Zaczął się modlić, żeby tamten wstał i sobie poszedł jak najdalej stąd, lecz facet ani drgnął.Zimny trup, nie inaczej, więc nigdzie nie pójdzie. Musi dostał obuchem, bo strzału żadnego nie było, chyba że z tłumikiem.
Doskonale jednak wiedział, że nawet najdłuższa podróż kiedyś się kończy i tam, gdzie wysiadamy, zawsze jest tak samo jak tu, wszędzie bowiem targamy ze sobą swoje fatum. Ono jest w nas, a nie na zewnątrz, jak zawieja, deszcz czy śnieg. To można zostawić za plecami, tamtego nie. Bo tamto jest jak garb, przed którym nie da się uciec. Możemy tylko stawić tamtemu czoła i to przezwyciężyć. Przynajmniej do czasu.
Poznał prawdę, lecz nie poczuł się oczyszczony. Bo prawda nie wyzwala. Ona jeszcze bardziej tytła. I zwykle lepiej jej wcale nie poznawać.
Zaczął się modlić, żeby tamten wstał i sobie poszedł jak najdalej stąd, lecz facet ani drgnął.Zimny trup, nie inaczej, więc nigdzie nie pójdzie. Musi dostał obuchem, bo strzału żadnego nie było, chyba że z tłumikiem.
Książka: Zaprzaniec