Olaf i Dionizy, czyli historia pewnej umowy
opowiadania >



Ta ostatnia myśl, do spółki z chęcią ocalenia życia, przeważyła szalę.


- OK, wchodzę w to. Mam nadzieję, że przeżyję i nie będę żałować.


- Przeżyję? No wypraszam sobie! Nie jesteśmy jakąś bandą zidiociałych goblinów, żeby zabijać wszystkich po drodze. Ale cieszę się, że podjąłeś taką decyzję. Myślę, że to początek owocnej współpracy. Skoro to mamy załatwione, to pozwolisz, że się pożegnam. W najbliższym czasie ktoś od nas skontaktuje się z tobą.


Mówiąc to, Dionizy zarzucił z kaptur na głowę i okręcił się szybko wokół własnej osi, po czym zniknął. W ostatnim momencie poła jego długiego płaszcza uniosła się na tyle, że Olaf był w stanie zauważyć dwie grube nogi całkowicie pokryte futrem, a do tego zakończone kopytami. Zapach lasu ulotnił się równie niepostrzeżenie jak się pojawił.


Ulica nadal była ostoją spokoju.


**


To, co zaczęło się dziać od czasu tamtej nocy było bardziej niezwykłe od wszystkich bajek, jakie mogły wymyślić wszystkie babcie we wszystkich czasach. Olaf ledwie skończył studia, tak wiele czasu zabierało mu siedzenie przy komputerze i pisanie. Kiedy rozesłał pierwszą swoją książkę do wydawnictw, na drugi dzień nie mógł opędzić się od telefonów i maili. Ten stan zelżał dopiero wtedy (a i to nie od razu), kiedy w końcu zdecydował się na współpracę z jednym z nadskakujących mu największych wydawnictw.


Nie to było jednak najdziwniejsze. Dionizy dotrzymał słowa i regularnie odwiedzał go dostarczając różnego rodzaju zapiski, przyprowadzając najprzeróżniejsze stwory chcące opowiedzieć swoją historię lub tez zabierając Olafa w zaskakujące miejsca. Dzięki niemu chłopak miał okazję zwiedzić miejsca w mieście, w których zamelinowały się i mniej więcej przystosowały do życia leśne, choć nie do końca baśniowe stworzenia. Był w klubach tylko dla nich i wiedział, ze nigdy nie zapomni widoku szalejącego na parkiecie centaura. Odwiedzał je w ich mieszkaniach. Bywał też w gorszych miejscach. Niejednokrotnie zdarzyło mu się znaleźć w kamienicy pełnej ćpunów, którzy mieli spiczaste uszy, dużo futra czy też emanowali delikatna poświatą. Okazywało się bowiem, że pewne schematy powtarzają się niezależnie od tego, czy dotyczyły rdzennych Indian w Ameryce, Murzynów w Afryce czy też magicznych stworzeń wszędzie.


Nawet to nie było jednak wszystko. Fauni opiekun Olafa zabierał go również na dalsze wycieczki w odosobnione miejsca na łonie natury, gdzie niedobitki wszelkiej maści magicznych stworzeń starały się żyć zgodnie ze starymi zwyczajami. Początkowo wypuszczali się tylko na krótkie, 2-3 dniowe wypady. Później jednak, kiedy wśród magicznego podziemia rozniosła się wieść, że jest ktoś, kto opisuje jego historię, poczęli wypuszczać się również na dłuższe wojaże do bardziej oddalonych miejsc, których mieszkańcy chcieli powitać u siebie Olafa.


Zbierając taki ogrom doświadczeń i ciągle będąc magicznie wspomaganym, Olaf nie miał żadnych problemów z tworzeniem książki za książką, ku ekstazie wydawcy. W niedługim czasie stał się również całkiem zamożnym człowiekiem, wbrew tym wszystkim, którzy narzekają, że w tym kraju nie da się zarobić ani tym bardziej wyżyć z pisarstwa. Mimo początkowych obaw ze strony „jednego z najbardziej wpływowych twórców młodego pokolenia”, jego magiczni znajomi nijak nie zamierzali ingerować w to, co robi z zarobioną kapustą.




**


- Drodzy widzowie, dziś w naszym programie gościmy jedną z bardziej nietuzinkowych postaci sceny pisarskiej. W ciągu kilku lat sprzedał miliony egzemplarzy swoich dzieł na całym świecie. Krytycy jednogłośnie chwalą go za świetny warsztat i silne przesłanie. Przed państwem Olaf Miecznicki! Dobry wieczór panu.


- Dobry wieczór pani, dobry wieczór państwu.


- Panie Olafie, za miesiąc ma ukazać się pana najnowsza książka pod tytułem „Dom”. Czy mógłby pan nam zdradzić, co w niej znajdziemy?


- Oczywiście że nie, bo wtedy byście jej państwo nie kupili, hehehe. Mogę natomiast powiedzieć, że będzie nieco odbiegać od tego, do czego przyzwyczaiłem swoich czytelników. Mniej będzie natury, więcej relacji, hm… międzystworzeniowych.


- No właśnie. Swoimi bohaterami zawsze czyni pan baśniowe stworzenia, które wszyscy doskonale znamy. Czyli rozumiem, że tym razem będzie podobnie?


- Oczywiście. Jestem tradycjonalistą. Nie lubię zmieniać czegoś, co nieźle funkcjonuje. Muszę jednak się przyznać, że tym razem skupiłem się właśnie na nich, na tym jak outsiderzy mogą postrzegać otaczający ich świat. Mam wrażenie, że potrzebowałem, że tak to ujmę… wyjścia z lasu.


- Czyli obrońcy środowiska naturalnego, wśród których ma pan szerokie grono wiernych odbiorców mogą się poczuć nieco odstawieni na boczny tor?


- Och, nie posuwałbym się do aż tak mocnego stwierdzenia. Po pierwsze, moje poglądy nie zmieniły się ani o jotę, więc w żadnym wypadku nie opuszczam pozycji proekologicznych. Po drugie, to że zmieniają się akcenty, nie oznacza, że coś całkowicie zanika.


- Rozumiem, sadzę, że to uspokajające dla wielu naszych widzów. Jeśli chodzi o następne pytanie, to często je pan słyszy, więc nieco obawiam się go zadawać. Muszę jednak to zrobić, w nadziei, że powie pan coś więcej niż zazwyczaj. Więc dlaczego skrzaty, wróżki,

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów