Dwie godziny między czwartą a szóstą rano, zwłaszcza zimą, zawsze wydawały się Arturowi najbardziej odrealniona pora doby. Właściwie już nie noc, a jeszcze nie poranek.
Dwie godziny między czwartą a szóstą rano, zwłaszcza zimą, zawsze wydawały się Arturowi najbardziej odrealniona pora doby. Właściwie już nie noc, a jeszcze nie poranek.
Książka: Ostatnia tajemnica
Tagi: czas, poranek