Nie dla baranów. Recenzja filmu "Barany. Islandzka opowieść"

Sławomir Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

90 minut filmu opowiadającego o tym, jak w obliczu ryzyka epidemii mieszkańcy małej wioski muszą wybić wszystkie barany w okolicy. 90 minut filmu o tym, jak dwaj bracia, których dzielił zadawniony spór, w obliczu sytuacji skrajnej próbowali się zjednoczyć. Czy to mogło się udać? Musiało, bowiem za kamerą stoi Grimur Hakonarson, a akcja toczy się na Islandii - w kraju tyleż surowym dla swoich mieszkańców, co nieodparcie pięknym. 

Niewielka wioska na Islandii. A właściwie - kilka chałup, położonych w całkiem sporej odległości od siebie, lecz w jednej dolinie. To tu co roku wybiera się najprzedniejszego barana. Barana, który później będzie „wynajmowany” do krycia owiec większości tutejszych hodowców. A hodowcami w dolinie są niemal wszyscy - cóż bowiem innego można robić w tak pięknych okolicznościach przyrody?


konkurs


Hodowcami są również Gummi i Kiddi - dwaj solidnie już podstarzali bracia, którzy, choć mieszkają w sąsiadujących chałupach, nie rozmawiają ze sobą od lat. Przyczyna ich sporu nie jest ważna - ważne, że rodzi napięcie i odpowiada za całkiem liczne elementy humorystyczne w filmie. Gdy baran Kiddiego wygra wspomniany już konkurs, lecz wkrótce okaże się, że w jego stadzie są nosiciele piekielnie zakaźnej i niebezpiecznej dla owiec choroby, służby weterynaryjne będą musiały podjąć jedyną możliwą decyzję. Nakażą wybicie wszystkich owiec w dolinie.


sanepid


Problem sporu pomiędzy rodzeństwem to temat stary i - wydawałoby się - „ograny” już na wszystkie możliwe sposoby. Z kolei hodowla owiec wydaje się pomysłem raczej na film dokumentalny niż materiałem na scenariusz dobrej fabuły. A „Barany. Islandzka opowieść” to kawał dobrej fabuły. Naprawdę dobrej.


wyprawa


I nie jest to zasługą wyłącznie islandzkich krajobrazów, choć - owszem - tutejszy koloryt odegra w filmie całkiem sporą rolę. Genialnie Hakonarson ukazuje wieś, w której rozgrywa się akcja - tutejsze obyczaje, tradycje, blaski i cienie życia na Islandii. Ale reżyser najmocniej przekonuje chyba tym, że mógł osadzić akcję swojego filmu w miejscach, których piękno byłoby o wiele bardziej oczywiste. Islandia przecież obfituje w zapierające dech w piersiach scenerie, w scenerie rodem z baśni. Tymczasem w „Baranach...” oglądamy wioskę położoną wśród natury charakterystycznej dla Islandii, ale przecież zupełnie nie baśniowej. Jest pięknie - ale z pewnością nie - zbyt pięknie. Dzięki temu reżyser sprawnie umyka z pułapki kiczu, w jaką w innym wypadku mógłby łatwo wpaść.


bracai


Druga sprawa - to sposób poprowadzenia akcji. Z pozoru niewiele się w filmie dzieje - ot, kilka miesięcy z życia niewielkiej społeczności. A jednak stopniowo napięcie rośnie, z minuty na minutę widz coraz bardziej angażuje się w tę opowieść. Także dlatego, że coraz bardziej obchodzą nas bohaterowie tej historii - z pozoru oschli, trochę - dziwaczni, z pewnością - małomówni, ale przecież w gruncie rzeczy zasługujący na swoją szansę.


kapiec


Napięcie rozładowuje Hakonarson bardzo umiejętnym serwowaniem widzowi scen humorystycznych. Scen z pozoru absurdalnych - jak na przykład scena czytania poezji poświęconej hodowli owiec albo inna, w której nieprzytomny człowiek wieziony jest do szpitala w wyjątkowo oryginalny sposób - ale przecież wiarygodnych i w islandzkich realiach osadzonych chyba całkiem mocno.


pejzaz


I taka właśnie jest ta historia. Z pozoru hermetyczna, bardzo „islandzka”, surowa, cierpka, jak panujący na Islandii klimat, a przecież pełna ciepła wobec jej bohaterów i ostatecznie uniwersalna w wymowie. Z pewnością zaś - bardzo urokliwa i dająca okazję do podejrzenia zakątka świata, który nie każdemu przyjdzie kiedykolwiek odwiedzić.


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - "Papusza". Filmowa podróż do zakazanego świata Za co kocham kino? Za jego niezwykłą moc, polegającą na zabieraniu widza do światów, które dotychczas było dla niego nieosiągalne, odległe, zakazane. Obiektyw kamery to swoiste okno, poprzez które więcej...
Publicystyka - "Bilet na księżyc" - sentymentalna podroż do Polski lat 70-tych. W ostatnich latach mamy niebywałą okazję podziwiania na ekranach kin filmów osadzonych w realiach Polski lat 70-tych. Co więcej, są to często filmy naprawdę udane, opowiadające w interesujący sposób więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
agatrzes2016-02-20 23:02:43
avatar
Chętnie zobaczę
odpowiedz
emilly262016-02-20 23:02:43
avatar
Myślę,że to będzie film warty obejrzenia.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Cień jabłoni
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów