Rzezi nie będzie. Rozmowa z Gają Grzegorzewską

Sławomir Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Piszę takie kryminały jakie sama lubię czytać. Zawsze wolałam te typu locked room niż takie, w których śledczy szuka igły w stogu siana. Już sama zamknięta przestrzeń ma w sobie coś złowróżbnego, niezdrowego. Od razu przychodzi na myśl ograniczenie, narzucenie zasad, chów wsobny, kontrola. Małe miasteczko za sielską fasadą może być wylęgarnią patologii. Knajpa pod ziemią przypomina lochy. Ludzie, zgromadzeni na niewielkiej przestrzeni łódki, skazani na siebie i od siebie zależni w dodatku muszą podporządkować się hierarchii, bo posłuszeństwo względem kapitana jest obowiązkowe. W takiej sytuacji ludzie muszą zacząć doprowadzać się do szału - mówi Gaja Grzegorzewska, której nowa powieść - Betonowy pałac - trafia właśnie na półki księgarskie.  Rozmawia Sławomir Krempa  fot. Jacek Kołodziejski

Lubi Pani czasem przypieprzyć czytelnikowi?


Raczej wstrząsnąć nim. Na gatunek kryminalny patrzę z kilku stron. Jako pisarka, jako recenzentka i jako czytelnik. Jako czytelnik i fan kryminałów zauważyłam jakiś czas temu, że już mało co jest w stanie zrobić na mnie wrażenie. Żadne soczyste opisy bebechów, żaden rodzaj patologii. Miałam taką smutną refleksję, że wszystko już było. I pomyślałam że może inni wielbiciele kryminału są tak samo jak ja złaknieni nowych, mocnych wrażeń. Zaczęłam więc szukać jakiejś niewykorzystanej niszy, nowych tematów. Albo chociaż nowego ujęcia starego tematu. Stąd nekrofilia w Grobie i kazirodztwo, tortury i dziecięca prostytucja w Betonowy pałac. Chciałam też, by czytelnik podczas lektury doświadczał dysonansu poznawczego, gdy straszny, ponury temat zostaje przełamany czarnym humorem. A język jest mocny, bo ta historia opowiedziana innym językiem byłaby po prostu nieautentyczna.


Jeśli chodzi o sceny erotyczne, to są one niejako wpisane w gatunek. To obowiązkowy motyw. Wiem, że moi czytelnicy je lubią, więc dlaczego miałabym ich pozbawiać tej przyjemności? Portier w moim ukochanym Jubilacie, gdzie biuro wynajmuje moja mama, powiedział do niej oddając pożyczony Grób: „Proszę córce powiedzieć – mniej przekleństw, więcej seksu!” Przynajmniej jedną z tych próśb spełniłam...

W Betonowym pałacu ukazuje Pani dzielnicę, którą rządzi przemoc i przestępczy półświatek. Nie pierwszy raz wkracza Pani w takie zakazane rewiry. Skąd wie Pani, jak się po nich poruszać, jak się w takich miejscach żyje, jak się w nich mówi?


Książkowe Osiedle jest miejscem fikcyjnym i w dużym stopniu przerysowanym, tak że momentami kryminał ociera się o urban fantasy. Ale miejsca podobne do Osiedla istnieją. W paru mieszkałam, w kilku spędzałam czas, jeszcze inne znam z opowieści.


Część historii z Grobu i Betonowego pałacu jest prawdziwa. Język też jest prawdziwy, chociaż, oczywiście, też nieco „podrasowany”, bo taki całkiem autentyczny byłby dla czytelnika niestrawny. Bardzo lubię slang: jest dowodem na to, że język to żywy twór, który ewoluuje i ciągle się zmienia. Kiedyś sposób wyrażania się definiował grupę społeczną czy wiekową. Dziś wysokie miesza się z niskim, nowe ze starym. Tym samym slangiem posługują się różni ludzie. W dużym stopniu przyczynił się do tego internet, a zwłaszcza Facebook. Oczywiście są też słowa czy zwroty bardziej niszowe, czasami typowe tylko dla konkretnych dzielnic albo wąskiego grona znajomych. Część z nich, jeśli jest często używana, zostaje wchłonięta przez mainstream.



"Dzielnica” to na pewno nie jest Kraków rodem z pocztówki, taki, jaki kochają turyści.


Bo i Betonowy pałac to nie jest turystyczny folderek. Po otrzymaniu Nagrody Wielkiego Kalibru dostałam od prezydenta Majchrowskiego prezent i list z gratulacjami. Obawiam się że Betonowy pałac raczej nie przysporzy mi fanów w magistracie...

Więc który obraz Krakowa jest bliższy prawdy? W Betonowym pałacu trochę kpi Pani, pisząc chociażby o knajpach, do których nie wszedłby żaden prawdziwy mieszkaniec Krakowa, o tym, że tutejsi nie bardzo chcą wpuszczać obcych do swojego świata.


Oba obrazy są prawdziwe. I równocześnie oba są przerysowane. Jeden drugiego nie wyklucza. Poza tym to nie jest jakaś specyfika Krakowa, każde miasto ma swoją reprezentacyjną stronę i ciemną stronę. To oczywiste, że jako tło kryminału ciekawsza będzie ta mroczna.


Nie da się zaprzeczyć że Kraków jest dosyć ładnym miastem. Dosyć, bo poza pięknymi miejscami są tu też ohydne. I nie mówię tu o peryferiach, czy slamsach, tylko brzydocie, która jest obecna tuż obok tego, co ładne. Tych wszystkich koszmarnych nadbudówek na zabytkowych kamienicach, nie pasujących do niczego plombach, spożywczakach w miejscach dawnych kin, szyldach reklamowych szpecących budynki.


Wystarczy spojrzeć na kamienice na Rynku aby zobaczyć, że remonty często skończyły się na pierwszej kondygnacji. Ten reprezentacyjny wizerunek to dosłownie tylko fasada. To, jak część krakowian postrzega turystów, też nie jest jakimś niespotykanym gdzie indziej przejawem lokalnego nacjonalizmu. Narzekanie na przyjezdnych jest typowe dla mieszkańców miejscowości atrakcyjnych turystycznie. Niby każdy wie, że to ważna gałąź gospodarki ale ponarzekać trzeba.

A podobno chciała Pani pisać w stylu Agaty Christie. Tymczasem biorąc pod uwagę powyższe aspekty, bardzo daleko odeszła Pani od klasyki kryminału. Jeśli już, to Pani bohaterom bliżej do Chandlerowego Marlowe'a. Szczególnie Profesorowi - to typ co najmniej dwuznaczny, z zasadami, a jednak potrafiący ukazać naprawdę paskudne oblicze.


Język, bohaterowie, tło, tematyka – owszem, nie mają nic wspólnego z książkami Agathy Christie.

Co więc pozostaje?


Christie nadal natomiast pozostaje dla mnie mistrzynią jeśli chodzi o sposób układania zagadki i budowę opowieści. Podziwiam matematyczną logikę jej kryminałów. I mam też dla niej ogromny szacunek za łamanie schematów i konwencji kryminalnej - i to w różnych aspektach. Ten temat to taka moja specjalizacja, mogłabym o tym gadać godzinami. Jednak bohaterowie klasycznego kryminału byli dosyć schematyczni. O wiele bardziej atrakcyjny jest bohater skomplikowany i wewnętrznie sprzeczny, co do którego mamy wątpliwości, czy na pewno powinniśmy go lubić.

Julia Dobrowolska na dobre już zeszła na drugi plan? Po Grobie twierdziła Pani, że nie jest tą postacią zmęczona, ale w Betonowym pałacu odgrywa ona rolę raczej marginalną.


Może nie marginalną: drugoplanową. Potrzebowałam jakiejś odmiany. Nie chciałam popaść w schematyczność. Zachciało mi się nowej perspektywy, nowego sposobu opowiedzenia historii. Nowy bohater to doskonały pretekst, by poeksperymentować ze stylem, klimatem, językiem, konwencjami. Ta zmiana była też konieczna po to, aby Julia nie zaczęła mnie irytować tak jak na przykład Poirot zaczął irytować Agathę Christie. Odczuwałam jakąś sadystyczno-masochistyczną przyjemność, pokazując ją oczami Profesora, który widzi w niej niesympatyczną, pozbawioną empatii, zachwyconą sobą, irytującą pindę, a do tego ograniczoną ignorantkę. On jest do niej bardzo uprzedzony, co nie zmienia faktu, że jego surowy osąd jest w dużym stopniu trafny. Julia była zbyt doskonała. Teraz lubię ją o wiele bardziej. I nie mam zamiaru rezygnować z tej postaci.

Niezbyt sympatyczni ludzie zaludniają strony Pani powieści. Niezbyt przyjemne jest też - nazwijmy to tak - tło społeczne, miejsce, w którym żyją. Zaczytuje się Pani w skandynawskich kryminałach?


O tak, sporo ich czytam. Mam też oczywiście swoich ulubionych autorów, takich jak Johan Theorin, Arlandur Indridason, Jo


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - Urodziłem się za późno. Wywiad z Markiem Orłowskim Urodziłem się za późno. Wywiad z Markiem Orłowskim Na początku czerwca nakładem Wydawnictwa Erica ukazał się Miecz Salomona Marka Orłowskiego, pierwszy tom trylogii Samotny krzyżowiec. Osadzona w Ziemi Świętej w czasie wypraw krzyżowych seria opowiada o losach Czarnego więcej...
Publicystyka - Najważniejsza jest dobra opowieść. Wywiad z J.K. Johanssonem Najważniejsza jest dobra opowieść. Wywiad z J.K. Johanssonem Gorący temat. Intrygujący autor. Zaginiona nastolatka. Mroczny klimat Miasteczka Twin Peaks orazskandynawskich powieści kryminalnych. Fińscy czytelnicy pokochali już intrygującą fabułę i wartką akcję Laury więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
violabu2014-08-26 10:01:29
avatar
Na podstawie powyższego wywiadu stwierdzam, że pani Gaja Grzegorzewska to inteligentna i interesująca dzięki swej osobowości kobieta.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów