczeń. Zbudowane z płyty, niskie i ciasno stłoczone bloki, wszystkie tak samo brudne, stare i odpychające, otaczały mały placyk na którym, razem z kilkoma kontenerami na śmieci, stał i czekał od jakichś dwudziestu minut. Jedynym odgłosem jaki mu towarzyszył był deszcz i okazjonalne grzmoty, gdy burza decydowała się przypomnieć ludziom o swojej potędze, oraz okazjonalnie przejeżdżające w okolicy pojazdy. Spodnie już dawno przemokły, wystawiając jego nogi na pastwę zimna, z łatwością poddając się pogodzie, która przegoniła zdecydowaną większość ludzi do domów, skutecznie pustosząc ulice. To właśnie ten czas Thar wybrał na pierwsze zlecenie Loke’a, który stojąc na deszczu zdążył już zacząć żałować, że zgodził się w ogóle brać w tym udział. Mimo że ostatnie kilka dni upłynęło spokojnie, Loke nie spodziewał się aby taki stan rzeczy miał utrzymać się na dłużej. Thar zajęty był większość czasu gromadzeniem wszelkiego rodzaju produktów pierwszej potrzeby, takich jak ubrania dla niego i Freyi oraz powolnym znoszeniu coraz większej ilości jedzenia. Ku zaskoczeniu Loke’a trójka ludzi bardzo szybko była w stanie opróżnić, jak zakładał dobrze wyposażoną lodówkę. Oczywiście, kiedy ostatni raz robił zakupy przewidywał do nich tylko siebie… nie dwie inne osoby, z których jedna mogła zjeść dwie porcje na raz, oraz nie przewidział że dobra połowa z nich zostanie wyrzucona. Biorąc więc pod uwagę szybkość znikania jedzenia musiał przyznać że choćby ze względu na ekonomię, musieli przerzucić się na gotowane jedzenie. Tak właśnie Thar przejął rolę kucharza i podkuchennego w jednym, a Loke, jako najczęściej wychodząca z domu osoba miał za zadanie sprowadzanie produktów, jeżeli tamten będzie zbyt zajęty aby to zrobić. Była to jedna z rzeczy za którą Loke był wdzięczny całej tej sytuacji, ponieważ Thar dzięki temu nie mógł towarzyszyć mu na każdym kroku, umożliwiając mu nareszcie odbycia niezbędnej wizyty u Pedra, razem z kilkoma ciekawymi “znajdźkami” i podreperowanie swojego budżetu, który niemal załamał się w momencie płacenia za mieszkanie. Z takiego systemu zadowoleni byli niemal wszyscy, włącznie z Freyi’ą którą podział obowiązków ominął, dzięki czemu nadal mogła spędzać niemal cały czas siedząc przed komputerem. Kilka razy, kiedy Loke’owi udało się rzucić okiem na to co robiła jego oczom ukazywały się miliony kolumn i powpisywanych w nie, niczym w losowych miejscach, litery i cyfry. Dokładnie dzień wcześniej do całego tego zestawu dołączył jeszcze pendrive, który Thar kazał Loke’owi zakupić. Mimo że bardzo ciekawił go powód takiej prośby, nie zapytał się o niego uznając że prędzej czy później się dowie… Nagły hałas przewracanego kosza na śmieci zwrócił jego uwagę ku jednemu z prowadzących ku głównej ulicy przejść. Natychmiast wycofał się głębiej w cień, wyczekując z niecierpliwością na zbliżającego się osobnika. Nagle w akompaniamencie głośnych przekleństw na wolną przestrzeń wytoczył się mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat, ubrany w znoszone garniturowe spodnie, które kiedyś musiały być czarne, oraz rozpięta ortalionową kurtkę w paskudnym zielonkawo-brązowym kolorze, spod której wychodziła niedopięta, czerwona koszula o żółtych kratkowych wzorach. Osobnik podniósł się niepewnie na nogi i najwyraźniej nie zauważając go i myśląc że jest całkiem sam zaczął przeklinając na głos niezdarnie ścierać z kurtki warstwę brudu z chodnika i zrzucać śmieci jakie wypadły na niego z przewróconego kosza, które w połączeniu z kolorem kurtki przywodziły na myśl powoli rozkładającą się trawę. Ten właśnie moment Loke wybrał na rozpoczęcie działania. Opuścił swoje schronienie za jednym z koszy i ruszył niespiesznie w kierunku jegomościa, który był tak zajęty sobą że nie zauważył podchodzącej zakapturzonej postacie aż do momentu gdy ta stanęła niemalże przed nim. Reakcjami jakich spodziewałby się po osobie przed którą, w takim miejscu jak to, staje ubrany na czarno nieznajomy byłby strach, zdenerwowanie, albo co najmniej niepokój, mężczyzna jednak albo pochodził z lepszych części miasta i nie znał zwyczajów tych mrocznych, albo był mocno wstawiony ponieważ po pierwszy szoku, kiedy nagle przed jego oczami pojawił się Loke, nastąpiła kolejna wiązanka przekleństw wypowiadanych z wściekłością, w czasie której wyciągnął w jego stronę oskarżająco palec, kompletnie zapominając o swojej kurtce. Patrzył na niego, marszcząc czoło i odsłaniając kły, niemal jak zwierzę.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy