Fizyka na mecie
To straszne - Basia Sobas już prawie płakała, gdy wrócił Radosław.
- Ej puszczą typa, zobaczysz - pocieszał ją polewając miętóweczkę do plastikowego kubeczka.
Krzysiu S znów miał fuksa. Resztką przytomności poprosił o telefon do Dominiki i kajając się niemiłosiernie, plując na swoją pozorną wolność, na swój freedom jak byk, za który marły całe pokolenia idealistów, skamlał o łaskę swojej dziewczyny. Jej stary był rybą tak grubą, że jego sadło rozlane było w dwóch powiatach. Po wszystkim Dominika zapakowała Krzysia S do taksówki i wiozła do chaty ze złowrogą miną. Wszystkie demony, które jej w głowie drzemały, ćwiczyły swe nieczyste siły przed piekłem na tym ziemskim padole, które miało nieuchronnie nastąpić. Wielka czarna taksówka zajechała w czeluści Piaskówki i Dominika wyprowadziła Krzysia S taszczącego lękliwie jakieś tobołki.
- To był twój ostatni numer! - zabrzmiał pierwszy, jeszcze malutki grzmocik.
– Jeszcze raz i przysięgam, zgnijesz w pierdlu, zadbam o to! Odnajdą się akta
twoich zaginionych spraw! Rozumiesz? Co ty tam dźwigasz, co to za plecak, czyj to?
- Basi Sobas, spierdalaj, zdupcaj stąd... - w błyskotliwy sposób Krzysiu S próbował wyrazić swoja wdzięczność. I nie słuchając już nic, podążył w stronę
mieszkania Radosława. Wdrapał się, na szczęście niewysoko, po schodach i wszedł bez pukania. Widok go trochę zdegustował. Na wielkim, nieporządnym łożu spał Radosław w butach i z buteleczką po miętówce leżącą w ścisłym sąsiedztwie jego głowy. Basia Sobas słodko spoczęła na dywanie, obok niej widniała wypalona tłusta czarna dziura oraz wielka kałuża rozlanego browara. Pod głową Basia Sobas miała radosławowy sweter. Krzysiu S rozeznał to wszystko bez problemu, bo oświetlał ten pejzaż włączony dość głośno telewizor. MTV Classic, rzecz w chacie Radosława jasna. Leciało Myslovitz. Krzysiu S jak wiadomo ich nie znosił, wyciągnął więc pilota z ręki Basi Sobas, która dzierżyła go całkiem mocno przez sen. Nawet nie drgnęła, spała dalej z rozchylonymi ustami, zupełnie jakby siebie widział. Coś w tym było... Na 4Fun TV polecieli Gunsi, więc podgłosił, budząc przy okazji całe towarzycho. Radosław wypruł z łóżka w paniorze.
- Co się dzieje? Co jest grane? - zarzuciło gołąbeczkiem konkretnie, nie utrzymały zesztywniałe spaniem nogi i runął na dywan nieopodal Basi Sobas. Ale Basię Sobas waliłoby w tej chwili, gdyby nawet dostał krwotoku tętniczego. Patrzyła tylko w Krzysia S jak w utęsknione lustro.
- A mówiłem ci, głupia że wrócę!
- Luzik, stary, a gdzie byś się miał tam szwendać po komisariatach?
- To se co łyknijmy, suszy mnie kurna strasznie, te, głupi wstawaj! – obydwoje zaczęli poklepywać nietomnego jeszcze Radosława.
- Co, kuuurna - wybełkotał Radosław padając na wznak na dywan.
- Nic z niego nie będzie - zadecydowała Basia Sobas.
„To był mój pierwszy raz! Nie żaden drugi raz! To był raz pierwszy, najważniejszy!”- rozległo się z Viva Polska około południa.
Basia Sobas poczuła straszliwy napór na pęcherz i pozataczała się do kibla. Radosław leżał tam gdzie wczoraj zasnął, tzn. na dywanie. A ona naga, jak ją Pan Bóg (lekkomyślnie) stworzył, dziarsko i dumnie wypinała chudą pierś do przodu, przemykając w stronę łazienki. I już po chwili walczyła z deską, wpierw ją podnosząc, a potem opuszczając. Sikając poczuła, że ją strasznie boli łeb. Pomyślała, że obudzi Radosława, by zrobił jakąś herbatkę i coś do żarcia... Niestety myślenie o produktach spożywczych nie było dobrym pomysłem, musiała skorzystać znowu z kiblowych usług... Oj, źle jej było. Umyła zęby swoją własną szczoteczką (nówka - zakupiona wczoraj przez Radosława w całodobowcu). Uciekło jej zupełnie to, że tam byli... Zmusiła się do prysznica połączonego z przykrym obowiązkiem ogolenia nóg, pach i ud... Masakra być kobietą. Basia Sobas przejrzała się w lustrze.
