W PRL-u łatwiej było o elegancki biustonosz niż o węgiel! Wywiad z prof. Tadeuszem Cegielskim

zbrodniczesiostr
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Węgiel był w PRL surowcem strategicznym, po który „chciwe ręce wyciągał kapitał zachodnioniemiecki”, a biustonosze nie! Nic dziwnego, że łatwiej było je zdobyć - podobnie jak pończochy, grube i brzydkie stylony. Jednakże od 1968-69 rok w kręgu akademickiej młodzieży żeńskiej zapanowała moda na nienoszenie staników – przyszła z Ameryki wraz z hippizmem. Swoboda obyczajów była tu nieporównywalnie większa niż dzisiaj!  - mówi prof. Tadeusz Cegielski - historyk, wielbiciel kultury popularnej i znawca dziejów Warszawy, a także autor świetnych kryminałów w rozmowie z Adrianną Michalewską ze Stowarzyszenia "Zbrodnicze Siostrzyczki"

Bohaterowie Tajemnicy pułkownika Kowadły mają upodobanie do zagranicznych kosmetyków. Czy w końcówce lat pięćdziesiątych były one dostępne w Warszawie? Pamiętam moją lekturę Życia towarzyskiego... Tyrmanda i zachwyt nad "zagraniczną podłogą", którą jeden z bohaterów w tamtych latach zdobył. Tymczasem Mirka nosi eleganckie koszulki a pani Rypnis ubiera się z francuska. Co to właściwie oznaczało?


Elegancki ubiór Warszawianek stanowił fenomen na skalę światową, nad którym głowiły się najtęższe głowy. Przepaść pomiędzy wyglądem Krakowskiego Przedmieścia i modnych lokali a resztą kraju rzucała się w oczy wszystkim przybyszom.


Eleganckie były też dziewczyny odwiedzające krakowskie „Jaszczury”, czy gdańskiego „Czarnego Kota”. Częściową odpowiedź na to pytanie dają ilustrowane (choć mało kolorowe) czasopisma z niezastąpionym „Przekrojem” na czele. Ale nawet „Przyjaciółka”, „Gospodyni wiejska” i „Filipinka” informowały o modzie paryskiej, a ta pierwsza załączała niekiedy wykroje modnych ciuchów. Dziewczyny szyły więc sobie same. Panowie byli pod tym względem w o wiele gorszej sytuacji. W każdym razie rola krawców – na użytek własny i zawodowców – była olbrzymia! Sam od ok. 1964 roku szyłem lub dawałem do przeróbki u lokalnych krawców. Problem polegał na tym, żeby znaleźć takich, którzy nie będą mieli abominacji do modnych, kolorowych ubrań (np. bardzo wąskich czerwonych lub żółtych spodni z polskiego sztruksu na eksport).

Skoro nie było w Warszawie firmowych sklepów światowych producentów mody, a bracia Jabłkowscy nie sprzedawali już u siebie wzorowanych na paryskich kreacji, co pozostawało paniom nad Wisłą?


W modne (czy w ogóle możliwe do założenia) ciuchy zaopatrywano się w kilku miejscach. Przede wszystkim na „Ciuchach”, czyli wybranych bazarach z odzieżą nową i używaną (w Warszawie „Różyc” i ulica Skaryszewska, w Krakowie „tandeta” itd.) Warto było także bywać w sklepach komisowych, które stały się bardzo popularne po 1956 roku. Tutaj lokowano towary z tzw. "importu prywatnego", niekiedy w handlowych ilościach. Ludność zaopatrywała się tu we włoskie buty, kurtki i płaszcze ortalionowe (to był prawdziwy krzyk mody!), włoskie swetry, bieliznę, pończochy, tanie kosmetyki. Te włoskie głównie produkty to była na zachodnie standardy okropna tandeta, ale miały ceny jeszcze akceptowalne w kraju, w którym zarabiało się od 10 do 20 USD miesięcznie. Uzupełnieniem komisów były „trafiki” uliczne, w których inwalidzi wojenni (potężne, częściowo przestępcze lobby w PRL) handlowali zachodnim tytoniem, żyletkami i kosmetykami. Oczywiście mało kogo było stać, by u nich kupować.



A co było potem, za Gierka?


Po roku 1970 doszły jeszcze Pewexy dostępne dla wszystkich. Wcześniej tzw. eksport wewnętrzny zastrzeżony był dla posiadaczy rodziny w Ameryce i marynarzy (Baltona). Asortyment w tych sklepach powiększał się nieustannie, by już w latach 70. oferować meble, materiały budowlane, samochody fiata, motocykle, a nawet mieszkania.


Zakupy można było robić także w wybranych salonach państwowych, typu Gallux, Moda Polska, ale te były tylko w dużych miastach; w domach towarowych PDT, CDD, Centrum, gdzie przy odrobinie szczęścia lub "po znajomości" można było trafić na odzież z tzw. odrzutu eksportowego, końcówki eksportowych serii itp.


Polska była liczącym się producentem odzieży dla wielu krajów Zachodu. Fabryki szyły wg. otrzymanych z zagranicy wzorów i często z zachodnich materiałów. Te produkty były wykradane (!) przez pracowników firm odzieżowych i za olbrzymie ceny sprzedawane na w pełni czarnym rynku.

Czasem też ktoś jednak z Polski wyjeżdżał. Co wtedy wysyłano za pośrednictwem poczty?


Nie tylko wysyłano, choć osoby wyjeżdżające na Zachód - a takich było coraz więcej -sprowadzały sporo towaru. Mój ojciec, na przykład, bawił w 1958 na Światowej Wystawie EXPO w Brukseli, skąd, jak pamiętam, przywiózł między innymi pończochy dla mamy, tytoń Prince Albert dla siebie (pojawia się w powieści jako produkt z prywatnego importu) oraz plastikowy pistolet, kopia belgijskiego parabellum dla mnie. Nie takie częste jeszcze wyjazdy do NRD były źródłem produktów technicznych, np. sprzętu fotograficznego i radiowego. Z kolei z Węgier przywożono żywność typu delikatesowego. Łatwo więc sobie wyobrazić, że popularny tenor - jak pan Adam Rypnis - kupował piękne ciuchy i perfumy nie tylko w Paryżu, ale i w Czechosłowacji, w której magazyny aż do inwazji w 1968 roku w niczym nie ustępowały wiedeńskim. Sam to sprawdziłem.



Czyli Polki były równie eleganckie jak paryżanki?


Tak, krótko mówiąc: młode Polki, które chciały wyglądać jak dziewczyny z Dzielnicy Łacińskiej w Paryżu, miały na to szereg sposobów. Zwłaszcza, jeśli posiadały dryg do szycia i kombinowania. A tych umiejętności im nie brakowało. Może w przyszłości warto by było o tym napisać?



W jednej ze scen Mirka marznie z braku opału, a już w kolejnej oszałamia kreacją. Brak finansów czy swoiste trudności w zdobywaniu towarów luksusowych, które jakoś jednak były osiągalne?


Zacznijmy od tego, że nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy źle ogrzanym mieszkaniem (na Flory było już CO z kotłownią w podwórku) a elegancką bielizną. Na tę drugą sferę życia mieszkańcy Warszawy mieli, na szczęście, pewien wpływ. Na pierwszą żadnego.



Panie Profesorze. Czy chce Pan powiedzieć, że łatwiej było o koronkowe biustonosze niż o węgiel? To szokujące.


No, nie jestem pewien, czy takie szokujące! Węgiel był surowcem strategicznym, po który „chciwe ręce wyciągał kapitał zachodnioniemiecki”, a biustonosze nie! Od 1968-69 rok w kręgu akademickiej młodzieży żeńskiej zapanowała moda na nienoszenie staników – przyszła z Ameryki wraz z hippizmem. Swoboda obyczajów była tu nieporównywalnie większa niż dzisiaj!



A jak to było z pończochami. Pańskie bohaterki noszą prawdziwe nylony. Tego u nas nie produkowano, prawda?


Bez przesady! Jeszcze w latach 50. zaczęto produkować w Polsce nylony (zwane stylonami). Były bardzo trwałe, tyle że grube i brzydkie. Pod tym względem bardzo się poprawiło po 1970 roku, za Gierka. Polska sprowadziła wówczas linie technologiczne z Zachodu. Produkowała nawet jeans – choć nie w klasycznym kolorze indygo. Większość tych pięknych materiałów szła na eksport, np. bardzo wyrafinowe odmiany sztruksu „w łączkę” (niezwykle modną od 1969 roku).

Zapytam jeszcze o książki. Bohaterowie Pana powieści czytają oryginały i przekłady. Wiem, że rynek tamtych czasów to reglamentacja papieru i cenzura. Skąd brano dobre powieści sensacyjne? Socrealizm takich nie produkował, a o imporcie w ogóle chyba nie było mowy? Za wiele przywieźć również się nie dało. Książka to nie tytoń, władze PRL były podejrzliwe…


Socrealiazm trwał na szczęście krótko: od końca 1948 do połowy 1955 roku. potem już


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - Stepowa melancholia. Wywiad z Markiem Krajewskim Stepowa melancholia. Wywiad z Markiem Krajewskim Spotykamy się w stylowej kamienicy u państwa Krajewskich. Autor przyjmuje mnie kawą w delikatnej przedwojennej porcelanie i ciastem z owocami przygotowanym przez jego żonę.   Zapowiada się atmosfera jak więcej...
Publicystyka - Znajdźcie swój świat. Wywiad z Leonardo Patrignanim Znajdźcie swój świat. Wywiad z Leonardo Patrignanim - Znajdźcie swój świat. Szukajcie pomysłu. Tym, co może odróżniać Waszą powieść od tysiąca innych, jest oryginalny pomysł. Producenci płyt i wydawcy nie mogą się doczekać, kiedy trafią na coś świeżego więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
sweetdream2013-09-12 10:11:31
avatar
Ciekawy tekst. Swoją drogą, ciekawe że wtedy kobiety miały w sobie dużo więcej szyku i elegancji niż obecnie.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów