Milimetry Dnia
„Bezdech”
Pas światła tnie pokój; kurz iskrzy i siada. Na blacie — krąg po szklance: znak. Ściana trzyma chłód na krawędzi. Przy ramie okna roleta stoi na jeden ząbek.
WDECH
Wciągam szerzej. Chłód wchodzi pod żebra, meble cofają się o milimetr. Tor biegnie wzdłuż pasa — równy, dłuższy niż zwykle; pokój przez chwilę daje się prowadzić bez oporu.
WYDECH
Profil w prześwicie kuchni. Metaliczny cień mydła. Jej dłoń przesuwa kubek o pół krążka — znak zmienia miejsce. Wewnętrzna strona nadgarstka łapie krótki żar; trzyma. Wydech przycina się pod obojczykiem. „Trzymaj.”
WDECH
Przestawiam krzesło, by cień trafił w nogę stołu; pas i fuga składają się w jedną kreskę. Wdech ciągnie jednym torem — przez szew dywanu i rysę w lakierze — wraca do pełnej skali; trzyma zgodę.
WYDECH
Jej paznokieć dotyka sznurka — o pół włosa. Roleta schodzi o ułamek; krótki syk zamyka pas. Światło traci ostrość. Krąg na blacie blednie. Wydech zsuwa się nisko, zatrzymuje przy biodrze, żebra biorą krótszy skok.
Gasimy po kolei; roleta staje przed końcem — krótki syk. Pas światła pęka na dwa wąskie tory. Krąg po szklance zostaje.
Bezdech.
„Fotometr”
[07–09] Świt wsuwa prostokąt po kancie ramy. Siódemka łapie połysk; ósemka śpi matowo. Sekunda porusza szkło: skok krótki, powrót równy. Na stole leży cień rozmowy — linia o zmiennej grubości.
Plama rośnie; dziewiątka ciemnieje. Minuta ociera się o lamelę. Jej profil przecina pas światła; krawędź rysuje się na moment. Cień na blacie grubieje przy końcach zdań, chudnie w środku.
[12] W południe dwunastka znika w bieli. Tarcza rozżarza środek; zjada margines. Na skroni kładzie się wąski, ciepły pas; znika po obrocie. Jeden stuk — sekundnik krąży po płytkiej wodzie światła — szuka dna.
Refleks przechodzi po podłodze, wspina się po oparciu, kładzie pas pod sufitem; na moment wszystko jest jedną płaszczyzną.
[15–19] Popołudnie dociąża cyfry: piątka chropieje, szóstka mięknie. Cień minutnika zahacza o obręcz tarczy. Linia na blacie zagina się w kolano — trzyma.
Niebieski wsiąka w kadr; osiemnastka chłodzi szkło; dziewiętnastka wydłuża odstępy między stukami. Sekunda na ułamek schodzi równo z lamelą — ostrze, włos, cisza.
[21–22] Wieczór łamie prostokąt na ramie — szlif światła osiada na krawędzi; stukanie dzieli ciemność na równe porcje. Jej twarz staje w prześwicie; wskazówka przechodzi przez profil jak nitka przez ucho igły.
[00] Prostokąt gaśnie; stukanie liczy ciemność dalej.
„Przypał”
Karton — pstryk. Z krawędzi — biała struga. Wlewa się na dwa palce; płomień najniżej, ciepło idzie równą spiralą. Powierzchnia matowieje od środka — natychmiast. Łyżka dotyka rancika — ruch staje na pół obrotu. Oddech kuchni zestraja się z metalem — równo.
Królowa wsuwa dłoń nad płomień. Paznokieć trąca podziałkę. Wskazówka drga i wraca. Fala cofa się na pierścień; linia prostuje. Jej palce zostają na gałce. Na kciuku punkt ciepła.
+1 ząbek. Przechył na jedną stronę; łuk podciąga się o włos. Jasna smuga przy brzegu — znika.
+1 ząbek. Zagarnięty brzeg; tafla napina się; pod spodem ciemnieje wąski pas.
+1 ząbek. Kopuła pęcznieje i nie wraca; spodem idzie równy łańcuch pęcherzy.
+1 ząbek. Bierze ścianę, przelewa brzeg. W środku zaciąga się ciemny kołnierz; przypał zostaje.
Ostatni ruch. Gałka drga o włos; sk
